Łatwiej wyleczyć zawał serca niż jego psychologiczne konsekwencje

Beata Lisowska
15-10-2003, 00:00

; Prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń życia psychicznego w chorobach układu krążenia, zwłaszcza zawale serca, jest bardzo wysokie. Istnieje wiele czynników, które się ze sobą zespalają i mogą być prowokatorami bardzo silnej odpowiedzi emocjonalnej chorego na zawał.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Reakcja emocjonalna ma uzasadnienie zarówno biologiczne, jak i psychologiczne. ?Zawał serca najczęściej rodzi się w formie potężnego bólu w klatce piersiowej, z uczuciem duszności, któremu towarzyszy deficyt tlenu. Duszność zaś wywołuje bardzo silne reakcje lękowe. Dlatego stres, rozumiany jako lęk, jest uwarunkowany w dużej mierze biologicznie" - wyjaśnia prof. dr hab. Jan Tylka z Kliniki i Zakładu Rehabilitacji Kardiologicznej Instytutu Kardiologii w Warszawie.
Innym czynnikiem o charakterze somatycznym, który powoduje wzrost niepokojącej reakcji psychicznej u chorego w stanie zawału, jest rzut katecholaminy. ?W stresie spowodowanym bólem zawałowym produkcja amin katecholowych przez gruczoły nadnercza wzrasta, co powoduje, że odpowiedź katecholaminowa w stresie zawałowym jest bardzo silna. Stąd u chorych kardiologicznych możemy spodziewać się bardzo silnych reakcji emocjonalnych, nawet paniki" - ostrzega prof. J. Tylka.
Mylne przekonanie
Dodatkowe znaczenie przy wywoływaniu uczucia lęku ma lokalizacja bólu w organizmie. ?Gdyby zapytać przeciętnego człowieka, jaki narząd jest najważniejszy, to zawsze powie, że serce, a nie mózg. Z bólem ręki czy głowy człowiek radzi sobie całkiem nieźle, wobec bólu w klatce piersiowej jest bezradny.
Innym czynnikiem, który wzmacnia stres emocjonalny chorego i paraliżuje jego aktywność, jest wyobrażenie na temat choroby i jej konsekwencji" - dodaje prof. J. Tylka. Im mniejsza wiedza chorego na temat zjawiska chorobowego, im mniej pozytywnych informacji, tym bardziej dramatyczny i lękotwórczy obraz choroby wytwarza jego wyobraźnia. Społeczne przekonania na temat zawału są zaś takie, że jest to choroba znajdująca się w grupie najbardziej degradujących człowieka, a przyszłość osoby, który ulega takiej chorobie, wydaje się beznadziejna.
Zdarza się, na szczęście niezbyt często, że wyobrażenie o chorobie i jej konsekwencjach jest tak patologicznie wypaczone, że chory jest przekonany, iż człowiek po przebytym zawale do niczego się już nie nadaje i nie powinien się niczym zajmować, tylko odpoczywać. Proces edukacji społeczeństwa w tym zakresie jest niewystarczający. Mimo dość rozpowszechnionych informacji na temat chorób układu krążenia, a nawet tworzenia regionalnych ?szkół zdrowego serca", przeciętny Polak wie na ten temat niewiele i jego wyobraźnia uruchamia cały system obrazów związanych z chorobą, w zależności od tego, czego się nasłuchał i skąd czerpał informacje.
Lęk zapamiętany
Publikacje i doniesienia naukowe mówiące o tym, że reakcje lękowe i depresyjne utrudniają leczenie i zdrowienie człowieka pojawiają się regularnie od lat 60. ubiegłego stulecia. Reakcje lękowe opisywane są w wielu badaniach prowadzonych w różnych ośrodkach na świecie, jako występujące u ok. 85-90 proc. pacjentów po zawale. Przy czym większość z nich ma charakter lęku przejściowego. Kiedy wskutek terapii poprawia się stan somatyczny chorego, reakcje lękowe wyciszają się. Ale nie do końca. Pozostaje coś takiego, jak lęk zapamiętany, który ujawnia się w sytuacji ponownie pojawiających się symptomów somatycznych, bądź tzw. lęk rocznicowy - przed nawrotem choroby w rocznicę pierwszego incydentu chorobowego.
Profesor Jan Tylka, który przez 12 lat prowadził badania w trzech grupach chorych stwierdził, że nasilenie reakcji lękowych było większe po 7 latach od incydentu niż po 4. Kontakt tych ludzi ze zmieniającą się rzeczywistością, która stawiała im określone wymagania, uruchamiał z powrotem proces reagowania, bo mieli oni świadomość przebytej choroby i to choroby narządu - w ich mniemaniu - centralnego.
Mechanizm zaprzeczenia
?Dosyć często opisywaną w literaturze europejskiej i światowej reakcją na incydent zawałowy jest tzw. mechanizm zaprzeczania. Występuje on najczęściej u osób młodych, zwłaszcza mężczyzn, którzy mają przed sobą perspektywy rozwoju zawodowego, uważających się za zdrowych i sprawnych - mówi prof. J. Tylka. - Gdy pojawia się pierwszy ból, chorzy ci nie zgadzają się na sprowadzenie pomocy medycznej, przekonują otoczenie, że to tylko chwilowa niedyspozycja. Trudno im się pogodzić z diagnozą zawału. Mechanizm zaprzeczania jest zwykle dużym utrudnieniem w prowadzeniu reżimu niezbędnego w procesie leczenia pozawałowego".
