Lekarze chcą gwarancji

Ewa Szarkowska
13-02-2008, 00:00

Środowiska medyczne chcą gwarancji, że sytuacja będzie się poprawiać. Dowodem wiarygodności rządu byłoby np. uchwalenie ustawowej gwarancji stopniowego podwyższania minimalnych wynagrodzeń w zawodach medycznych. Przekształcenia ZOZ-ów, prywatyzacja, ubezpieczenia dobrowolne - o tym wszystkim trzeba rozmawiać, ale ten system nie może funkcjonować bez szybkiego zasilenia zasadniczo większymi pieniędzmi - mówi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji
Dyrektywa o 48-godzinnym czasie pracy wprowadziła w szpitalach spore zamieszanie. Dyrektorzy mniej lub bardziej sprawnie poradzili sobie z ułożeniem grafików dyżurów. Najgroźniejsze jest jednak to, że znaczna część porozumień, dzięki którym te dyżury się odbywają, przekracza możliwości finansowe szpitali.
- 1 stycznia był w pewnym sensie datą symboliczną. Dyrektorzy szpitali i lekarze dali pewien kredyt czasowy rządowi, możliwość podjęcia pewnych decyzji, ale niestety mam wrażenie, że ten czas jest marnowany. Praktycznie rzecz biorąc, słyszymy tylko, że jakoś to jest, że wszędzie kontrakty są podpisane.

Jakie to powinny być decyzje? Co proponuje samorząd lekarski, by ten problem rozwiązać?
- Muszą się znaleźć pieniądze na sfinansowanie przynajmniej części żądań pracowników; oczekują oni także gwarancji, że ich wynagrodzenia będą się systematycznie poprawiać. W tej chwili coraz bardziej widać, że zapowiedzi zmian nie doprowadzą do szybkiej poprawy sytuacji. Przekształcenia ZOZ-ów, prywatyzacja, ubezpieczenia dobrowolne - o tym wszystkim trzeba rozmawiać, ale ten system nie może funkcjonować bez szybkiego zasilenia zasadniczo większymi pieniędzmi.

Skąd miałyby pochodzić te dodatkowe pieniądze?
- Ze zwiększonej składki na powszechne ubezpieczenie zdrowotne. Można by też rozszerzyć odpowiedzialność państwa za ratownictwo medyczne na szpitalne oddziały ratunkowe (prawdopodobnie wystarczyłoby kilkaset milionów złotych rocznie). Obecnie budżet opłaca tylko działalność zespołów ratownictwa medycznego. Wreszcie, musimy dojść do tego, żeby wprowadzić na wzór Czech jakieś formy odpłatności bezpośredniej pacjentów za świadczenia (np. kilkuzłotowe opłaty za wizyty lekarskie czy badania dodatkowe, kilkanaście złotych za dzień pobytu w szpitalu).

Jeśli nawet rząd zdecydowałby się na takie rozwiązania, dodatkowe pieniądze byłyby dostępne najwcześniej od 1 stycznia 2009 r. wraz z nowym budżetem...
- Najlepszy moment rząd już niestety przegapił, ale ustawowa gwarancja wzrostu, nawet nieco odsuniętego w czasie, mogłaby znacząco uspokoić nastroje.

Czy są szanse, że tzw. biały szczyt zakończy się uzyskaniem konsensusu?
- Uzyskanie jakiegoś konsensusu generalnego jest po prostu niemożliwe. Jest nas bardzo dużo. Reprezentujemy rozmaite organizacje. W zespołach roboczych są przedstawiciele zarówno organów założycielskich, i to różnego szczebla samorządu terytorialnego, które niekoniecznie mają to samo zdanie, jak i bardzo licznych związków zawodowych, które także różnią się między sobą, samorządów zawodów medycznych, pacjentów. Trudno sobie wyobrazić, żebyśmy doszli do jakiegoś wspólnego wniosku, jeśli chodzi o rozwiązania systemowe. Zapewne dojdzie do raportu, do którego będą dołączone zdania odrębne. Ale to już też byłby jakiś sukces. Osobiście mam nadzieję, że raport z tego szczytu potwierdzi to, iż nie ma reformy bez dodatkowych środków.

Uważa pan, że na czas obrad szczytu Sejm powinien zawiesić prace na zgłoszonymi przez Platformę Obywatelską projektami ustaw reformujących system ochrony zdrowia. Dlaczego?
- Po ich uważnym przeczytaniu uważam, że wszystkie trzy projekty ustaw w obecnej formie zasługują na odrzucenie w pierwszym czytaniu. Są to wstępne przymiarki, opisujące fragment całości, co do której nie ma pewności, jak ma wyglądać. Jeśli rząd naprawdę traktuje "biały szczyt" jako formę "wysłuchania społecznego" na temat niezbędnych zmian, to te projekty mogą być jednym z tematów debaty. Spodziewam się, że ich krytyka będzie bardzo mocna. Na razie marszałek Sejmu powinien te projekty schować głęboko do szuflady.

I co dalej?
- Po zakończeniu "białego szczytu" rząd na bazie tych projektów poselskich powinien przygotować propozycje rządowych rozwiązań, które powinny być poddane normalnej procedurze konsultacji międzyresortowych i społecznych, a następnie trafić do Sejmu.

Proponowany przez pana scenariusz oznacza co najmniej kilkumiesięczne opóźnienie prac. Tymczasem trudno oczekiwać, że w wyniku szczytu rząd nagle zmieni zdanie w sprawie reformy na tyle, że pojawią się projekty ustaw diametralnie różne od obecnych.
- Rząd zrobi to, co uzna za słuszne. Po lekturze projektów mam jednak wrażenie, że nie wyłania się z nich jakiś bardzo spójny pomysł na reformę systemu - sądzę, że kilkumiesięczne opóźnienie może reformie wyjść tylko na zdrowie.
Żadna z tych propozycji nie jest na tyle rewolucyjna i niezbędna, żeby trzeba było ją wprowadzać np. od 1 marca. Nie chodzi o to, żeby zrobić to szybko, chodzi o to, żeby zrobić to dobrze.

Ale środowiska medyczne oczekują od rządu jak najszybszych działań.
-Środowiska medyczne oczekują gwarancji, że sytuacja będzie się poprawiać. W pewnym sensie dowodem wiarygodności rządu byłoby np. uchwalenie ustawowej gwarancji stopniowego podwyższania minimalnych wynagrodzeń w zawodach medycznych.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj

Puls Medycyny

Inne / Lekarze chcą gwarancji
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.