Lekarze rodzinni: uchodźcy z Ukrainy „skazani” na leczenie doraźne, system za chwilę się zatka

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 16-03-2022, 17:15

Lekarze rodzinni alarmują, że osoby z Ukrainy, które uciekły do Polski przed wojną, mogą być leczone w ramach POZ jedynie doraźnie. W świetle prawa nie mają statusu świadczeniobiorców, więc cięższe przypadki będą trafiać na SOR-y, do szpitali. Nie ma też podstaw do wypisywania refundowanych leków czy prowadzenia szczepień.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W sferze publicznej spotykamy się z informacjami, które mogą wprowadzać w błąd - zarówno polskich obywateli, jak i osoby z Ukrainy - twierdzi prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
FOT. iStock

- Jeżeli uchodźca z Ukrainy przychodzi do lekarza POZ z poziomem glukozy we krwi 500 mg/dl, musimy go odesłać gdzie indziej, bo wypisanie leków, których nie posiada, będzie dla niego finansową klęską. Możemy podać kroplówkę, trochę go nawodnić, zaaplikować doraźnie to, co mamy na poziomie praktyki, ale systematyczne leczenie nie wchodzi w rachubę. Siłą rzeczy wszyscy pacjenci w gorszym stanie trafiają na SOR-y i do szpitali, co jest absolutnie niepotrzebne. Robi się ten sam błąd, jaki robiono z covidem. Przepisy są potrzebne natychmiast, bo za chwilę system się zatka - mówił w środę (16 marca) prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski (FPZ).

- Liczyliśmy na to, że specustawa (o pomocy Ukraińcom – red.), która weszła w życie, ureguluje większość problemów. Niestety tak się nie stało. Najważniejsza i najpilniejsza kwestia do rozwiązania to refundacja leków, zwłaszcza w chorobach przewlekłych. Nie da się wielu chorób przewlekłych rozpoznać podczas jednej wizyty u przypadkowego lekarza, nie ma procedury objęcia takiego pacjenta dłuższą opieką przez konkretnego lekarza. Opieramy się na jednorazowej, doraźnej pomocy. Nie mając rozpoznań, nie możemy dawać leków refundowanych, w efekcie e-recepty będą w większości wystawiane ze stuprocentową odpłatnością. Dotyczy to nie tylko POZ, ale też m.in. nocnej pomocy lekarskiej - podkreślał z kolei Tomasz Zieliński, wiceprezes FPZ.

“Komunikaty to nie prawo”

W związku z coraz większą liczbą osób z Ukrainy, które uciekając przed wojną znalazły się na terytorium Polski, lekarze rodzinni zrzeszeni w FPZ zorganizowali w środę (16 marca) konferencję, podczas której dyskutowano m.in. o tym, jakie są palące problemy związane z opieką medyczną uchodźców. Ten obszar miała uregulować tzw. specustawa, ale - jak podkreśla FPZ - tak się nie stało.

Od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, czyli od 24 lutego br., do 14 marca granicę polsko-ukraińską przekroczyło 1,83 mln Ukraińców.

- W sferze publicznej spotykamy się z informacjami, które mogą wprowadzać w błąd - zarówno polskich obywateli, jak i osoby z Ukrainy. Tak ogromnej fali nowych pacjentów w systemie nikt się nie spodziewał. Chcemy pokazać, że niezależnie od zrywu serc, wspaniałego zachowania polskiego społeczeństwa, są pewne procedury, które w opiece zdrowotnej muszą zostać zaimplementowane i musi być na to czas - po to, aby było możliwe udzielanie chorym z Ukrainy świadczeń na takich samych zasadach jak Polakom. Ci ludzie nie mają orientacji, „nie mają głowy” do tego, żeby zajmować się rzeczami, które są związane ze skomplikowanym systemem, w którym funkcjonujemy. Skomplikowanym dla polskich pacjentów, a co dopiero dla osób, które przyjeżdżają z zagranicy - mówił Jacek Krajewski.

Wskazywał, że „komunikaty nie są źródłem prawa” i świadczeniodawcy muszą mieć precyzyjną wiedzę, jak pomagać uchodźcom i teraz, i za jakiś czas. - Nie możemy posługiwać się wyłącznie wiedzą, która płynie z komunikatów - mówił.

- Na ten moment staramy się przede wszystkim pomagać doraźnie. Aby jednak osoby z Ukrainy objąć stałą opieką, system musi być do niej dostosowany - zaznaczył.

Leczenie z refundacją jest tańsze, potrzebne precyzyjne przepisy

Przedstawiciele FPZ podkreślali, że pacjent musi być przypisany do określanego lekarza i musi mieć uprawnienia, by być świadczeniobiorcą, bo “takie są umowy z NFZ”. Tymczasem - jak wskazywano - Ukraińcy, którzy uciekli przed wojną, nie mają na terenie Polski statusu świadczeniobiorcy. Generuje to też inny problem - zdaniem lekarzy zorganizowanie szczepień dla dzieci z Ukrainy na podstawie kalendarza szczepień nie jest obecnie w Polsce możliwe.

