Lekarze o retoryce rządu: jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

  • Daniel Kuropaś
opublikowano: 15-09-2021, 14:36

Jeżeli chodzi o ustawę o minimalnych wynagrodzeniach, podwyżka rzędu 19 zł brutto przy rosnącej inflacji to kpina wobec lekarzy. Tutaj nie da się znaleźć delikatnego słowa - mówi w rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl lek. Michał Bulsa, członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

pulsmedycyny.pl: Premier i minister zapowiadają dodatkowe miliardy na infrastrukturę, będziemy podnosić nakłady na zdrowie do 7 proc. PKB, będą pieniądze na geriatrię, opiekę długoterminową i ratownictwo, szpitale czeka kolejna reforma (centralizacja, koordynacja, ustawa o jakości)? Po co protestować?

Michał Bulsa: Wyremontujemy budynki, kupimy nowy sprzęt, tylko że ochrona zdrowia to ludzie, którzy w niej pracują. A rządzący ostatnio wyraźnie pokazali lekarzom, jak bardzo ich cenią, bo mówimy o miliardach złotych na inwestycje, a lekarz ma dostać podwyżkę w wysokości 19 zł brutto. Trudno nawet coś takiego skomentować.

lek. Michał Bulsa, członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej
Archiwum

Jeżeli mówimy o centralizacji szpitali, to ze środowiskiem lekarskim nie są prowadzone żadne konsultacje. Minister Niedzielski powiedział, że nie wie, dlaczego medycy protestują, bo przecież jesteśmy w ciągłym dialogu. Jako przedstawiciel Prezydium NRL chcę powiedzieć, że to kpina, a nie dialog. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kiedy miało miejsce ostatnie spotkanie ministra z prezesem NRL.

Muszę przyznać z wielkim smutkiem, że okres ostatnich lat trzeba podsumować jako nieudany. Idziemy w kierunku centralizmu, wręcz złapania każdego medyka za gardło, wprowadzenia pracy przymusowej. Jestem przeciwny takiej medycynie, bo uważam, że medycyna jest sztuką i powinniśmy robić to, co najlepsze dla pacjenta, a nie co będzie dobrze wyglądało na papierze i na słupkach.

Niedawno ministra dziwiły protesty, "gdyż przez ostatnie dziesięciolecia nikt nie wyłożył tylu pieniędzy na zdrowie, co my". Jak to się przekłada w praktyce na wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia?

Jeżeli chodzi o ustawę o minimalnych wynagrodzeniach, podwyżka rzędu 19 zł przy rosnącej inflacji to kpina, pogarda wobec lekarzy. Tutaj się nie da znaleźć delikatnego słowa.

Nie wiem, dlaczego ktoś się dziwi, że tyle pieniędzy trzeba zainwestować w ochronę zdrowia, żeby to zaczęło jako tako funkcjonować. Środowisko lekarskie ciągle o tym mówiło, że zapaść w ochronie zdrowia jest taka, że nie wystarczy dużych środków - potrzeba naprawdę ogromnych, żebyśmy zaczęli powoli dorównywać do Europy.

Przed nami jeszcze największy problem - niedoboru kadr medycznych. Z tego co widzę nie ma pomysłu, jak go racjonalnie rozwiązać. MZ chwali się tym, że co chwilę zwiększa nabory na studia medyczne, natomiast ja naprawdę nie wiem, dlaczego nikt nie rozumie, że powinniśmy raczej dążyć do tego, aby lekarz nie bał się pracować w szpitalu i specjalizować się, pogłębiać swoją wiedzę. Nie powinniśmy polegać tylko na liczbie studentów, dlatego że ich nabór jest ważnym elementem, natomiast wąskie gardło powstaje na etapie na szkolenia specjalizacyjnego, a później utrzymania tych ludzi w kraju.

Jak więc pan, jako szef Komisji ds. Młodych Lekarzy NIL, ocenia propozycję dot. kredytu na płatne studia medyczne? Czy te działania będą skuteczne?

