Łakomy zawsze płaci

Anna Leder
opublikowano: 28-11-2008, 00:00

Spotkania przy świątecznym stole to egzamin z silnej woli — głos ciała bywa jednak silniejszy od rozsądku… Ale żołądek to wielki wrażliwiec i trudno uniknąć buntu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wigilijna tradycja nakazuje postawić tuzin potraw na stole. Chociaż to dzień ścisłego postu, różnorodność postnych specjałów niestety nie idzie w parze z niską kalorycznością. Na świątecznych stołach królują tłuste potrawy. I ciasta — zwraca uwagę Anna Senderska, dietetyk z Centrum Medycznego Enel-Med.

O przejedzeniu mówimy, gdy ilość spożytego pokarmu przekracza dobowe zapotrzebowanie energetyczne. Konsekwencja? Przyrost wagi. Gdy przekraczamy jakieś 9 tys. kilokalorii ponad dzienne wymogi, masa ciała zwiększa się średnio o 1 kilogram.

— Nadmierna jednorazowa ilość jedzenia może się skończyć m.in. atakiem kolki wątrobowej, zgagą, mdłościami, bólem brzucha, a w szczególnych przypadkach — nawet zaburzeniami rytmu serca. Także zaśnięcie i sen po takiej uczcie zawsze są zaburzone — wylicza Anna Senderska.

 

 

Porcja rozsądku

Na kilka dni przed biesiadnym spotkaniem dobrze przejść na lekkostrawną dietę: jadać częściej, ale małe porcje, wybierać produkty odtłuszczone, decydować się co najmniej ki- logram warzyw i owoców dziennie, pić 2-2,5 l wody mineralnej, a na drugie śniadania zjadać jogurt z żywymi kulturami bakterii.

— Oczywiście, nie chcę namawiać do nagłej zmiany nawyków żywieniowych akurat w czasie Bożego Narodzenia. Warto jednak zacząć myśleć inaczej: spróbuję wszystkiego, ale po trochu i pamiętać o podstawowych zasadach dietetyki — aby potrawy nie były smażone, bez sosów majonezowych, jeść mniej pieczywa, a ciasto — owszem, ale pół porcji. Wielbiciele pierogów powinni się ograniczyć do 3-4 sztuk, więcej za to mogą zjeść barszczu. Także wybór między karpiem smażonym, a w galarecie powinien być jednoznaczny. Napoje? Niesłodzone. Lekkie uczucie niedosytu powinno nam towarzyszyć przed podaniem ciast — radzi Anna Senderska.

Pić należy między daniami, a nie w czasie jedzenia. Co najmniej przez godzinę po posiłku trzeba też unikać schylania się i leżenia.

 

 

Tylko spokój

Tak naprawdę wszystko, czego potrzeba żołądkowi po przejedzeniu, to spokój. Nie trzeba się głodzić, ale zamiast mięsa lepiej zjeść duszone warzywa lub rybę, a na ciemnym pieczywie miast wędliny położyć plaster chudego białego sera lub pomidora. Do picia najlepsza woda mineralna i ziołowe herbatki. Dzień "po" z pewnością posłuży napar z mięty, rumianku czy kopru włoskiego. A jeśli alkoholu było zbyt wiele, choćby sok pomidorowy. Warto też sięgnąć po przetwory mleczne z pożytecznymi bakteriami. Folgując sobie przy stole, czynimy spore spustoszenia we florze bakteryjnej przewodu pokarmowego. W owej odbudowie dopomoże np. jogurt lub serek probiotyczny.

Dobrze też przejedzony brzuch masować i rozgrzewać, co rozkurcza napięte mięśnie brzucha i pobudza perystaltykę jelit. Podobnie działa relaksująca kąpiel z dodatkiem kilku kropel aromatycznego olejku. No i spacer na świeżym powietrzu potrafi zdziałać cuda. Korzyści z niego wiele: dotlenienie organizmu, szybsze spalanie nadmiaru kalorii i pobudzenie jelit do właściwej pracy. To środki zaradcze, ale:

— Nie oszukujmy się. Mimo wszystko nie ma ratunku: zjedzone kalorie zamieniły się w tłuszcz, a uczucie przesytu ustąpi dopiero po strawieniu tak chętnie zjedzonych pokarmów — kwituje Anna Senderska.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Leder

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.