FPZ wskazywała na pilną potrzebę powstania specjalnych przepisów „na okres przejściowy”, by móc bezpiecznie wdrażać leczenie z refundacją na etapie opieki domowej. Lekarze zaznaczali, że jeżeli leki będą zbyt drogie, obywateli Ukrainy nie będzie na nie stać, więc nie będą ich przyjmować, w konsekwencji po zaostrzeniu chorób trafią na SOR-y, do szpitali i staną się dla systemu drożsi w utrzymaniu.

Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Pacjenci, którzy dotarli do Polski z Ukrainy, to często osoby starsze, a więc obciążone wielochorobowością.

Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarz rodzinny i ekspert PZ wskazywała, że choć w obszarze opieki medycznej dla uchodźców są różne infolinie, jest wiele informacji w internecie, jednak są one niejednodnorodne, zamieszczone w wielu miejscach, Ukraińcy się w nich gubią. Nie jest też proste - w jej ocenie - „znalezienie czegokolwiek na stronie MZ czy NFZ”.

Twardowski: publiczna informacja, że Ukraińcom należą się leki refundowane, jest bardzo myląca

Jak mówił Marek Twardowski, wiceprezes FPZ, co chwilę jest zdumiony tym, co się dzieje w obszarze opieki medycznej uchodźców z Ukrainy - szczególnie na linii MZ i NFZ a lekarze POZ.

- Pytań jest dużo więcej niż odpowiedzi. Ukazały się komunikaty NFZ. Co to jest komunikat, pod którym nie jest nikt podpisany, więc nie wiadomo, kto za niego odpowiada? Mówi się z jednej strony, że uchodźcy z Ukrainy mają opiekę taką, jak nasi obywatele. A na końcu komunikatu jest napisane, że tak naprawdę mają możliwość zgłoszenia się do lekarza tylko jednostkowo, bo nie mogą być pacjentami na listach świadczeniobiorców, mimo uzyskania PESEL-u. Informacja podawana publicznie, że pacjentom z Ukrainy należą się leki refundowane, jest bardzo myląca. Jako lekarze POZ będziemy mieli wielki problem, jak im to wytłumaczyć - mówił Twardowski.

Ocenił, że „jeżeli pacjent będzie się domagał refundacji leków, a lekarz weźmie za dobrą monetę to, co głoszą politycy publicznie, to za 3 lub 5 lat będzie z tego powodu sekowany”. - W tej chwili kary NFZ za problematyczną refundację preparatu mlekozastępczego Neocate LCP wynoszą w POZ już ponad 1 mln zł - podkreślał wiceszef FPZ.

On także wskazywał na nieuregulowany obszar szczepień obywateli Ukrainy. - Jeżeli pacjent z dzieckiem nie zostanie zapisany do praktyki, na jakiej zasadzie i gdzie będziemy mogli prowadzić regularne szczepienia? - pytał. - Tymczasem mówi się tym ludziom, że już teraz mogą się dobrowolnie zaszczepić - dodał.

- Czytałem specustawę, czytałem komunikaty rządu przed specustawą, z których jasno wynikało, że po jej uchwaleniu zostanie podpisany dokument na zasadzie umowy pomiędzy ministrem zdrowia a prezesem NFZ o finansowaniu świadczeń medycznych dla uchodźców. Nie mamy tego - mówił.

Lekarze rodzinni: potrzebny dialog z decydentami

Zdaniem Zabielskiej-Cieciuch, jeśli chodzi o refundację, „środowisko lekarzy w Polsce jest okropnie zastraszone“. - Kilkanaście lat walczymy o to, aby zdjąć z lekarzy obowiązek podejmowania takich decyzji. Nie znamy się na tym, nikt nas tego nie uczył, nie jesteśmy instytucjami socjalnymi rozdzielającymi pieniądze. Obecnie ani minister zdrowia, ani prezes NFZ nie powiedzieli wprost, że po 24 lutego leki można pisać tylko na 100 procent, bo brakuje podstaw do refundacji. Wielu kolegów pisało leki refundowane, widząc np. chore osoby, które potrzebowały insuliny, a nie miały pieniędzy, by ją wykupić. Oczekujemy rozwiązania tej sytuacji - podsumowała.

W ocenie Tomasza Zielińskiego obecnie pomiędzy FPZ a MZ czy NFZ nie ma dialogu. - Chodzi o dialog z decydentami, w rozumieniu szefa resortu czy prezesa Funduszu. Owszem, mamy roboczy kontakt z urzędnikami, wiec podstawowe informacje uzyskujemy, ale to zdecydowanie za mało - skwitował.

- W przypadku uchodźców z Ukrainy nie miejsca na eksperymenty tylko dlatego, że jest pośpiech i zapewnienie, że będą mieli taką opiekę, jak Polacy - dodał Krajewski.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niedzielski: chcemy, by UE zwracała koszty leczenia uchodźców z Ukrainy

Opieka medyczna dla uchodźców z Ukrainy: wytyczne dla szpitali, przychodni

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.