Kto podnosi rękę na KRUS, ten podnosi rękę na dostęp do opieki zdrowotnej na wsi?

opublikowano: 28-04-2022, 15:43

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego z 2020 roku na 3 porady lekarskie udzielone na wsi przypada 11 zrealizowanych w mieście. Takie dane GUS przywołał Władysław Kosiniak-Kamysz w debacie dotyczącej dostępu do opieki zdrowotnej na wsi. Jaką rolę w jego zapewnieniu odgrywa KRUS?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
iStock

W dniach 27-28 kwietnia odbywa się Kongres Polska Wieś XXI. Wśród wielu tematów jakie podejmowali zaproszeni eksperci, znalazła się też kwestia szeroko pojętego zdrowia mieszkańców obszarów wiejskich. Podczas jednego z paneli omówiono ją szczegółowo, zwłaszcza w kontekście dostępu do opieki medycznej oraz działań profilaktycznych, których skuteczność bywa na wsi mocno dyskusyjna. Czy istnieją łatwe recepty na poprawę tej sytuacji? Na ile powołanie - dziś krytykowanego KRUS-u - było rewolucją w dostępie do ochrony zdrowia dla polskiej wsi?

Wiejskie środowisko sprzyja zdrowiu narządu słuchu

Od początku lat 2000 funkcjonuje w Polsce program badań przesiewowych słuchu (od 2003 roku). Jego start był ogromnym osiągnięciem pozwalającym na wczesną identyfikację noworodków zagrożonych wadą słuchu, a w konsekwencji nieprawidłowościami w rozwoju mowy. Czy ich wczesnemu rozpoznaniu oraz wdrożeniu skutecznego leczenia sprzyja mieszkanie w większym ośrodku miejskim?

- W ciągu 27 ostatnich lat działalności Światowego Centrum Słuchu 6 na 10 naszych dorosłych pacjentów byli to mieszkańcy obszarów miejskich, natomiast 4 na 10 to mieszkańcy gmin wiejskich. (…) Współpracując przez lata z resortami rolnictwa i edukacji oraz KRUS-em przygotowaliśmy dwie duże akcje, które objęły swoim zasięgiem wszystkie gminy wiejskie w Polsce. Zorganizowano je w dwóch edycjach: pod koniec ubiegłej dekady oraz pod koniec 2016 roku. W ich ramach wykonywaliśmy badania przesiewowe w kierunku wczesnego wykrywania wad słuchu, które objęły ponad 300 tysięcy dzieci. (…) Część z nich została skierowana następnie na badania mowy i ocenę głosu. Ich wyniki pokazały, że statystycznie co 5. dziecko miało różnego rodzaju problemy ze słuchem. Wśród ich potencjalnych lub potwierdzonych przyczyn 14 proc. stanowiły wrodzone zaburzeni. Część wynikała z przyczyn infekcyjnych – dane te przywołał prof. dr hab. n. med. dr h.c. multi Henryk Skarżyński.

Jak na tym tle wypada porównanie pomiędzy miastem a wsią? Prof. Skarżyński zwrócił w tym kontekście uwagę na badania realizowane w Warszawie obejmujące dzieci w I i II klasie szkół podstawowych. Część programu objęła też uczniów z klas VI, a więc starszych.

- Młodzież ze stron wiejskich wypadła lepiej. (…) Różnica była bardziej widoczna w przypadku dzieci starszych. Pokazuje to, że środowisko wiejskie jest bardziej przyjazne w kontekście słuchu i jego potencjalnych obciążeń – wskazał prof. Skarżyński.

Zdaniem eksperta istnieje potrzeba wprowadzenia programów badań przesiewowych sprofilowanych pod potrzeby mieszkańców wsi oraz małych miasteczek do 5 tysięcy mieszkańców.

- Kształtują one postawy prozdrowotne i skłaniają do dbania i zarządzania swoim zdrowie – powiedział prof. Skarżyński.

