Krzysztof Bukiel: Ministerialne propozycje to obniżenie faktycznego współczynnika minimalnego

opublikowano: 26-03-2021, 16:23

W praktyce ministerialne propozycje to obniżenie faktycznego współczynnika minimalnego, który został (niejako tylnymi drzwiami) wprowadzony wraz z ustawą przyznającą lekarzom tzw. podwyżkę Szumowskiego do 6750 zł. Wówczas (w roku 2018) było to 1,6 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce za rok ubiegły, czyli 2017. Jeżeli teraz rząd proponuje 1,31, jest to obniżka - komentuje dla “Pulsu Medycyny” lek. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Dotychczas odbyły się dwa spotkania dotyczące wskaźników wynagrodzeń w poszerzonym gronie Zespołu Trójstronnego (ZT). „Poszerzonym” — to znaczy, że obok członków ZT (określone ustawą trzy centrale związkowe, określone organizacje pracodawców i przedstawiciele rządu) w rozmowach wzięli udział tzw. eksperci, czyli w istocie po prostu zaproszeni goście. Byli oni zaproszeni przez stałych uczestników ZT. W gronie tych ekspertów/gości były: przedstawicielka OZZL lek. Grażyna Cebula-Kubat — wiceprzewodnicząca ZK OZZL i Justyna Bogucka-Czapska — przewodniczącą Porozumienia Rezydentów (PR) OZZL. Zapraszającymi nas był OZZPiP.

Dotychczas zarobki lekarzy kształtowały się różnie. Według Ministerstwa Zdrowia, przeciętne wynagrodzenie brutto osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę wynosi 7 tys. zł. Wielu lekarzy pracuje na tzw. kontraktach, co znacząco zaburza — z wielu względów — możliwość oceny poziomu wynagrodzeń. Nie wiem, czy ktokolwiek ma taką wiedzę, ilu lekarzy może dotyczyć ewentualna zmiana tzw. współczynników pracy. Mogę to jedynie szacować na podstawie np. liczby lekarzy, którzy skorzystali z tzw. podwyżki Szumowskiego w 2018 r. Wtedy, po negocjacjach między ministerstwem a PR OZZL, rząd zaproponował, a Sejm przyjął ustawę wprowadzającą podwyżkę pensji zasadniczej do 6750 zł dla lekarzy „szpitalników” — pod warunkiem, że nie będą dyżurować w innym szpitalu. Podwyżkę taką otrzymało wówczas, według informacji resortu, 17 tys. lekarzy. Można domniemywać, że reszta albo zarabiała więcej, albo była zatrudniona na kontrakcie.

Lek. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Lek. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Tutaj trzeba się odnieść do różnych liczb, podawanych przez różne podmioty, określających, ilu jest w Polsce lekarzy (pracujących). Niektórzy wymieniają nawet liczbę 140 tys., chociaż z danych GUS wynika, że zatrudnionych lekarzy (nie stomatologów) jest ok. 90 tys. Część z nich — myślę, że ok. 40 tys. — pracuje w POZ i AOS, zatem w szpitalach pozostałe ok. 50 tys. (tak też podawało swego czasu MZ). W POZ i AOS większość lekarzy pracuje albo „na swoim”, mając bezpośredni kontrakt z NFZ i ich w ogóle ustawa o płacach minimalnych nie dotyczy, albo jest na kontraktach i dopóki nie przejdą na umowę o pracę, dopóty ta ustawa ich także nie będzie dotyczyła. Również w szpitalach ok. 50 proc. lekarzy jest na kontraktach.

W mojej ocenie, liczba lekarzy specjalistów, objętych nowelizacją współczynnika pracy w ustawie regulującej płace minimalne, wynosiłaby ok. 25-30 tys. A gdyby współczynnik był odpowiednio wysoki (co skłoniłoby niektórych do rezygnacji z kontraktu na rzecz umowy o pracę) — odpowiednio więcej. W sumie jednak chyba nie więcej niż 50 tys.

