Leczenie chorych na zaawansowanego czerniaka trwa mimo pandemii COVID-19

opublikowano: 31-03-2020, 15:48

W Polsce rocznie wykrywa się czerniaka u ok. 4 tys. osób. Nadal w zbyt wielu przypadkach choroba jest rozpoznawana w stadium zaawansowanym, wymagającym, oprócz leczenia chirurgicznego, zastosowania terapii systemowej i uzupełniającej. O wytycznych postępowania z chorymi na czerniaka podczas pandemii koronawirusa SARS CoV-2 rozmawiamy z prof. dr. n. med. Piotrem Rutkowskim, kierownikiem Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pacjenci onkologiczni, w tym chorzy na czerniaka, to osoby o podwyższonym ryzyku zachorowania na COVID-19 i spowodowane nim powikłania. Czy ośrodki onkologiczne leczące chorych na czerniaka działają planowo i pacjenci ci mają kontynuowaną farmakoterapię? 

Prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski

Obecnie w Polsce programem lekowym w leczeniu czerniaka jest objętych ok. 700-800 pacjentów. Są to chorzy wymagający terapii uzupełniającej, a także ci z zaawansowaną postacią czerniaka, u których stosujemy leczenie systemowe. Jest ono oparte na dwóch grupach leków: lekach immunokompetentnych oraz ukierunkowanych molekularnie. Na szczęście większość chorych, dzięki dostępowi do nowoczesnych terapii, może przyjmować leki w swoich domach lub zgłasza się do szpitala na jednodniowe pobyty w celu podania wlewu. 

W ostatnich latach w leczeniu chorych na czerniaka dokonał się ogromny przełom. Nowe terapie nie wymagają ich hospitalizacji, a przede wszystkim znacznie wydłużają życie. Jeszcze kilka lat temu pięcioletni czas przeżycia chorego na zaawansowaną postać czerniaka udawało się uzyskać zaledwie u 3-4 proc., dziś nawet u 35-40 proc. pacjentów. Również działania niepożądane terapii znacznie zmalały w porównaniu z wcześniej stosowaną chemioterapią. Immunoterapia zmieniła życie pacjentów cierpiących na czerniaka, sprawiła, że stał się on chorobą przewlekłą, a komfort ich życia znacznie się poprawił. 

Najczęściej leczenie za pomocą nowych terapii jest prowadzone w jednoimiennych ośrodkach, zajmujących się tylko chorobami nowotworowymi. W Polsce w ostatnich latach powstało wiele takich wyspecjalizowanych placówek, które w trudnych czasach pandemii mogą zapewnić większe bezpieczeństwo osobom leczonym przeciwnowotworowo podczas koniecznych wizyt w szpitalu. Znakomita większość cierpiących na czerniaka nie wymaga długich hospitalizacji. Tylko niewielka grupa leczonych paliatywnie wymaga dłuższych pobytów w szpitalach. Na oddziałach wdrożone są oczywiście wszystkie środki ostrożności, które pomagają chronić chorych oraz pracowników szpitala przed zakażeniem koronawirusem. 

Charakterystyka produktu leczniczego Keytruda dostępna TUTAJ.

Czy w czasie pandemii nie pogorszył się dostęp do diagnostyki czerniaka?

Dostęp do diagnostyki, szczególnie dermatologicznej, w okresie pandemii faktycznie może być utrudniony. W związku z tym Ministerstwo Zdrowia wprowadziło specjalny system teleporad, podczas których pacjent może porozmawiać z lekarzem o niepokojących objawach, uzyskać wskazówki co do dalszego postępowania. Jednocześnie wciąż apelujemy do pacjentów, aby zawsze obserwowali swoje ciało. Szczególnie niepokojące powinny być zmiany ewoluujące lub pojawiające się de novo, które charakteryzują się: nieregularnym kształtem, dużym rozmiarem (powyżej 5 mm), czarnym lub niejednolitym zabarwieniem.

W przypadku niepokojących zmian zawsze jest konieczna wizyta u chirurga i - jeśli trzeba – wycięcie danej zmiany. Takie zabiegi, nawet w obecnej sytuacji, są nadal wykonywane. Stale też ośrodkach w kraju są wykonywane biopsje węzła wartowniczego - miesięcznie ok. 100-150. Choć wiemy, że zabieg taki można bezpiecznie wykonać do 3 miesięcy od biopsji wycinającej, to w sytuacji problemów na oddziałach onkologicznych związanych z pandemią dopuszczamy możliwość przełożenia go w czasie. Wiemy także, że w przypadku wczesnych czerniaków odroczenie wycięcia blizny do ostatecznego marginesu o 3-4 miesiące nie zagraża życiu chorego. 

W najnowszych wytycznych towarzystw onkologicznych dotyczących leczenia chorych na czerniaka, które zostały wydane na czas pandemii COVID-19, zalecamy również rezygnację z wykonywania uzupełniającej limfadenektomii w przypadku uzyskania dodatniego wyniku biopsji węzła wartowniczego, a w zamian kwalifikowanie pacjentów do terapii uzupełniającej. Jest to rozwiązanie mało jeszcze popularne w Polsce, ale stosowane z powodzeniem na świecie. 

