Leczenie chorób występujących u osób uzależnionych od narkotyków

Monika Wysocka
opublikowano: 07-01-2004, 00:00

Jeszcze kilka lat temu, gdy pacjentom zakażonym wirusem HIV można było zaproponować jedynie leczenie paliatywne, nie byli tym zainteresowani. W połowie lat 90. sytuacja uległa zmianie. Dziś dostępne jest już ok. 20 leków antyretrowirusowych, które przedłużają życie, hamują postęp choroby, poprawiają odporność i ogólną kondycję zakażonych HIV.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
,Na tym można już budować motywację, dzięki której przynajmniej niektórzy przestaną brać narkotyki. Z pacjentów terminalnych kiedyś, stali się dziś po prostu chorymi z przewlekłą infekcją wirusową, jakich wiele i jeśli tylko respektują reżimy terapeutyczne, mogą z tą chorobą żyć wiele lat" - mówi dr Grażyna Cholewińska-Szymańska z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.
Leczenie zakażonego wirusem HIV czy chorego na AIDS trwa do końca życia. Pacjent musi być na takie leczenie gotowy: nie może żyć na dworcu czy na ulicy, nie może robić przerw w leczeniu, bo grozi to wytworzeniem się szczepów wirusów lekoopornych.
To wielkie pole do popisu dla lekarza pierwszego kontaktu: to on powinien próbować przekonać narkomana do przestania używania wspólnych igieł i strzykawek, uświadomić mu zasady bezpiecznego seksu i wytłumaczyć, że leczenie przeciwwirusowe przerywa łańcuch epidemiczny HIV w jego otoczeniu. ,Uświadomienie tego pacjentom jest bardzo ważne, bo właśnie nieświadomość jest jednym z powodów, że nie chcą wracać do domu, by nie zarazić żony czy dziecka - mówi dr G. Cholewińska-Szymańska. - Z tą chorobą, przy przestrzeganiu pewnych zasad, możliwe jest normalne funkcjonowanie w społeczeństwie i rodzinie. Jeśli pacjenci to zrozumieją, zazwyczaj zaczynają współpracować, czyli leczyć dwie rzeczy jednocześnie: infekcję HIV i uzależnienie".
Kłopoty z wątrobą
Dużym problemem osób używających narkotyków jest uszkodzenie wątroby wywołane substancjami toksycznymi zawartymi np. w ,kompocie" domowej produkcji. Używanie wspólnych, zakażonych igieł i strzykawek, złe warunki sanitarne, zamieszkiwanie w dużych zbiorowościach sprzyjają wirusowym zakażeniom wątroby (wirusem HBV, HCV, HDV).
Wiedza na temat chorób wątroby jest w tym środowisku bardzo powierzchowna: rzadko kto orientuje się, co tak naprawdę kryje się pod nazwami wirusów, jak można się nimi zarazić i jakie są tego skutki. A konsekwencje są bardzo poważne: powstanie przewlekłej patologii w wątrobie, na podłożu której rozwija się marskość wątroby, a z czasem - nowotwór. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Można ją realizować poprzez wykonywanie w populacji narkomanów badań przesiewowych i proponowanie szczepień ochronnych przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Profilaktyka wzw typu C - ponieważ nie ma szczepionki - polega po prostu na przerwaniu dróg transmisji, czyli powrocie do higienicznego trybu życia, zaprzestaniu używania wspólnych igieł i strzykawek czy w ogóle unikaniu dożylnego brania narkotyków.
Wczesne wykrycie choroby wątroby znacznie zwiększa szanse wyleczenia oraz zmniejsza jej groźne, także dla życia, konsekwencje.
Zakażenia bakteryjne
Jednym ze skutków wyniszczającego trybu życia, jaki prowadzą osoby zażywające narkotyki są różnego rodzaju zakażenia bakteryjne. Najczęściej spotykane to ropnie i ropowice skóry w miejscu po iniekcjach dożylnych, często wymagające nacięcia i opracowania chirurgicznego. U 50 proc. tych pacjentów ciężkie schorzenia bakteryjne powoduje oporny na standardowe antybiotyki i wymagający zastosowania antybiotyków wyższej generacji, gronkowiec złocisty.
Zakażenia bakteryjne mogą wywoływać zapalenia dróg oddechowych - to efekt mieszkania w fatalnych warunkach i zaniedbanych, przewlekłych infekcji. Ich konsekwencją mogą być nawet bakteryjne zapalenie wsierdzia lub zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.
Częstym schorzeniem dróg oddechowych w populacji narkomanów jest gruźlica. Obecność wirusa HIV w znaczący sposób zwiększa częstość zachorowań i śmiertelność w tej chorobie. Zachorowaniom sprzyja bezdomność, wędrówki po kraju (jeden prątkujący może zarazić nawet 10 osób ze swojego otoczenia), niedożywienie, wyziębienie ciała, niedobory białkowe, złe warunki sanitarne (m.in. zimna woda), przebywanie w dużych grupach. U niezdyscyplinowanych chorych gruźlica jest chorobą trudną do leczenia, wymaga bowiem czasu oraz ścisłego podporządkowania się zaleceniom lekarza. Przerywanie terapii przed czasem powoduje niedoleczenie i rozwój oporności prątków gruźlicy na podawane leki.
,Najlepsze rezultaty odnosimy, gdy pierwsze dwa miesiące pacjent spędza w szpitalu, gdzie przyjmuje zestaw czterech leków przeciwgruźliczych. Po wyjściu ze szpitala wszystko zależy od niego samego i ewentualnej opieki np. w ośrodku leczenia i rehabilitacji uzależnień, gdzie pacjent przyjmuje leki pod bezpośrednim nadzorem personelu w systemie Directly Observed Therapy" - mówi dr G. Cholewińska-Szymańska.