Zauważył jednak, że ten sam model badań przesiewowych, który sprawdza się w populacji młodzieżowej (np. wśród uczniów), nie przynosi efektów w populacjach starszych, zwykle rozproszonych.

Na wsi brakuje lekarzy specjalistów

W tej chwili ogromnym ciężarem dla zdrowia publicznego są choroby związane mocno ze stylem życia, określane zazwyczaj jako cywilizacyjne. Czy w kontekście ich rozpoznawania i leczenia obszary wiejskie mają swoją specyfikę?

- Dane statystyczne wskazują, że choroby cywilizacyjne takie jak cukrzyca czy nowotwory częściej występują w miastach. Wydaje się jednak, że na wsi występuje bardzo duże niedoszacowanie zapadalności na choroby cywilizacyjne w stosunku do obszarów miejskich. Problem ten wynika m.in. z gorszego dostępu do opieki medycznej, ale osoby z obszarów wiejskich są też zwykle mniej skłonne do refleksję nad własnym zdrowiem – powiedział dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Jak zauważył widać to na doskonale na populacji mężczyzn z obszarów wiejskich – choć są w większym stopniu zagrożeni cukrzycą typu 2. – to jednak częściej diagnozuje się tę chorobę u kobiet.

- Dużym problemem pozostaje fakt, że społeczność wiejska dużo rzadziej niż społeczność miejska, korzysta z badań diagnostycznych oraz programów profilaktycznych. Aż 25 proc. mężczyzn zamieszkałych na obszarach wiejskich nie miało nigdy w swoim życiu kontaktu z lekarzem specjalistą (innym niż lekarz rodzinny – red). Mężczyźni w mniejszym stopniu niż kobiety dbają o swoje zdrowie, choć są potencjalnie bardziej niż panie obciążeni zdrowotnym ryzykiem w kontekście chorób cywilizacyjnych – powiedział dr Kwaśniewski.

W jego ocenie to właśnie pogłębienie zdrowotnej świadomości mieszkańców wsi oraz wzrost ich uczestnictwa w badaniach oraz działaniach profilaktycznych jest dziś największym wyzwaniem. Czy odpowiedzią na nie może być szersze zastosowanie narzędzi telemedycznych? Zdaniem dra Kwaśniewskiego jest na to szansa, ale teleopieka nie może się sprowadzać wyłącznie do teleporady. Przywołał w tym kontekście badania zrealizowane przez ekspertów z Białegostoku, które objęły 100 pacjentów z pierwszą diagnozą cukrzycy typu 2. Kontaktowali się oni za pomocą aplikacji z lekarzami. Ta sama aplikacja (zintegrowana z odpowiednim systemem) przekazywała diabetologom szczegółowe dane zdrowotne i wspierała ich w podjęciu decyzji terapeutycznych na bazie informacji pochodzących od poszczególnych chorych. Pacjent komunikował się w ten sposób z lekarzem minimum raz w tygodniu. W badaniu wykazano, że po 6 miesiącach stan zdrowia pacjentów korzystających z aplikacji był istotnie lepszy niż chorych leczonych standardowo.

- Na terenach wiejskich mamy utrudniony dostęp do specjalistów. 85 proc. specjalistów leczących choroby układu krążenia pracuje w miastach, a jedynie 15 proc. na wsi. Jest to więc olbrzymia dysproporcja – dodał dr Kwaśniewski.

W kontekście wykorzystania teleopieki na obszarach wiejskich warto przypomnieć, że ok. 60 proc. mieszkańców wsi korzysta z Internetu.

KRUS to równouprawnienie wsi?

Telerehabilitacja wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju na terenach wiejskich, gdzie braki fizjoterapeutów oraz personelu medycznego pracującego bezpośrednio z pacjentami są bardziej dotkliwie niż w miastach.