Czy terapia adiuwantowa, stosowana w czerniaku, jest w Polsce refundowana?

Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
×
Onkologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Terapia adiuwantowa jest obecnie dostępna w ramach procedury ratunkowego dostępu do technologii lekowej (RDTL). Sytuacja związana z koronawirusem SARS-CoV-2 pozwoliła na przyspieszenie procedury, o co walczyliśmy od wielu miesięcy, dając możliwość wnioskowania o lek w ramach RDTL w formie elektronicznej. Jest to ułatwienie, na które czekaliśmy od dawna i mamy nadzieję, że po zażegnaniu pandemii nadal będzie ono dostępne. W obecnej sytuacji do leczenia uzupełniającego powinni być kwalifikowani przede wszystkim chorzy z gorszym rokowaniem (stopień IIIC i IIID), ponieważ u nich ryzyko nawrotu czerniaka wynosi powyżej 50 proc.

Bardzo ważne dla naszych chorych jest to, że leki niezbędne w terapii onkologicznej są nadal produkowane przez firmy farmaceutyczne, nie zauważamy żadnych problemów w dostępie do ich zasobów, co w obecnej sytuacji gospodarczej jest niezwykle istotne. 

A jakie zalecenia stosuje się wobec chorych w IV stopniu zaawansowania czerniaka?

Leczenie pacjentów w IV stopniu zaawansowania czerniaka jest także nadal prowadzone. Odbywa się ono w 22 dedykowanych ośrodkach. Problemy mogą pojawiać się jedynie w mniejszych, niewyspecjalizowanych szpitalach, które prowadzą leczenie za pomocą tabletek. W tych ośrodkach, ze względu na ograniczenia wynikające choćby z kwarantanny, pacjenci mogą nie otrzymywać terapii. W tym przypadku zadaniem Ministerstwa Zdrowia jest stworzenie natychmiastowych rozwiązań, pozwalających na przesunięcie tych chorych do ośrodków wyspecjalizowanych, które obecnie działają bez problemów. Ważne jest również stworzenie infolinii dla chorych na nowotwory i wdrożenie koordynacji na poziomie wojewódzkim, czyli przyspieszenie prac nad Krajową Siecią Onkologiczną. Ogromnym usprawnieniem naszej pracy, które także zostało wprowadzone w związku z pandemią, jest umożliwienie nam wydawania chorym leków na dłuższy okres. Dotychczas mogli je otrzymać tylko na miesiąc, obecnie - nawet na trzy miesiące. 

W przypadku pacjentów w IV stopniu zaawansowania czerniaka leczonych systemowo decyzje terapeutyczne powinny być podejmowane indywidualnie, z uwzględnieniem stanu sprawności chorego oraz toksyczności terapii. U tych pacjentów stosuje się monoterapię anty-PD-1 w postaci pembrolizumabu oraz niwolumabu lub inhibitory BRAF/MEK (te ostatnie jedynie przy potwierdzeniu obecności mutacji BRAF). W obecnej sytuacji epidemicznej celem jest zmniejszenie narażenia na ekspozycję koronawirusem poprzez rzadsze wizyty w szpitalach. Zasadne zatem jest wykorzystywanie w ich przypadku immunoterapii, biorąc pod uwagę to, że ma ona obecnie przedłużone zastosowanie. 

Lek pembrolizumab można obecnie stosować co 6 tygodni, a niwolumab co 4 tygodnie. Jest to znaczny postęp w porównaniu z pierwotnym dawkowaniem. Jedynym problemem, co do którego nie ma obecnie jeszcze potwierdzonych wytycznych, jest kwestia działań niepożądanych immunoterapii. Choć zdarzają się one stosunkowo rzadko, to dziś wiemy, że ich objawy kliniczne, nawet te ujawniane w tomografii komputerowej, mogą w żaden sposób nie różnić się od objawów manifestowanych w przebiegu COVID-19. W przypadku pojawienia się takich objawów u pacjentów naszego szpitala konieczne było wykonanie testów w kierunku zakażenia koronawirusem, które na szczęście okazały się negatywne. 

U pacjentów z długotrwałą remisją choroby, u których leczenie trwa nieprzerwanie od ponad roku, zasadne jest jego odstawienie ze względu na niebezpieczeństwo ekspozycji na COVID-19. Dzięki skuteczności immunoterapii pacjenci po rocznym leczeniu w 90 proc. przypadków nie przejawiają progresji choroby po jego odstawieniu. 

Choć jest to bardzo trudne, towarzystwa onkologiczne w swoich zaleceniach zajmują stanowisko także w przypadku pacjentów w IV stopniu zaawansowania czerniaka leczonych paliatywnie, u których dochodzi do progresji choroby. Chorzy ci, w sytuacji pogorszenia stanu zdrowia, nie powinni być kwalifikowani do pobytu na oddziałach intensywnej terapii i wentylacji mechanicznej. Niestety, szansa na przedłużenie życia tych chorych jest minimalna, a obecna sytuacja zagrożenia COVID-19 nakłada na nas także konieczność racjonowania miejsc na oddziałach i aparatury medycznej w odniesieniu do rokowań danego chorego.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Monika Rachtan

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.