Lekarze rezydenci ostro o ustawie o jakości: konfident 2.0, chodzi o środki z KPO

opublikowano: 24-01-2023, 15:48

“Medyku! Medyczko! Oczekujesz jakości i bezpieczeństwa w obliczu zdarzeń niepożądanych w swoim miejscu pracy? Nie bój nic - Ministerstwo Zdrowia ma plan! Wystarczy zgłosić zdarzenie do rejestru podając dane osobowe wszystkich współuczestników” - pisze w mediach społecznościowych Porozumienie Rezydentów.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze rezydenci zrzeszeni w PR uważają, że rejestr niepożądanych zdarzeń medycznych będzie się opierał na donosach pracowników ochrony zdrowia na innych medyków.
Lekarze rezydenci zrzeszeni w PR uważają, że rejestr niepożądanych zdarzeń medycznych będzie się opierał na donosach pracowników ochrony zdrowia na innych medyków.
Fot. Adobe Stock

Zdaniem Porozumienia Rezydentów (PR) rząd chce, aby rejestr niepożądanych zdarzeń medycznych opierał się na donosach pracowników ochrony zdrowia na innych medyków.

Jak przypomina PR, 11 stycznia 2023 r po pierwszym czytaniu rządowego projektu ustawy o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta został on przyjęty i skierowany do komisji zdrowia. Ma na celu m.in. wprowadzić system zgłaszania, rejestracji i analizy zdarzeń niepożądanych.

“Takie systemy istnieją z powodzeniem za granicą i w swoich założeniach skupiają się głównie na jak najszerszym zbieraniu danych o zdarzeniach, dogłębnej analizie i wyciąganiu wniosków. W efekcie powstają nowe wytyczne i rekomendacje, lokalne problemy z brakami sprzętu lub kwalifikacji personelu są rozwiązywane - finalnie otrzymujemy wyższej jakości opiekę oraz wzrost bezpieczeństwa pacjentów, jak i bezpieczeństwa. By to się udało pracownicy muszą być zachęcani do zgłaszania zdarzeń otwartym i wyrozumiałym podejściem do błędów pozbawionym zbędnych sankcji, a do analizy zdarzeń muszą być dopuszczone organizacje naukowe, pacjenckie i zawodowe. I to nam obiecano!” - pisze Porozumienie Rezydentów.

Obietnica jednak - w ocenie PR - nie została spełniona.

Rezydenci ostrzegają: ustawa o jakości w ochronie zdrowia zniechęci do zgłaszania zdarzeń

Jak wskazuje PR, celem rejestru jest identyfikowanie i ściganie “sprawców” zdarzeń.

“Zgłaszając nieprawidłowość musimy podać nasze własne dane, a także wymienić wszystkich pozostałych uczestników niezwłocznie po jej stwierdzeniu. Przed represjami chronieni są zgłaszający oraz współuczestnicy, którzy o zgłoszeniu zostali poinformowani. Czyli jeśli ktoś was umieści w zgłoszeniu i nie powie wam o tym, to pracodawca może was zwolnić” - czytamy we wpisie PR. Porozumienie dodaje, że w sądzie tylko zgłaszający może liczyć na “nadzwyczajne złagodzenie kary” i jedynie w wypadku łagodnych i średnich uszczerbków na zdrowiu pacjenta.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Minister zdrowia: sektor prywatny nie inwestuje w kształcenie medyków

Rulkiewicz: słowa ministra są krzywdzące. Sektor prywatny jest nimi oburzony

Regulacja - zdaniem PR - zniechęca do zgłaszania zdarzeń niepożądanych i nie przyczyni się do poprawy jakości i bezpieczeństwa dzięki analizie danych. Porozumienie podkreśla, że za analizę odpowiada tylko i wyłącznie minister zdrowia, a dostęp do danych ma jedynie MZ i może być on udzielony tylko NFZ, RPP i organom ścigania. Jak zaznacza Porozumienie Rezydentów, żadne organizacje naukowe, pacjenckie czy zawodowe nie mają wglądu i możliwości przeprowadzenia analizy. “Jest to znamienne i w naszej opinii ujawnia prawdziwy cel tego rejestru” - pisze PR.

Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Decydenci boją się otwartej analizy zdarzeń niepożądanych?

PR sugeruje, że decydenci obawiają się otwartej analizy zdarzeń niepożądanych. Dlaczego?

“Z badań wynika, że ponad 80% zdarzeń ma podłoże systemowe. Nie jest winą pojedynczej osoby, a raczej kumulacją niedopatrzeń, słabych zabezpieczeń, braków sprzętowych i wielu innych. Z rzetelnej analizy wielokrotnie zapewne wyszłoby, że u podłoża danej krzywdy pacjenta są błędy w zarządzaniu całym systemem ochrony zdrowia” - tłumaczy PR.

Zaznacza jednak, że podejście zwane kulturą sprawiedliwego traktowania jest niezbędne do realnej poprawy jakości i bezpieczeństwa. “Ministerstwo jednak zdecydowanie nie chce, by ktoś wykazał ich wpływ na utratę zdrowia pacjentów w efekcie zdarzeń niepożądanych. Lepiej wskazać ’sprawcę’ wśród personelu“ - czytamy.

Lekarze rezydenci: decydentom chodzi o środki z KPO

Porozumienie tłumaczy, że nagłe, “pozorne zainteresowanie jakością i bezpieczeństwem” w ochronie zdrowia wynika z faktu, że rekomendacje Rady Europy zobowiązujące nas do wprowadzenia prawdziwej reformy podpisaliśmy 24 maja 2006 r. i do dziś jako jedyne państwo nic z tym nie zrobiliśmy.

Zdaniem PR “wprowadzenie takiego systemu jest warunkiem uwolnienia środków KPO z Unii Europejskiej”.

W ocenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy projekt Ministerstwa Zdrowia jest nieakceptowalny, bo zaprzecza sam sobie i zamiast zachęcać, zniechęca do zgłaszania zdarzeń. “Ustawa o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta nie ma z tytułem nic wspólnego” - ocenia OZZL.

Medyczki i medycy pracujący w atmosferze strachu? Komu to zaszkodzi najbardziej, jak myślicie? - pyta z kolei Julia Pankiewicz, rezydentka psychiatrii i koordynatorka ds. praw kobiet i walki z dyskryminacją w Regionie Mazowieckim OZZL.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Senat: medycy, dbając o zdrowie innych, narażają własne. Ustawa o jakości to pomija

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.