- Inne źródła braku bezpośredniego dostępu do fizjoterapeutów to odległości, na wsi zupełnie inaczej odczuwalne niż w miastach, oraz wykluczenie komunikacyjne. Wydaje się, że są to problemy banalne, a jednak znacząco obniżają one dostęp do opieki mieszkańcom wsi. Tam gdzie są dwa autobusy dziennie, a do autobusu trzeba jeszcze dojść, pojawia się problem. Zresztą nie tylko dla pacjenta, ale i specjalisty, który przecież też musi do chorego dojechać. W części miejsc postulaty rehabilitacji domowej to utopia, choćby ze względu na to, że fizjoterapeuta, by dotrzeć do kilku pacjentów musi pokonać np. ponad 60 km – zwrócił uwagę dr hab. Maciej Płaszewski, prof. AWF, kierownik Katedry Rehabilitacji Akademii Wychowania Fizycznego J. Piłsudskiego w Warszawie filii w Białej Podlaskiej.

Zaznaczył przy tym, że telerehabilitacja wymaga dobrego przygotowania ze strony pacjentów, medyków i infrastruktury. Władysław Kosiniak-Kamysz zauważył, że to właśnie obszary wiejskie są tymi najbardziej poszkodowanymi na skutek kryzysu krajowej ochrony zdrowia.

- Dostępność na wsi jest kilkukrotnie mniejsza niż w miastach. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego z 2020 roku na 3 porady lekarskie udzielone na wsi przypada 11 zrealizowanych w mieście. Wśród wszystkich porad specjalistycznych jedynie 6,6 proc. stanowiły te zrealizowane na terenach wiejskich. Dla porównania 39 proc. udzielono w mieście. Na wsi jedna apteka przypada na 8 tysięcy mieszkańców, w mieście na 2 tysiące – wyliczył Kosiniak-Kamysz.

Zwrócił przy tym na uwagę na konsekwencję tych problemów z dostępnością: pacjenci z obszarów wiejskich trafiają do lekarzy później niż ci z miast, a ich choroba jest przez to już w bardziej zaawansowanym stadium.

- Bezpłatny dostęp do ginekologa na wsi praktycznie nie istnieje. Podobnie jest ze stomatologią, psychiatrią i opieką dla pacjentów geriatrycznych. (…) Dziś to KRUS jest instytucją ratującą na wsi dostęp do opieki zdrowotnej, szczególnie do rehabilitacji. (…) KRUS to nie są jakieś wielkie frukta, ale równouprawnienie dla mieszkańca wsi i to takie, które powinno zostać poszerzone. Kto podnosi rękę na KRUS, ten podnosi rękę na opiekę zdrowotną na wsi. Polska jest dziś podzielona na wielkie miejskie ośrodki i wieś, gdzie dostęp do różnych usług publicznych jest znacznie gorszy – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Jego zdaniem należy pod tym względem KRUS wzmocnić. Realne wprowadzenie teleopieki na wsi to w ocenie szefa ludowców pieśń przyszłości i kwestia upływu wielu lat. Dalsze pogłębienie kryzysu dostępności do opieki zdrowotnej będzie też, jego zdaniem, efektem forsowanej przez MZ reformy szpitalnictwa, która może skończyć się zamknięciem części szpitali powiatowych.

- Szpitale powinny być samorządowe – dodał.

Kompletną porażką nazwał realizowany w 2021 r. program Profilaktyka 40 plus. Przez pół roku jego działania z ok. 20 mln uprawnionych do tego Polaków, z badań w jego ramach skorzystało nieledwie kilka procent. Przypomniał też o specyficznych dla obszarów wiejskich problemach zdrowotnych: np. takich chorobach jak pylica oraz wypadki rolnicze, których ofiarami – szczególnie w okresie żniw – są często dzieci.

- W upowszechnieniu działań profilaktycznych ogromną rolę do odegrania ma Kościół jako instytucja o wielkim wpływie społecznym – podsumował.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Geografia szczepień i dostępu do ochrony zdrowia – czy czas zregionalizować program szczepień?

Jak wyklucza system ochrony zdrowia

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.