Profilaktyka, którą powinni zostać objęci wszyscy narkomani, to kontrolne badanie lekarskie, raz na rok RTG klatki piersiowej oraz wczesna diagnostyka przy podejrzeniu Tbc.
Nieprzyjemny pacjent
Najbardziej widoczne skutki narkomanii to choroby skóry. Począwszy od tych, związanych z nieprzestrzeganiem higieny, jak świerzb, grzybica, ropnie i ropowice po wkłuciach, owrzodzenia i martwice skóry, przez różnego typu dermatozy, aż po skórną manifestację wielu innych chorób (np. kiły). Bardzo charakterystyczna jest też reakcja skórna po stosowaniu amfetaminy: na skutek omamów wzrokowych narkoman okalecza się, dłubie skórę myśląc, że chodzą po niej robaki. ,Dla doświadczonego lekarza wystarczy jeden rzut oka, by zdiagnozować ten problem" - uważa dr G. Cholewińska-Szymańska.
Skórne objawy bywają też powodowane przez zakażenia bakteryjne, posocznice, stany przebiegające z wykrzepianiem wewnątrznaczyniowym. Długotrwałe unieruchomienia często doprowadzają do zakrzepicy żylnej, czego konsekwencją są głębokie owrzodzenia, ciężko gojące się rany, nierzadko wymagające nawet interwencji chirurgicznej, czasem wręcz przeszczepów skóry.
Choroby przenoszone drogą płciową
Bardzo długą listę kłopotów zdrowotnych osób uzależnionych od narkotyków tworzą choroby przenoszone drogą płciową. Na pierwszym miejscu jest oczywiście wirus HIV, ale tuż za nim znajduje się onkogenny wirus HPV, wywołujący raka szyjki macicy oraz kłykciny kończyste na zewnętrznych narządach płciowych. Aby zapobiec ich rozprzestrzenianiu się, konieczne są regularne, częste (raz na pół roku) wizyty u ginekologa, podczas których każda narkomanka powinna mieć wykonane badanie cytologiczne i badanie w kierunku HPV.
Drogą płciową przenoszone są także: wspomniane wcześniej wirusowe zapalenie wątroby typu B, opryszczka narządów płciowych, kiła, rzeżączka. Niezwykle ważną rolę odgrywają w tym przypadku rozmowy o charakterze edukacyjnym, podczas których lekarz powinien starać się przekazać jak najwięcej informacji na temat zapobiegania, leczenia i skutków tych chorób (jak np. konieczność jednoczesnego leczenia partnerów). Okazuje się bowiem, że wiedza osób, które - by zdobyć narkotyki - często prostytuują się, jest na ten temat bardzo nikła.
Dzieci bez szansy
Kobiety biorące narkotyki są bardzo specyficznymi pacjentkami gabinetów ginekologicznych. Wiele z nich ma pierwotny zanik miesiączki spowodowany niedorozwojem gonad w wyniku przyjmowania substancji odurzających w okresie pokwitania. W niektórych przypadkach, po odstawieniu narkotyków, zdarza się, że kobiety zaczynają nagle miesiączkować i stają się płodne. Często zachodzą wtedy w ciążę i długo nie zdają sobie z tego sprawy. O tym, iż zostaną matkami, uświadamiają sobie późno, niekiedy dopiero wtedy, gdy rozpoczyna się akcja porodowa. U tych pacjentek nie ma możliwości prowadzenia wczesnej profilaktyki transmisji wirusa HIV z matki na dziecko. Dużo częstsze jest u nich ryzyko powikłań położniczych. Brak dbałości o własne zdrowie powoduje niedobory białka i witamin, niedożywienie. Także nie leczone choroby przenoszone drogą płciową często są transmitowane na dziecko (np. HIV, HBV, kiła, opryszczka).
Bezpośredni szkodliwy wpływ na dziecko ma przyjmowanie w trakcie ciąży toksycznych substancji odurzających, wskutek czego rodzą się małe, atroficzne płody z wadami rozwojowymi.
W tej grupie pacjentek ogromne znaczenie ma rozmowa i pomoc. Objęcie takiej przyszłej matki wszechstronną opieką - nie tylko skierowanie do ośrodka leczącego uzależnienia, ale także zorganizowanie jej pomocy socjalnej i psychologicznej, stworzenie jakichkolwiek możliwości do normalnego życia, może wpłynąć na zmianę decyzji o wywoływaniu poronienia lub porzuceniu dziecka, na co narkomanki często się decydują.
Trudni i wrażliwi
Liczne problemy zdrowotne pojawiają się u narkomanów na skutek przebytych urazów oraz zmian organicznych w centralnym układzie nerwowym (przebyte zapalenie opon mózgowych, ropień toksoplazmowy mózgu itp.) Często doprowadzają one do powstawania ognisk padaczkorodnych. Na podłożu zmian organicznych nierzadko dochodzi do rozwoju chorób psychicznych. Udowodniono jednak, że także nagłe odstawienie heroiny może spowodować depresje i reakcje psychotyczne. ,Bardzo często obserwujemy u pacjentów zaburzenia osobowości, trudne do zauważenia choroby psychiczne, zachowania nieadekwatne do sytuacji, nadmierną wesołkowatość lub przedłużające się stany depresyjne. Dlatego detoksykację, na której zależy nam w równym stopniu jak na leczeniu schorzeń osoby uzależnionej, musimy przeprowadzać bardzo ostrożnie" - mówi dr G. Cholewińska-Szymańska.


