Lekarze chorób zakaźnych: tylko metoda „kija i marchewki” rozrusza szczepienia

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 22-10-2021, 10:56

W Polsce największe piki wzrostu szczepień przeciw COVID-19 wystąpiły wtedy, gdy poza kolejnością zaczęli szczepić się celebryci, a szczepionki stały się „towarem deficytowym” oraz gdy wprowadzono paszporty covidowe, które ułatwiały podróżowanie. Jedynie metoda „kija i marchewki” zdynamizuje szczepienia - twierdzą lekarze zakaźnicy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Podkarpacie, mimo ostatniego miejsca w kraju jeśli chodzi o poziom wyszczepienia przeciw COVID-19, nie notuje rekordów zakażeń.
Fot. iStock

- Choć w Polsce to mało realne, powinniśmy zmierzać do tego, co zrobili Francuzi i Włosi, czyli do wykorzystania potencjału certyfikatów covidowych przy wejściach do pomieszczeń zamkniętych - kin, restauracji, galerii handlowych. Nie nazywałbym tego obostrzeniami dla niezaszczepionych, a ulgami dla zaszczepionych - mówi portalowi pulsmedycyny.pl prof. Robert Flisiak, szef Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

- Ostatnio do mojego szpitala trafił 52-letni mężczyzna w sile wieku, wielki przeciwnik szczepień. Miał ciężkie śródmiąższowe zapalenie płuc spowodowane COVID-19. Konieczność zaszczepienia się negował aż do chwili intubacji, gdy zaczął być niewydolny oddechowo. Wówczas zapytał, czy jednak może przyjąć szczepionkę, ale niestety było już za późno. Pacjent przebywa obecnie na OIOM-ie. Takie przypadki można mnożyć. W środę (20 października) wśród 19 osób hospitalizowanych w moim szpitalu w Bydgoszczy 14 było niezaszczepionych - opowiada nam prof. Paweł Rajewski, szef oddziału internistyczno-zakaźnego w Wojewódzkim Szpitalu Obserwacyjno-Zakaźnym w Bydgoszczy i konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych.

W Lubelskiem i Podlaskiem się nie szczepią. I chorują

Zakażenia na Lubelszczyźnie i Podlasiu to ponad 29 procent wszystkich infekcji COVID-19 wykrytych w Polsce w ciągu siedmiu ostatnich tygodni. Mówimy o regionach, gdzie żyje około 8,5 procent obywateli. 21 października średnia nowo wykrywanych zakażeń na 100 tysięcy mieszkańców wynosiła dla całej Polski niecałe 9,4. Na Podlasiu była ponad trzy razy wyższa i przekroczyła 30, a w województwie lubelskim zbliżyła się do 39.

Województwo podlaskie zajmuje 15. miejsce w Polsce jeśli chodzi o liczbę zaszczepionych (41,78 proc), a lubelskie 14 miejsce (44,1 proc.). 21 października nowo wykrytych zakażeń było w tych regionach 1221 (Lubelskie) i 522 (Podlaskie). W całej Polsce zaraportowano 5592 zakażeń koronawirusem.

Woj. lubelskie zamieszkuje 2 117 619 osób, podlaskie: 1 181 533. Do tej pory w województwie lubelskim zakażonych zostało 6.53 proc. ludności, zaś na Podlasiu: 6.35 proc.

Najmniej wyszczepionych na Podkarpaciu. Ale tam ilość zakażeń nie rośnie

O ile w świetle powyższych danych nie dziwi wysoka liczba nowo wykrywanych zakażeń w tych regionach, pewną anomalią jest woj. podkarpackie, które jest na ostatnim miejscu w kraju jeśli chodzi o poziom wyszczepienia (zaszczepionych 37,94 proc. mieszkańców), liczy 2 129 000 osób, z których 6.11 proc. przechorowało COVID-19. 21 października zaraportowano tam jedynie 314 nowych zakażeń.

- Na liczbę zakażeń wpływają przede wszystkim dwa czynniki. Jeden to poziom wyszczepienia, drugi - ilość faktycznych zachorowań podczas poprzednich fal, a nie tylko tych zarejestrowanych - zwraca uwagę prof. Flisiak.

- Być może na Podkarpaciu mniej osób dociera do lekarzy i się testuje - obecnie i podczas poprzednich fal. Może to wynikać np. z różnic w edukacji czy z utrudnionego dostępu do lekarzy rodzinnych. Możliwe też, że mieszkańcy tego regionu też chorują, ale częściej bezobjawowo lub skąpoobjawowo - tłumaczy z kolei prof. Rajewski.

W jego ocenie „za chwilę” wzrost zakażeń może dotknąć także Podkarpacie, bo więcej osób może zacząć chorować objawowo.

Po co chronić zaszczepionych przed niezaszczepionymi?

W dyskusjach zwolenników i przeciwników szczepień, m.in., w mediach społecznościowych, często pada pytanie, po co chronić zaszczepionych przed niezaszczepionymi, skoro szczepionki są tak bardzo skuteczne.

- To błąd rozumowania. Żadne szczepienie nie chroni w 100 procentach przed zakażeniem. Szczepienia mają chronić głównie przed pełnoobjawową chorobą, przed jej groźnymi powikłaniami i śmiercią. Po zaszczepieniu obserwujemy dużo lżejszy przebieg COVID-19, jak i znacznie zmniejszoną śmiertelność - ale żadne badania nie wskazują na stuprocentową skuteczność - wyjaśnia prof. Rajewski.