Oceniam propozycje ministerstwa - czyli konieczność odpracowania kredytu przez 10 lat - jako założenia „chomąta” studentowi. Ale uważam, że dla żadnego kraju UE coś takiego nie będzie stanowiło przeszkody, ponieważ zapłacą za tego medyka. My naprawdę powinniśmy pójść w drugą stronę: nie „chomąto”, nie kary, nie polowanie na lekarzy, ale przyjazny system, ponieważ pozytywny przekaz jest lepszy od negatywnego.

Ponadto widzę w tym jedno bardzo duże niebezpieczeństwo: przyjmujemy model, w którym państwo będzie płaciło za studia medykom, którzy dostaną się na studia niestacjonarne. To jest co prawda pewna szansa dla ludzi, którzy w normalnym naborze się nie dostali na studia medyczne, a bardzo by chcieli realizować swoją pasję.

Ale mam pewną obawę, że jakiś polityk za chwilę wpadnie na pomysł, żeby zmienić proporcje między naborem stacjonarnym a niestacjonarnym, czyli studiami płatnymi a niepłatnymi, na korzyść płatnych i będzie uwiązywał lekarzy. Uważam, że to ograniczanie wolności i nie powinno mieć miejsca, ponieważ w Polsce nie tylko brakuje lekarzy, ale także przedstawicieli innych wielu zawodów medycznych i niemedycznych i nikt wobec nich nie wpada na takie pomysły.

Jednak minister rozumie, że "same łóżka nie leczą, inwestycje w mury nie przesądzają o jakości leczenia, terapii. Potrzebne są kadry na każdym poziomie, zaczynając od lekarzy, pielęgniarek, personelu pomocniczego, ale również administracyjnego". Tak mówił na początku września.

Powtórzę, niedobory kadrowe również dotyczą ratowników medycznych, pielęgniarek i tam tego typu kosmiczne propozycje – jak dotyczące kredytu na studia płatne - nie padają. W związku z tym chyba chodzi także o coś innego niż sam fakt deficytów kadrowych.

Podam przykład z mojego województwa: wszyscy mówimy teraz o kryzysie w ratownictwie medycznym, ratownicy składają wypowiedzenia, a w Szczecinie ub.r. zlikwidowano kierunek ratownictwo medyczne!

Sugeruję ministerstwu, że albo trzeba tak rozmawiać z uczelniami, aby nie podejmowały takich absurdalnych decyzji, albo puszczamy to na żywioł, ale tak to do niczego nie dojdziemy.

Niedawno Zofia Małas, prezes NIPiP mówiła w portalu pulsmedycyny.pl, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, „niemal 280 placówek będzie musiało zostać zamkniętych z powodu braku personelu. Publiczna ochrona zdrowia umiera z przepracowania”. Chyba nasza polityka walki z brakami kadrowymi nie jest skuteczna…

Nie jest skuteczna, dlatego że w ogóle nie próbujemy spojrzeć na problem oczami pracownika albo kogoś, kto ma się na ten zawód zdecydować. Np. minister zdrowia nie widzi problemu w tym, że prawie w każdym mieście w Polsce ratownicy medyczni składają wypowiedzenia, ponieważ mamy w zapasie ratowników służących w straży pożarnej oraz w policji. To jest jakieś nieporozumienie. Jak chcemy z kimś rozwiązać problem, to go nie obrażamy, tylko zapraszamy jak najszybciej do rozmów i próbujemy znaleźć mapę drogową rozwiązania problemu. A takie wypowiedzi skutkują tym, że ludzie chcą jednak wyjść na ulicę i powiedzieć: mamy dość.

Dwa tygodnie temu minister deklarował wręcz, że "prowadzimy rozmowy ze środowiskiem, ze związkami, dobrze się dogadujemy z większością". Jak w końcu wygląda ten dialog?

Naprawdę nie pamiętam ustaleń samorządu lekarskiego z ministerstwem, które by doprowadziły do jakiejś reformy. Serdecznie przepraszam, ale tak się nie prowadzi dialogu.