Im bardziej drążyliśmy temat związany z leczeniem osób uzależnionych od narkotyków, tym trudniej było znaleźć lekarzy pierwszego kontaktu, którzy kiedykolwiek mieli takich pacjentów w swoich gabinetach.

Lekarze poz za mało wiedzą o narkomanii
Dr med. Bohdan Woronowicz, specjalista terapii uzależnień, Instytut Psychiatrii i Neurologii oraz Centrum Konsultacyjne AKMED w Warszawie:

Lekarze poz powinni mieć przynajmniej podstawową wiedzę na temat uzależnień. Tymczasem często sami przyczyniają się do powiększania rzeszy lekomanów, podtrzymują uzależnienia. Narkomani bardzo często wyłudzają leki przeciwbólowe czy wręcz narkotyki pod pretekstem wymyślonej choroby. Nie pokazują wyników badań, które by tę chorobę potwierdzały, a część lekarzy dla świętego spokoju przepisuje to, o co pacjent prosi.
Podstawową rzeczą jest zdiagnozowanie problemu i właściwa reakcja, a więc próba pokazania związku między schorzeniami a trybem życia, jaki prowadzi narkoman, lekoman czy alkoholik nakłonienia go, by zgłosił się do specjalisty.
Zdarzają się lekarze poz, którzy sami szukają informacji o uzależnieniach, czytają, zgłaszają się na szkolenia, jednak większość unika trudnych tematów. Zasłaniają się brakiem czasu i tym, że mają masę innej roboty. To prawda, ale jak potem mają pomóc osobie uzależnionej, kiedy nie znają się na tym?
W moim odczuciu, szkolenie lekarzy na temat postępowania z narkomanami czy innymi uzależnionymi osobami, diagnozowania, możliwości pomocy powinny odbywać się podczas szkolenia specjalistów medycyny rodzinnej.
Trzeba pamiętać, że narkoman to nie zawsze obdarty i zaniedbany młody człowiek, po którym od razu widać jego problem. Dziś coraz częściej mamy do czynienia z narkomanią kokainową, amfetaminową. Narkotyki częściej biorą ludzie na tzw. poziomie: wykształceni, zamożni, ale nie wytrzymujący tempa pracy i życia. Biorą, bo muszą być zawsze na najwyższych obrotach, wydaje im się, że dzięki narkotykowi będą pracować wydajniej. To prawda, ale do czasu. Trudniej się z nimi współpracuje, bo do lekarza (jeśli w ogóle się na to zdecydują) zgłaszają się, gdy problem jest bardzo zaawansowany. Jest też cała masa młodych narkomanów, którzy zaczynają brać już w szkole, bo chcą zaimponować kolegom, poszukują nowych doznań.


