Lekarz w chmurze dymu tytoniowego daje zły przykład pacjentom

Edyta Szewerniak-Milewska
opublikowano: 01-09-2003, 00:00

Jeżeli lekarz chce być w zgodzie z Kodeksem Etyki Lekarskiej, nie może propagować postaw antyzdrowotnych. Tym samym nie powinien palić tytoniu, a już na pewno nie przy pacjentach. Jego postawa ma bowiem zasadnicze znaczenie motywujące pacjentów do ewentualnego porzucenia nałogu. Puls Medycyny wspólnie z GlaxoSmithKline (GSK) prowadzi akcję zachęcającą lekarzy do pomocy osobom chcącym rzucić palenie pt. ?Podaruj pacjentowi kilka lat życia".

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Problem palenia tytoniu wciąż zbyt często jest bagatelizowany, również przez lekarzy. Bez zająknięcia potrafią wymienić pacjentom zagrożenia związane z nałogiem, ale ich samych zdają się one nie dotyczyć. wietną ilustracją tej tezy są zjazdy różnych towarzystw czy organizacji lekarskich. W kuluarach nad głowami zebranych jest szaro od tytoniowego dymu. Ale nie wszyscy to zauważają. ?Palenie tytoniu nie jest nagminnym zjawiskiem wśród chirurgów - uważa prof. Zbigniew Puchalski, prezes-elekt Towarzystwa Chirurgów Polskich, który kierowanie tym gremium przejmie na jego 61 zjeździe 17-20 września 2003 r. w Gdańsku. - Wiem, że niektórzy palą. Też to zresztą kiedyś robiłem, ale od kilkunastu lat to już dla mnie czas przeszły".
Stres nie usprawiedliwia
W opinii prof. Z. Puchalskiego, uważanie chirurgii za najbardziej stresującą specjalizację jest oczywiście zgodne z prawdą, ale nie oznacza, że stres należy rozładowywać za pomocą papierosa. I wcale nie jest to najpowszechniejszy sposób. ?Jako prezes towarzystwa mogę najwyżej skłaniać naszych członków do rzucenia nałogu, ale nie mogę z nimi walczyć, bo byłaby to walka z wiatrakami - ubolewa prof. Z. Puchalski. - Jeżeli perswazja czy informacja o zagrożeniach związanych z nałogiem mogłaby tu pomóc, warto przypomnieć, że udowodnionym (nie prawdopodobnym czy możliwym, jak np. w przypadku picia kawy) skutkiem palenia tytoniu jest rak trzustki lub żołądka".
Profesor Z. Puchalski, chociaż zgadza się ze stwierdzeniem, że kto jak kto, ale lekarze najlepiej wiedzą o zagrożeniach związanych z tym nałogiem, to zwraca uwagę, że jest przecież mnóstwo rzeczy, które człowiek robi wbrew zdrowemu rozsądkowi. ?I każdy z nas ma na sumieniu jakieś występki przeciw własnemu zdrowiu" - mówi prof. Z. Puchalski.
Uczniak albo zwierzę w ZOO
Czasami jednak, nawet po wielu latach trwania w nałogu, zapada decyzja o porzuceniu palenia tytoniu. Tak było w przypadku państwa Ewy i Jana Marchewów, lekarzy rodzinnych z Żabiej Woli (woj. mazowieckie), którzy zgodzili się opowiedzieć swoją historię.
?Paliłem ponad 45 lat, aż w końcu miałem tego dosyć - wspomina Jan Marchewa. - W pracy nie mogłem się skupić na pacjencie, tylko na tym, jak by tu wyskoczyć zapalić. W domu papieros towarzyszył przy jedzeniu, oglądaniu telewizji czy czytaniu książki. W samochodzie też oczywiście jechałem z papierosem".
Innym aspektem uzależnienia było wyalienowanie, kiedy podczas spotkań - czy to towarzyskich, czy zawodowych - trzeba było ?wyskoczyć na dymka". ?Czułem się jak uczniak, a w towarzystwie osób niepalących - jak zwierzę w ZOO, bo wszyscy się na mnie patrzyli" - opowiada Jan Marchewa.
Palił dużo, zdarzało się 60 papierosów dziennie. ?Nawet w pracy. Pociągałem i chowałem pod biurko. Okno było otwarte, więc myślałem, że nic nie czuć, choć dymek ulatniał się spod stołu. Papierosa pociągnąłem 5-6 razy, a reszta wypaliła się pod stołem i jak przetarłem ręką pod blatem to była cała żółta od nikotyny, która na nim osiadła" - wspomina z gorzkim uśmiechem. W nałogu towarzyszyła mu żona.
Dwa lata bez papierosa
W ciągu kilkunastu lat oboje kilkakrotnie próbowali dostępnych metod pozwalających zerwać z nałogiem, zarówno różnych środków farmaceutycznych, jak i akupunktury. ?Nic nie przynosiło efektów - żułem gumę i jednocześnie paliłem papierosa - wspomina J. Marchewa. - Pomógł nam Zyban.
7 lutego 2003 r. minęły dwa lata od momentu, kiedy państwo Marchewowie przestali palić. ?Chociaż przytyłem 17 kilo, czuję się świetnie, nie mam kaszlu czy problemów z odkrztuszaniem. Nie jestem związany ciągłą myślą o papierosie i tym, czy mam jeszcze zapas na popołudnie i noc, czy już muszę lecieć do sklepu. Poza tym odkryłem na przykład, że mamy w domu nie żółte, ale białe firanki" - żartuje.
Własny przykład procentuje. ?Moi pacjenci znają mnie już od przeszło 30 lat, z wieloma jestem zaprzyjaźniony, więc doskonale wiedzą jak było wcześniej, a jak jest teraz. Mój przypadek jest najbardziej przekonującym dowodem na to, że zawsze można i warto rzucić papierosy, ale trzeba tego chcieć. Szacuję, że przez te dwa ostatnie lata udało mi się namówić do pójścia w moje ślady ponad 100 osób" - podkreśla J. Marchewa.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.