Co będzie dalej po proteście? Na jakie istotne kwestie trzeba zwrócić uwagę?

Jako lekarz nie chciałbym doprowadzać do sytuacji, w której przez brak dialogu ucierpią pacjenci. Ale z tego samego powodu mogą oni w niedługim czasie jeszcze bardziej ucierpieć, zatem będziemy zmuszeni do jeszcze bardziej radykalnych działań. Wszystkie plany będą ogłaszane sukcesywnie.

Jako samorząd zawsze będziemy wspierać takie działania, które w długoterminowym ujęciu będą pomagać pacjentom. Wiemy, że od razu nie rozwiążemy problemu braków kadr medycznych, więc trzeba znajdować jakieś środki zastępcze, natomiast musimy widzieć cel, który chcemy osiągnąć.

Na razie jedynym celem i planem na ochronę zdrowia, który dostrzegamy, to jest założenie „chomąta” każdemu pracownikowi ochrony zdrowia, zrobienie ze szpitala obozu pracy przymusowej, najlepiej takiej, żeby medyk tam po prostu umarł z przepracowania. Ale to wszystko się już kończy.

Czekam, kiedy wszyscy lekarze-posłowie pójdą pracować na dyżury do szpitali. Wszyscy wtedy chyba nagle zrozumieją, co znaczy niedofinansowanie ochrony zdrowia, braki kadrowe, brak szacunku w stosunku do pracowników.

Aktualnie mamy również wmawianie obywatelom, że wprowadzamy rewolucyjny system no-fault. Ta propozycja MZ prowadzi nas bardziej ku temu, żeby lekarz został jak najszybciej pozwany przez pacjenta w drodze cywilnej, niż żeby faktycznie próbować eliminować jakiekolwiek błędy w postępowaniu. Obecne brzmienie ustawy o jakości w ochronie zdrowia de facto powoduje to, że medyk przyznając się do jakiegokolwiek uchybienia, jeśli pacjent się nie zgodzi na przyznaną mu kwotę przez Rzecznika Praw Pacjenta, automatycznie naraża się na proces cywilny. Nie znam nikogo na świecie, kto będzie się do czegokolwiek przyznawał, wiedząc, że prawdopodobnie czeka go proces cywilny. To nas cofnie w rozwoju, a nie zwiększy bezpieczeństwo. Brak zrozumienia tego przez ministerstwo i przez rząd jest po prostu porażający.

W rezultacie medycy nie koncentrują się na tym, czy zrobią coś zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, tylko na tym, czy zajmie się tym prokurator. Efektem jest nadmierna liczba badań, konsultacji tylko i wyłącznie po to, żeby nikt im nie mógł niczego zarzucić.

Kolejna kwestia to konieczność odbiurokratyzowania ochrony zdrowia. Mnóstwo czasu zajmuje lekarzowi np. kodowanie procedur, które wykona na oddziale albo w poradni. Jak można pozwolić, posiadając tak wykwalifikowaną kadrę, żeby robiła ona rzeczy, które mogą wykonywać sekretarki medyczne? To jest marnotrawstwo pieniędzy i czasu tego specjalisty. Takich rzeczy po prostu nie wolno robić.

Wszędzie to rozumieją, natomiast u nas to jest niemożliwe, ponieważ w Polsce za wszystko musi być odpowiedzialny lekarz. Jeżeli mamy za mało medyków, to powinniśmy dążyć do tego, żeby zajęli się tylko diagnostyką, rozmową z pacjentem, a nie np. drukowaniem skierowania.

Te tematy łączą się, bo jeżeli ktoś ma brać na siebie 100-proc. odpowiedzialność karną i cywilną, to w tym momencie musi wszystko robić sam. Jak wszystko robi sam, to ma mniej czasu na pacjenta. Jak ma mniej czasu na pacjenta, to szybciej robi się też zestresowany i wypalony.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niedzielski: medycy boją się rozmowy. To ja będę prowadził negocjacje, nie premier

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.