W praktyce ministerialne propozycje to obniżenie faktycznego współczynnika minimalnego, który został (niejako tylnymi drzwiami) wprowadzony wraz z ustawą przyznającą lekarzom tzw. podwyżkę Szumowskiego do 6750 zł. Wówczas (w roku 2018) było to 1,6 przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce za rok ubiegły, czyli 2017. Jeżeli teraz rząd proponuje 1,31, jest to obniżka.

Poszczególne zawody medyczne porozumiały się za pośrednictwem swoich związków zawodowych jednozawodowych(czyli nie „molochów” w postaci „Solidarności” czy OPZZ) prawie 5 lat temu, tworząc tzw. Porozumienie Zawodów Medycznych. Opracowało ono wspólnie obywatelski projekt ustawy o płacach minimalnych w ochronie zdrowia, który od paru lat jest w zamrażarce sejmowej. W tym sensie zawody te prezentują jednolity, wspólny front. Wiadomo jednak, że w przypadku, gdy propozycja obywatelska nie wchodzi w całości, to każdy zawód przede wszystkim dba o siebie. Nie ma w tym nic dziwnego ani zdrożnego. Oczywiście, te naturalne różnice będą przez rządzących wykorzystywane.

Jednak nie te naturalne różnice są najgorsze, ale ambicje działaczy centrali związkowych, zwłaszcza „Solidarności”. Jako związek „jednolity” niefederacyjny, „Solidarność” z założenia ma skupiać wszystkie zawody danej branży, a w praktyce nie reprezentuje prawie nikogo z zawodów medycznych, które utworzyły własne, odrębne związki jednozawodowe. To „odejście” prawdziwych medyków z „Solidarności” powoduje, moim zdaniem, rodzaj podrażnienia dumy jej działaczy, którzy teraz chcą pokazać, że i tak są najważniejsi i będzie tak jak oni uważają, że być powinno. W praktyce oznacza to sprzyjanie propozycjom rządowym, zmierzającym głównie do spłaszczenia płac w ochronie zdrowia. W „Solidarności” są bowiem zrzeszone głównie zawody niemające odrębnych jednozawodowych związków, jak np. sekretarki medyczne, opiekunowie medyczni, salowe itp.

Trudne rozmowy o podwyżkach

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Reguluje ona m.in. dwie kluczowe dla osób zatrudnionych w systemie opieki zdrowotnej kwestie: zaszeregowania do poszczególnych grup pracowników medycznych oraz przypisane im wskaźniki wynagrodzeń. Zagwarantowany ustawowo wzrost nakładów na ochronę zdrowia ma, zgodnie z zapowiedziami resortu, znaleźć odzwierciedlenie także w wynagrodzeniach jej pracowników. Dlatego resort proponuje zawodom medycznym korektę wskaźników.

Dotychczasowe propozycje ministerstwa spotykają się jednak z negatywnym odbiorem. Swoje niezadowolenie z tego powodu przedstawiciele zawodów medycznych zamierzają manifestować na ulicach 7 kwietnia w Światowy Dzień Zdrowia i Dzień Pracownika Służby Zdrowia.

Poprosiliśmy reprezentantów poszczególnych grup zawodowych o ocenę resortowych propozycji:

Mariola Łodzińska, NRPiP: Oferowana siatka płac nie zachęci młodych do pracy w zawodach pielęgniarki i położnej

Alina Niewiadomska, prezes KRDL: Konsensus ws. wynagrodzeń jest możliwy do osiągnięcia, ale wymaga ustępstw z obu stron

Tomasz Niewiadomski, wiceprezes KRF: Fizjoterapeuci nie zgadzają się na nowe regulacje dot. wskaźników wynagrodzeń

Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, prezes NRA: Farmaceuci postulują zlikwidowanie dysproporcji płacowych pomiędzy nimi a lekarzami o równoważnych kwalifikacjach

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.