Tłumaczy, że choć na COVID-19 chorują obecnie głównie osoby niezaszczepione, to do szpitali trafiają też zaszczepione osoby starsze, z niedoborami odporności, wielochorobowością, przyjmujące lekki immunosupresyjne czy dializowane. Często były szczepione na początku akcji szczepień, w styczniu, lutym. - U nich przeciwciał jest już mało i jeśli nie przyjmą trzeciej dawki, będą chorować, bo spada im odporność. Dla takich seniorów kontakt z osobami niezaszczepionymi, które często nie noszą też maseczki, to ryzyko - wyjaśnia prof. Rajewski.

Przyznaje, że pewne osoby bardzo trudno przekonać do zaszczepienia się. - Pytamy pacjentów z COVID-19 i ich rodzin, czemu się nie zaszczepili. Odpowiadają, że nie czuli takiej potrzeby. Zdanie zmieniają dopiero, gdy ktoś jest zmuszony korzystać z wysokoprzepływowej tlenoterapii, gdy znajdzie się na OIOM-ie - mówi.

Czwarta fala COVID-19 „rozleje się” na całą zimę?

Zdaniem prof. Pawła Rajewskiego czwarta fala COVID-19 nadal najbardziej będzie dotykać Lubelszczyzny i Podlasia, a chorować będą przede wszystkim osoby niezaszczepione. Prognozuje, że dosyć duże przyrosty zakażeń będą raportowane do końca listopada.

- Historia pandemii, choć krótka, pokazała nam, że koronawirus jest nieprzewidywalny. Póki co infrastruktura jest przygotowana na czwartą falę i wirus nie powinien wymknąć się spod kontroli. Nie będzie umierało tyle osób, jak podczas drugiej czy trzeciej fali - ocenia zakaźnik.

Przyznaje, że choć nie ma jeszcze szczytu zachorowań, to w woj. kujawsko-pomorskim już od poniedziałku będzie poszerzana baza łóżek covidowych. - W moim szpitalu jest już tylko jedno wolne miejsce dla osoby dorosłej z COVID-19 - mówi.

Prof. Rajewski twierdzi, że w Polsce nie zostanie wprowadzony lockdown, tak samo jak rząd nie zdecyduje się na wdrożenie modelu francuskiego czy włoskiego, gdzie osoby niezaszczepione narażone są na szereg utrudnień. W jego ocenie rezygnacja z takiej drogi jest niezrozumiała i podważa sens Narodowego Programu Szczepień.

- Lockdownu nikt nie zrobi, z tego samego powodu, dla którego nie wprowadzi się systemu francuskiego czy włoskiego. Nie ma się co oszukiwać, chodzi o powody polityczne - mówi prof. Flisiak.

Jego zdaniem czwarta fala „rozleje się” i przeciągnie „praktycznie na całą zimę”. - Będzie stopniowo opadała, ale utrzyma się dłużej. Dziennych zakażeń nie będzie na pewno tyle, ile w ubiegłym roku. Według mnie utrzyma się zróżnicowanie liczby zachorowań - z dominacją na wschodzie. Należy obserwować, czy pojawią się ogniska w innych regionach Polski. Jeżeli przez najbliższe 2,3 tygodnie nie będzie gwałtownego wzrostu zachorowań w innych miejscach, a mówię o zachorowaniach w rozumieniu hospitalizacji, zgonów, a nie obserwowaniu wyników dodatnich - to znaczy, że populacja jest w dużej mierze uodporniona - zarówno w sposób naturalny, poprzez przechorowanie COVID-19, jak i w wyniku szczepień - mówi.

By szczepienia ruszyły, nie wystarczą zachęty

Eksperci zgodnie twierdzą, że ci, którzy mieli się zaszczepić, już to zrobili i by przekonać kolejne osoby, trzeba wprowadzić metodę „kija i marchewki”.

- W rejonach, które stały się "czerwone", już dawno powinny być egzekwowane przepisy o obostrzeniach, które przecież nadal obowiązują. Nie powinno się jedynie upominać za ich łamanie, ale też karać - zaznacza prof. Flisiak.

- Powinniśmy zmierzać do wykorzystania potencjału certyfikatów covidowych przy wejściach do pomieszczeń zamkniętych - kin, restauracji, galerii handlowych. Nie nazywałbym tego obostrzeniami dla niezaszczepionych, a ulgami dla zaszczepionych. Takie obostrzenia powinny być teoretycznie dla wszystkich, ale jeśli ktoś się zaszczepił, przechorował COVID-19 lub posiada aktualny test - mógłby być traktowany ulgowo - dodaje.

Prof. Rajewski przypomina, że największe piki wzrostu szczepień przeciw COVID-19 w Polsce wystąpiły wtedy, gdy poza kolejnością zaczęli szczepić się celebryci i szczepionki stały się „towarem deficytowym” oraz gdy wprowadzono paszporty covidowe, które ułatwiały podróżowanie. - Jedynie metoda „kija i marchewki” zdynamizuje szczepienia - uważa.

Jego zdaniem jeśli czwarta fala opadnie, ale koronawirus znów zacznie mutować w formy bardziej zakaźne, zasadne będzie poważne zastanowienie się, czy szczepienia przeciw COVID-19 nie powinny być w Polsce obowiązkowe.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Filipiak: musimy ograniczyć kontakty osobom niezaszczepionym. Na początek zamknąć dla nich cmentarze

Grzesiowski w ostrych słowach o działaniach rządu w sprawie pandemii: “jesteśmy po brodę w bagnie”

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.