Lekarze niechętnie ujawniają istnienie konfliktu interesów

Beata Lisowska
10-03-2004, 00:00

Od początku roku obowiązuje znowelizowany Kodeks Etyki Lekarskiej, który zawiera rozdział regulujący związki lekarzy z przemysłem. Na razie, choć nie brakuje przypadków kontrowersyjnego z punktu widzenia etyki sponsoringu, nikt się tymi zapisami nie przejął.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Gazeta Wyborcza podała w listopadzie ub. roku, że w poradni Polvita w Policach konsultacji alergologicznych udziela lekarz sponsorowany przez firmę farmaceutyczną AstraZeneca. Pacjenci w tej placówce mogli za darmo korzystać z porad alergologa, za które nie płacił Narodowy Fundusz Zdrowia, tylko firma. Zachodniopomorski oddział NFZ przeprowadził postępowanie wyjaśniające, które miało stwierdzić zasadność ordynowania leków przez alergologa w świetle dokumentacji medycznej. Kontrole ujawniły, że producentem czterech najczęściej przepisywanych przez lekarza preparatów była firma-sponsor. Ze względu na wartość refundacji (prawie 200 tys. zł) zachodniopomorski oddział przekazał sprawę do Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód.
Milczenie izby
O przypadku alergologa z Polic w środowisku medycznym w Zachodniopomorskiem aż wrze. Tylko samorząd lekarski nie widzi powodu do zabrania głosu w tej sprawie, choć wielu lekarzy chętnie zapewne dowiedziałoby się, czy postępowanie alergologa z Polic mieści się w standardach etyki lekarskiej. Znowelizowany Kodeks Etyki Lekarskiej stanowi przecież, iż "lekarz nie powinien przyjmować korzyści od przedstawicieli przemysłu medycznego, jeżeli może to ograniczyć obiektywizm jego opinii zawodowych".
Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie prof. Tadeusz Brzeziński nie prowadzi w sprawie alergologa żadnego postępowania, ponieważ, jak twierdzi, wie o niej tylko nieoficjalnie. "Wiem, że coś się szykuje w tej sprawie, zdaje się, że zajął się nią już prokurator, ale oficjalnie do mnie nie trafiła. Żeby wydać jakąś opinię, trzeba mieć dowody, to nie jest kwestia, którą można opiniować przez telefon. Obiecywano mi w Narodowym Funduszu Zdrowia, że przekażą mi zebrane materiały, ale tego nie zrobili. Ja nie mam możliwości sprawdzania w aptekach, czy lekarz złamał prawo, bo nie mam takiego aparatu do dyspozycji" - uważa prof. T. Brzeziński.
Z kolei prof. Zbigniew Czernicki, naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej przyznaje, że "lekarski prokurator" w sprawach o naruszenie etyki zawodowej, podobnie jak prokuratura w przypadku przestępstw pospolitych, może wszcząć postępowanie z urzędu. Dodaje jednak, że o ewentualnych nieprawidłowościach musi wiedzieć, mieć wiarygodną informację. "Do mnie te informacje dochodzą później, najpierw trafiają do okręgowych rzeczników odpowiedzialności zawodowej, a mój urząd reaguje tylko na odwołania od decyzji okręgowych rzeczników. Dlatego nie mogę powiedzieć, czy po wejściu w życie znowelizowanego Kodeksu Etyki Lekarskiej coś się zmieniło w relacjach lekarzy z przemysłem" - mówi prof. Z. Czernicki.
Relacje z przemysłem
- bez zmian
Prof. Andrzej Górski, przewodniczący Odwoławczej Komisji Bioetycznej przy Ministerstwie Zdrowia, który od dawna zabiega o ucywilizowanie kontaktów lekarzy z przemysłem farmaceutycznym, nie ma wątpliwości. "Nic się nie zmieniło - mówi prof. A. Górski. - Za pozytywną zmianę uznałbym sytuację, gdy na organizowanych w Polsce zjazdach naukowych wykładowcy ujawnialiby istniejące konflikty interesów. Zdarzyło się, że już w czasie obowiązywania nowego Kodeksu Etyki Lekarskiej uczestniczyłem w zjeździe, na którym były wykłady sponsorowane przez przemysł farmaceutyczny, ale prelegenci nie ujawniali tego typu związków".
Tymczasem znowelizowany kodeks stawia sprawę jasno: lekarz powinien ujawniać słuchaczom wykładów wszelkie związki z firmami lub subwencje z ich strony oraz inne korzyści mogące być przyczyną konfliktu interesów. Podobna zasada dotyczy sponsorowanych publikacji naukowych.
"Nie zauważyłem, żeby w jakiś istotny sposób zmieniły się w związku ze znowelizowaniem kodeksu zjazdy czy konferencje, w których uczestniczę - mówi prof. Z. Czernicki. - Jednak jeśli chodzi o dyscyplinę, którą reprezentuję, czyli neurochirurgię, to nie przypominam sobie, by przypadki, gdy lekarz badał na zlecenie producenta materiały medyczne, np. leki, były przez kogokolwiek ukrywane. Podobnie gdy sponsorem jakiegoś spotkania jest firma farmaceutyczna, to informacja o tym jest zawsze podawana".
Prof. A. Górski nie dostrzega żadnych zmian także w kwestii publikacji naukowych. Prestiżowe pisma medyczne na świecie na końcu publikacji zamieszczają obligatoryjną formułkę: ewentualny konflikt interesów. W tym miejscu autor artykułu deklaruje brak związków z przemysłem, bądź ujawnia je, jeśli takie miały miejsce (np. otrzymał grant na przeprowadzenie badań naukowych od firmy farmaceutycznej). Zasady gry są jasne i czytelne.
"W prestiżowych polskich pismach medycznych obowiązku ujawniania ewentualnych związków z przemysłem nie ma. Zamiast tego jest coraz więcej przykładów niedobrych obyczajów. Zdarza się, że redaktorzy pism medycznych albo członkowie komitetów redakcyjnych publikują prace naukowe w "swoim" piśmie. Nie tak dawno byłem świadkiem sytuacji, kiedy ktoś starał się o awans na profesora na podstawie prac, które prawie wszystkie były publikowane w piśmie, w którym pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego. Zabrałem głos i wyraziłem swoją dezaprobatę, ale przegłosowano mnie, ponieważ większość uznała, że nie ma w tym nic złego. Dla mnie to typowy przykład konfliktu interesów" - mówi prof. A. Górski.
Jego zdaniem, deklaracja co do ewentualnego konfliktu interesów powinna być obowiązkowa, muszą jej wymagać np. pracodawcy. A. Górski ubolewa, że przy okazji dyskusji o tzw. wieloetatowcach w środowisku medycznym przemilcza się całkowicie fakt, że niektóre osoby, mające teoretycznie jedno źródło zarobków, są uwikłane w pozaetatowe związki z przemysłem, które zapewniają o wiele większe możliwości niż formalny etat w akademii medycznej.
Wygląda więc na to, że polskie środowisko medyczne nie dojrzało jeszcze do dyskusji na temat konfliktu interesów. Samorząd lekarski ma czyste sumienie, bo przecież wprowadził odpowiednie zapisy w Kodeksie Etyki Lekarskiej. A że pozostaną martwe...


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Prawo / Lekarze niechętnie ujawniają istnienie konfliktu interesów
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.