Niepopularne
szkolenia
Bogumiła Bukowska, dyrektor Biura ds. Narkomanii:

Organizujemy kursy dla lekarzy, za które płacimy. Lekarze muszą zapewnić sobie tylko nocleg i wyżywienie w czasie trwania szkolenia. Do tej pory udało nam się przeszkolić trzech lekarzy!
Najgorsze jest to, że lekarze odpowiadają na nasze zaproszenia, potwierdzają, że będą, zaś kiedy nadchodzi termin kursu, po prostu się nie pojawiają. Wiem, że są zapracowani. Z naszymi kursami nie wiążą się ani dodatkowe środki finansowe, ani uprawniające do jakichś dodatków kwalifikacje (lekarz otrzymuje ,tylko" zaświadczenie, że został przeszkolony). Taki kurs nie dodaje też specjalnego prestiżu, więc chyba zwyczajnie szkoda im czasu. Dlatego postanowiliśmy wejść z programem szkoleniowym na temat narkomanii na uczelnie medyczne. Pomimo kłopotów, zależy nam jednak na szkoleniu lekarzy. W całej Europie jest tendencja, by wciągać w te zagadnienia lekarzy poz, a nie cedować wszystko na specjalistów. Im wcześniej rozpoznany zostanie problem narkomanii, tym większe są szanse, by go rozwiązać.


Lekarze poz za mało wiedzą o narkomanii
Dr med. Bohdan Woronowicz, specjalista terapii uzależnień, Instytut Psychiatrii i Neurologii oraz Centrum Konsultacyjne AKMED w Warszawie:

Im bardziej drążyliśmy temat związany z leczeniem osób uzależnionych od narkotyków, tym trudniej było znaleźć lekarzy pierwszego kontaktu, którzy kiedykolwiek mieli takich pacjentów w swoich gabinetach.
Lekarze poz powinni mieć przynajmniej podstawową wiedzę na temat uzależnień. Tymczasem często sami przyczyniają się do powiększania rzeszy lekomanów, podtrzymują uzależnienia. Narkomani bardzo często wyłudzają leki przeciwbólowe czy wręcz narkotyki pod pretekstem wymyślonej choroby. Nie pokazują wyników badań, które by tę chorobę potwierdzały, a część lekarzy dla świętego spokoju przepisuje to, o co pacjent prosi.
Podstawową rzeczą jest zdiagnozowanie problemu i właściwa reakcja, a więc próba pokazania związku między schorzeniami a trybem życia, jaki prowadzi narkoman, lekoman czy alkoholik nakłonienia go, by zgłosił się do specjalisty.
Zdarzają się lekarze poz, którzy sami szukają informacji o uzależnieniach, czytają, zgłaszają się na szkolenia, jednak większość unika trudnych tematów. Zasłaniają się brakiem czasu i tym, że mają masę innej roboty. To prawda, ale jak potem mają pomóc osobie uzależnionej, kiedy nie znają się na tym?
W moim odczuciu, szkolenie lekarzy na temat postępowania z narkomanami czy innymi uzależnionymi osobami, diagnozowania, możliwości pomocy powinny odbywać się podczas szkolenia specjalistów medycyny rodzinnej.
Trzeba pamiętać, że narkoman to nie zawsze obdarty i zaniedbany młody człowiek, po którym od razu widać jego problem. Dziś coraz częściej mamy do czynienia z narkomanią kokainową, amfetaminową. Narkotyki częściej biorą ludzie na tzw. poziomie: wykształceni, zamożni, ale nie wytrzymujący tempa pracy i życia. Biorą, bo muszą być zawsze na najwyższych obrotach, wydaje im się, że dzięki narkotykowi będą pracować wydajniej. To prawda, ale do czasu. Trudniej się z nimi współpracuje, bo do lekarza (jeśli w ogóle się na to zdecydują) zgłaszają się, gdy problem jest bardzo zaawansowany. Jest też cała masa młodych narkomanów, którzy zaczynają brać już w szkole, bo chcą zaimponować kolegom, poszukują nowych doznań.


