Kryzys w zdrowiu, czyli gramy w lotto

Magda Sowińska; magda@pulsmedycyny.pl
opublikowano: 11-02-2009, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Gdyby resort zdrowia miał plan działania na wiele lat, a na dodatek plan ten uzyskałby pełny konsensus polityków i głównych graczy w ochronie zdrowia, zapowiedziane kilka dni temu oszczędności budżetowe ministerstwa przyjęłabym jako zło konieczne. Pomyślałabym, że ktoś wszystko przeanalizował, wziął ten plan, zrobił symulacje i wybrał takie obszary, gdzie przesunięcie w czasie nakładów będzie najmniej bolesne dla całego systemu, spowoduje jak najmniejsze koszty w przyszłości. Bo czasu kryzysu raczej się nie wybiera. Ale skoro priorytetów nie ma, pewnie nawet na całe cztery lata kadencji obecnego rządu poza propagandowym planem B, zastanawiam się, czy podjęto chociaż próbę analizy, jakie będą skutki proponowanych cięć w wydatkach na zdrowie, zanim będą kolejne wybory. Obawiam się, że cięcia zrobiono na chybił trafił, jak podczas gry w lotto. O swoją przyszłość nie muszą się martwić jedynie szpitale kliniczne, ale można się zastanawiać, czy przypadkiem ministerstwo nie realizuje w tym wypadku głośno krytykowanego przez siebie scenariusza "wrzucania pieniędzy do dziurawego worka".

Niepokoi przede wszystkim obniżenie nakładów na inwestycje, zmniejszenie środków na modernizację, remonty, wyposażenie. Czy rząd może zapewnić publiczne szpitale, iż od 2012 roku nie będą musiały spełniać unijnych standardów? A jeśli ten termin pozostanie w mocy, czy może wskazać, skąd szpitale mają wziąć środki na nowy sprzęt, skoro resort już teraz je ogranicza? Mówimy w sumie o inwestycjach za miliardy złotych.

Gdyby nie brak długoletniej perspektywy publicznego finansowania świadczeń zdrowotnych (przypominam, że NFZ może podpisać kontrakt na maksimum 3 lata), apelowałabym do inwestorów, aby przyjrzeli się inwestycjom zdrowotnym i zbadali możliwości realizowania projektów w ramach raczkującego w Polsce partnerstwa publiczno-prywatnego. Ale skoro mówimy o krótkim okresie, nic dziwnego, że własne środki inwestują oni w prywatne szpitale i kliniki, które oczywiście realizują zadania opieki zdrowotnej, ale muszą też na tym zarobić. Kryzys z pewnością dotknie także tę część usług zdrowotnych można się spodziewać spadku przychodów z firmowych abonamentów. Jak dużych? Nie wiadomo, wracamy do gry w lotto...

Na pocieszenie publicznych i prywatnych placówek można powiedzieć, że ze wszystkich sektorów opieka zdrowotna powinna ucierpieć najmniej. Tak twierdzi na przykład Adam Kruszewski. W swoim komentarzu pisze, że w długim okresie demografii nie da się oszukać - popyt na usługi zdrowotne rośnie i będzie rósł, nawet kosztem innych sektorów.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Magda Sowińska; magda@pulsmedycyny.pl

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.