Inne najczęściej występujące reakcje pacjentów kardiologicznych powodowane poważną chorobą to: złość, gniew, irytacja, a nawet agresja. ?Najbardziej niepokojąca jest jednak odpowiedź lękowa o charakterze przygnębienia, depresji, wycofywania się czy rezygnacji. Depresyjność jest bowiem tym zjawiskiem, które odziera człowieka z motywacji do dalszego działania i utrudnia proces biologicznej mobilizacji. Poddanie się chorobie zawsze komplikuje przebieg leczenia i osłabia procesy odpornościowe organizmu. Poza tym depresja wpływa negatywnie na funkcje życiowe człowieka, choćby na funkcje popędu seksualnego. A to wywołuje u chorego poczucie mniejszej wartości albo zupełnej nieprzydatności w życiu. W rehabilitacji kardiologicznej mobilizacja pacjentów depresyjnych do systematycznych ćwiczeń jest bardzo trudna" - zauważa prof. J. Tylka.
Według światowych doniesień, objawy depresji stwierdza się aż u ok. 25-35 proc. pacjentów kardiologicznych. Do niedawna istniał ponadto konflikt: leki antydepresyjne trójpierścieniowe utrudniały terapię kardiologiczną, powodując komplikacje w układzie krążenia. Leki antydepresyjne najnowszej generacji są już jednak bardzo skuteczne. W większości przypadków depresję można leczyć nimi bez większej szkodliwości dla układu krążenia.
Specjaliści podkreślają jednak, że negatywnych konsekwencji choroby serca nie da się wyeliminować tylko za pomocą leków. Farmakoterapia musi być wspierana psychoterapią.
Trudne rozmowy
?Negatywny obraz choroby można zweryfikować tylko wtedy, gdy chory spotyka się z wielospecjalistycznym zespołem rehabilitacyjnym, w skład którego wchodzą: kardiolog, psycholog, kinezyterapeuta, a każdy z nich prowadzi edukację w zakresie swojej specjalizacji. Wtedy pacjent powoli zaczyna rozumieć, na czym polega jego udział w chorobie, co może zrobić sam dla siebie, jak zmienić swój styl życia, jakie podjąć działania, by powrócić do normalnego trybu - tłumaczy prof. J. Tylka. - W leczeniu depresji często trzeba się uciekać do usuwania jej przyczyn ze środowiska rodzinnego. Jeżeli żona ma poczucie bezradności wobec choroby męża, jeżeli wszyscy są przygnębieni chorobą żywiciela rodziny, to prawdopodobnie wzajemne oddziaływanie tych postaw na siebie będzie tak duże, że nawet leki niewiele pomogą".
Niestety, przeciętny chory po zawale, leczony na oddziale internistycznym czy nawet kardiologicznym, otrzymuje szczątkowe informacje, bo zespół medyczny ma zwykle niewiele czasu na dokładną edukację. ?Tymczasem terapia powinna się zasadzać na umiejętnym modelowaniu myślenia chorego według zasady: jeżeli chcesz się lepiej czuć, to zacznij lepiej myśleć. Poprzez regulację czynności psychicznych poprawiamy jego stan somatyczny. W normalnej terapii szpitalnej nie ma czasu na to, by nauczyć chorego innego postrzegania siebie i swojej sytuacji, nie mówiąc o tym, że kardiologom i internistom często brakuje umiejętności psychoterapeutycznych - mówi prof. J. Tylka. - Zamiast psychoterapii najczęściej stosuje się leki, bo łatwiej jest dać tabletkę niż usiąść na godzinę i porozmawiać z chorym. Na to nie ma czasu, a nawet gdyby był, to rozmowa jest trudniejsza niż przepisanie specyfiku. Reakcje emocjonalne pacjentów nastręczają lekarzom sporych trudności terapeutycznych, a praca nad nimi jest żmudna i wymaga dużych umiejętności".
Osiągnięcie tych celów w warunkach zwykłego oddziału szpitalnego jest prawie niemożliwe. Czas hospitalizacji chorych po przebytym zawale nieustannie się skraca. Pacjenci powinni zatem trafiać do poszpitalnych ośrodków rehabilitacyjnych typu ambulatoryjnego. Cała rzecz polega na tym, by takie ośrodki tworzyć. ?Jeżeli Narodowy Fundusz Zdrowia nie będzie widział potrzeby rozwijania takich form pomocowych, to tego typu pacjenci będą wracać na oddziały szpitalne. Im wcześniej przekonamy pacjenta i nauczymy, jak zmienić styl życia, by nie prowokować negatywnych następstw choroby, tym lepiej" - apeluje prof. Jan Tylka.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Kardiologia / Łatwiej wyleczyć zawał serca niż jego psychologiczne konsekwencje
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.