Niepopularne
szkolenia
Bogumiła Bukowska, dyrektor Biura ds. Narkomanii:

Organizujemy kursy dla lekarzy, za które płacimy. Lekarze muszą zapewnić sobie tylko nocleg i wyżywienie w czasie trwania szkolenia. Do tej pory udało nam się przeszkolić trzech lekarzy!
Najgorsze jest to, że lekarze odpowiadają na nasze zaproszenia, potwierdzają, że będą, zaś kiedy nadchodzi termin kursu, po prostu się nie pojawiają. Wiem, że są zapracowani. Z naszymi kursami nie wiążą się ani dodatkowe środki finansowe, ani uprawniające do jakichś dodatków kwalifikacje (lekarz otrzymuje ,tylko" zaświadczenie, że został przeszkolony). Taki kurs nie dodaje też specjalnego prestiżu, więc chyba zwyczajnie szkoda im czasu. Dlatego postanowiliśmy wejść z programem szkoleniowym na temat narkomanii na uczelnie medyczne. Pomimo kłopotów, zależy nam jednak na szkoleniu lekarzy. W całej Europie jest tendencja, by wciągać w te zagadnienia lekarzy poz, a nie cedować wszystko na specjalistów. Im wcześniej rozpoznany zostanie problem narkomanii, tym większe są szanse, by go rozwiązać.


Dr Marzena Ksel, dyrektor Biura Służby Zdrowia Centralnego Zarządu Służby Więziennej:

Największy problem, jaki mamy przy leczeniu substytucyjnym, to znalezienie partnera do działania w cywilnej służbie zdrowia. Liczba miejsc na terapię metadonową spadła w tym roku z 1000 do 700. W tej chwili włączenie komuś metadonu w więzieniu i znalezienie miejsca na kontynuowanie tej terapii na zewnątrz jest dramatycznie trudne. Program metadonowy finansowany jest przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W sytuacji, kiedy brakuje pieniędzy, chętniej daje się na dzieci z nowotworem niż na narkomanów w więzieniu.
Do tego na realizację każdego programu musimy mieć zgodę administracji terenowej (wojewody), a to jest trudne, jeśli nie uda nam się pozyskać cywilnego partnera. Dlatego trzeba się zastanowić, czy programy substytucyjne, przeznaczone dla stosunkowo wąskiej grupy ludzi nie powinny być finansowane z budżetu jako programy zdrowotne realizowane przez Ministerstwo Zdrowia (na takiej zasadzie realizowany jest program leczenia lekami antyretrowirusowymi dla pacjentów z HIV).
Narkomania w więzieniach to problem, który nie jest dobrze identyfikowalny. Branie narkotyków jest zabronione, jest przestępstwem wobec regulaminu, rzadko więc osoby uzależnione przyznają się do tego lekarzowi. W związku z tym możliwości udzielenia pomocy są ograniczone.
Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie przedstawił właśnie wyniki badań ,Problem narkomanii w więzieniach", wykonanych w ramach grantu KBN zamówionego przez Ministerstwo Zdrowia. Wyniki są zatrważające, ponieważ dowodzą, że 3 proc. osób bierze w więzieniu narkotyki dożylnie. Jeśli ktoś jest uzależniony, musi brać je codziennie lub co drugi dzień. Porażająca jest świadomość, że co drugi dzień ponad dwa tysiące ludzi w więzieniu, gdzie teoretycznie nie jest to możliwe, wstrzykuje sobie do żyły narkotyk i do tego ma czym to robić!
Narkotyk stosunkowo trudno wykryć, dlatego jest tak atrakcyjny w więzieniu, gdzie jest przeludnienie i bezrobocie, a skazany jest pozostawiony sam sobie przez 23 godz./dobę. W całej Europie nie znaleziono dobrych rozwiązań. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydaje się redukowanie szkód zdrowotnych za pomocą różnych programów, m.in. programów substytucji, anonimowej wymiany strzykawek czy dostępności bezpłatnych prezerwatyw.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.