Lato familijnych zmian

Hanna Samson
opublikowano: 25-06-2010, 00:00

Jeśli coś zmieniać w swoim życiu, to tylko w lecie. Wakacje wybijają nas z codziennej rutyny i pozwalają wprowadzić nowe porządki. Sztuka polega na tym, żeby nie wpaść w stare koleiny po powrocie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Każda rodzina ma własną listę grzechów i zaniedbań, jednak niektóre punkty z tej listy lubią się powtarzać. W grupie kobiet, z którymi pracuję od miesiąca, często wypływa na wierzch niesprawiedliwy podział domowych obowiązków. A raczej brak podziału.

 

— Mój syn wczoraj na mnie nawrzeszczał, że jego niebieska koszula nie jest wyprasowana, a on chce ją założyć — mówi Magda, mama 22-letniego Krzysztofa, studenta politechniki. — Szybko zaczęłam prasować, choć powinnam już wybiegać do pracy, a i tak był niezadowolony.

 

Jak to się stało, że dorosły mężczyzna dbanie o swoje rzeczy osobiste traktuje jako psi obowiązek matki? Tak samo jest w innych domach. Matki przyzwyczajają dzieci do tego, że obsługują je we wszystkich sprawach. Oto wieczór widziany oczami dziecka:

"Rodzice oglądali telewizję i mama powiedziała: "Skończę prasować i pójdę spać. Jestem strasznie zmęczona". Gdy skończyła, przyszyła urwany guzik do koszuli i pochowała uprasowane rzeczy do szafy. Potem poszła do kuchni, wyjęła naczynia ze zmywarki i powkładała do szafek, zrobiła dla nas kanapki do szkoły, umyła jabłka, wyjęła mięso z zamrażarki, żeby było na jutrzejszy obiad, nasypała cukru do cukierniczki, rozłożyła łyżki i miseczki na stole. Potem powiesiła pranie, załadowała nową partię brudów do pralki, rozwiesiła ręczniki, w które wytarliśmy się po kąpieli, sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę i gazety, postawiła telefon na ładowarkę i podlała kwiaty. Zamiotła podłogę w przedpokoju, ziewnęła, przeciągnęła się i podeszła do biurka. Podpisała uwagę w dzienniczku, przygotowała pieniądze na moją wycieczkę do muzeum i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem. Zapisała, co jutro musi kupić do jedzenia. Potem wzięła prysznic, wklepała krem przeciw starzeniu się, umyła zęby i opiłowała paznokcie. W końcu wyszła z łazienki, a ojciec zawołał: "Myślałem, że już poszłaś do łóżka, a ty jak zwykle się guzdrzesz". Mama na to: "Właśnie idę". Wlała wodę do miski dla kota i sprawdziła, czy drzwi są zamknięte. Zajrzała do naszego pokoju, ucałowała nas delikatnie, wyłączyła lampki i komputer, podniosła nasze koszulki leżące na podłodze, zebrała brudne skarpety i majtki, żeby je wrzucić do brudów, sprawdziła, czy spakowaliśmy stroje na basen, przygotowała nam ubrania na jutro. W sypialni nastawiła budzik, przygotowała sobie ubranie, dopisała trzy rzeczy do listy zakupów, pościeliła łóżko, pomodliła się i w końcu się położyła. W tym czasie tata wyłączył telewizor i oznajmił głośno: "Idę spać". I jak powiedział, tak zrobił".

 

Nie wymyśliłam tej historii sama. Ale czy ktoś ją w ogóle wymyślił? Zwykły wieczór w zwyczajnym domu. A rano? Rano mama jak zwykle wstanie pierwsza, umyje się, wklepie krem przeciwzmarszczkowy, przygotuje śniadanie dla wszystkich, wstawi brudne naczynia do zmywarki, potem wyśle dzieci do szkoły, a sama pojedzie do pracy. Wracając, kupi to, co miała kupić w spożywczym, i popędzi do domu, żeby ugotować obiad. Po obiedzie powkłada naczynia do zmywarki, pomoże dzieciom w lekcjach, porozmawia o tym, co w szkole, zrobi kolację, a gdy w końcu siądzie przed telewizorem, znowu będzie zmęczona.

 

Na tym polega życie. Na krzątactwie, jak nazwała to profesor Jolanta Brach-Czaina. Ciągle trzeba zamiatać, prać, zmywać, ustawiać, walczyć z żywiołem brudu, żeby nas nie zarósł. Żeby żyć, musimy to robić. My, ludzie. Ale tak się jakoś utarło, że to kobiety wykonują te wszystkie czynności. No, może nie zawsze. Mąż czasem wyjdzie z psem albo ze śmieciami. I na to patrzą dzieci, które mają niekiedy pomocne odruchy.

 

Tomek, 14-letni syn Beaty, którejś niedzieli sam z siebie zrobił śniadanie dla wszystkich. Usmażył wielki omlet.

— Przecież omlet trzeba posolić — skrzywiła się Beata po pierwszym kęsie. — Tego nie da się jeść.

Nie wiem, kiedy Tomek zdecyduje się powtórzyć swój wyczyn, ale pewnie nieprędko. Beata obroniła swoje stanowisko jedynej posługaczki w domu. Tak jak wiele kobiet wie, że ona zrobi wszystko najlepiej.

Ale co to ma wspólnego z wakacjami? To, że na wakacjach warto sobie odpuścić. Stworzyć nowe reguły. Na przykład takie, że dyżury porządkowe pełnimy po kolei, a każdy sam dba o swoje rzeczy osobiste. I warto taki obyczaj zachować po powrocie do domu, choćby czasem trzeba było zjeść omlet bez soli.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.