Krytyka pochwały

  • Hanna Samson
26-03-2010, 00:00

Wielu rodziców już wie, że lepiej chwalić niż ganić. Nagroda działa skuteczniej niż kara, jest milsza w użyciu, wzmacnia u dziecka poczucie własnej wartości. Ale i tu warto uważać. Pochwały w ustach nieuważnych rodziców bywają równie groźne jak zapałki w rękach dziecka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Kasia, mama Bartka, rozmawia z koleżanką. Nagle uświadamia sobie, że z pokoju jej pięcioletniego synka od kilkunastu minut nie dochodzą żadne dźwięki. Zaniepokojona zagląda tam i widzi, że Bartek w skupieniu buduje wieżę z klocków. Wieża jest już naprawdę wysoka, Bartek delikatnie kładzie następny klocek, wstrzymuje oddech, mama też. Wieża stoi.

— Ho, ho, ale wysoką wieżę zbudowałeś! I to sam! — mówi mama. Bartek patrzy z dumą na swoje dzieło.

— No. Jak Pałac Kultury. Umiem budować wielkie wieże!

Bartek dowiedział się, że mama docenia jego dzieło i samodzielność. A czego dowiedziała się Helenka?

Ula, mama Helenki, zagląda do pokoju córki, gdzie ta bawi się w dom. Ugotowała obiad dla misiów, a teraz je karmi. Ale mama nie patrzy, co robi Helenka, to bez znaczenia. Najważniejsze, że grzecznie się bawi.

— Jak cichutko moja córeczka się bawi i nie przeszkadza mamusi. Jesteś bardzo grzeczna — mówi Ula, bo wie, że grzeczne dziewczynki trzeba chwalić, a będą jeszcze grzeczniejsze.

Jeśli mama często będzie stosować tę taktykę, Ula ma szansę wyrosnąć na kogoś takiego jak Marta.

 

Marta, lat 27, uczestniczka grupy terapeutycznej dla młodych kobiet, które mają problemy w związkach, ma przede wszystkim problem z poczuciem własnej wartości. Nie wie też za bardzo, kim jest, czego chce, jak ma się zachować w różnych sytuacjach.

— W restauracji zawsze wybieram to, co ktoś inny. Na pytanie: czego chcę, wpadam w panikę, bo nie mam pojęcia — opowiada Marta.

Unika podejmowania decyzji, zawsze czeka, aż ktoś przejmie inicjatywę, próbuje zgadnąć oczekiwania innych i dostosować się do nich.

Klucz do problemów Marty tkwi w przeszłości. Sama nie umie go jednak znaleźć. W jej dzieciństwie wszystko było dobrze. Mama często chwaliła ją za to, że jest bardzo grzeczna, nie przeszkadza, nie sprawia kłopotu. Gdy miała jakieś siedem lat, zaczęła sprzątać mieszkanie. I znów się sypały pochwały.

— Moja grzeczna córeczka. Jestem z ciebie bardzo zadowolona — mówiła mama, a Marta była szczęśliwa.

Kiedyś zaraz po szkole poszła z koleżankami do kina i nie sprzątnęła mieszkania. Mama nie powiedziała słowa. Ani tego dnia, ani następnego. Nie odzywała się do niej przez trzy dni, choć Marta sprzątnęła zaraz po powrocie i przepraszała mamę. Potem już zawsze sprzątała. W szkole nie sprawiała kłopotów, z czego mama była bardzo dumna. Bez większych problemów skończyła szkołę i studia. Niby wszystko jest dobrze, ale Marta czuje się w porządku tylko wtedy, gdy inni są z niej zadowoleni. Gdy nie są, traci grunt pod nogami, czuje się gorsza, beznadziejna. Gdy wchodzi w związek, zupełnie się zatraca. Robi wszystko, żeby partner był zadowolony, a on po jakimś czasie ją rzuca.

— Miałam 15 lat, gdy mój chłopak chciał, żebym z nim poszła do łóżka — wspomina Marta. — Wcale tego nie chciałam, strasznie się bałam, że mama się dowie, ale jeszcze bardziej się bałam, że on mnie rzuci, więc się zgodziłam.

Marta w ogóle chętnie się zgadza. Gdy była z chłopakiem, który palił trawę, też paliła. Kolejny chłopak szedł na socjologię, więc też poszła. I tak dalej i dalej. Jej opowieść brzmi nawet zabawnie, ona sama się z siebie śmieje. No bo jak tak nie wiedzieć, kim się jest, czego się chce, robić wszystko, czego chcą inni?

 

Marta to przykład ekstremalny, ale faktem jest, że wiele kobiet w naszej kulturze ma podobny problem. Nie bardzo wiedzą, kim są, czują się nic niewarte. To przykre uczucie znika tylko wtedy, gdy ktoś jest z nich zadowolony. Motywów własnych działań nie szukają w sobie, lecz w oczekiwaniach innych.

Co do tego mają pochwały? Jasne, że nie wyjaśniają wszystkiego, ale kiepsko stosowane mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Warto, żeby pochwała dotyczyła konkretów. A po to trzeba spojrzeć, co i jak dziecko robi, co mu się udaje, wzmocnić jego własne dążenia i wysiłki. Gdy dziecko słyszy tylko, że jest cudowne, bo jest takie grzeczne, to się uczy, że wcale nie jest ważne, co robi, lecz najważniejsze jest, żeby spełniać oczekiwania rodziców.

Z pochwałami trzeba uważać właśnie dlatego, że działają skutecznie. Mądrze stosowane, podbudowują u dziecka poczucie własnej wartości. Stosowane nieuważnie, głównie dla naszej wygody, mogą sprawić, że nasze grzeczne dziecko żyje tylko po to, żebyśmy byli z niego zadowoleni. A czy naprawdę o to nam chodzi? l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Krytyka pochwały
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.