Szpiczak - kryterium jakości życia powinno mieć wpływ na dobór schematu leczenia

Waldemar Nowak
opublikowano: 24-04-2018, 18:03
aktualizacja: 24-04-2018, 18:06

Szpiczak plazmocytowy to nowotwór krwi, który jest na trzecim miejscu pod względem częstości rozpoznawania w grupie chorych powyżej 75. roku życia w Polsce. Chorują jednak i ludzie młodzi. Rocznie zapada na niego 1500-1900 osób.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Powoli szpiczak staje się chorobą przewlekłą — przeżycie chorych wydłużyło się z dwóch-trzech lat do nawet dziesięciu. „To wynik rewolucji, jaka dokonała się w terapii tej choroby od roku 2000, kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze nowoczesne leki” — stwierdził dr n. med. Dominik Dytfeld, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego, podczas spotkania „Wyzwania terapeutyczne w leczeniu szpiczaka plazmocytowego w Polsce” 13 kwietnia w Warszawie. Jednak w naszym kraju pacjenci ze szpiczakiem żyją średnio o trzy lata krócej niż w innych krajach europejskich.

Dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny
Wyświetl galerię [1/7]

Dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny Fot.

„Aby chorzy na szpiczaka żyli dłużej, potrzebne jest wczesne rozpoznanie choroby, skuteczne jej leczenie oraz utrzymanie jakości życia pacjenta” — zauważył prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Zakładu Hematoonkologii Doświadczalnej UM w Lublinie. Tymczasem postawienie diagnozy często następuje dopiero w trybie ratunkowym, gdy zaledwie co drugi chory ma szansę na przeżycie roku z tą chorobą.

Dzieje się tak m.in. ze względu na niespecyficzne objawy choroby oraz brak pełnego dostępu lekarza rodzinnego do narzędzi diagnostycznych. Bóle kostne, złamania patologiczne, zmęczenie, infekcje mogą przecież świadczyć o wielu różnych schorzeniach, zwłaszcza w grupie osób starszych. Kluczowe dla podejrzenia szpiczaka plazmocytowego jest rozpoznanie u chorego białka monoklonalnego. Jednak lekarz rodzinny nie może skierować pacjenta na immunofiksację, która to białko wykazuje.

W ramach Polskiej Grupy Szpiczakowej i Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego został sporządzony kalkulator diagnostyczny, który pokazuje lekarzowi pierwszego kontaktu, jakie elementy wywiadu oraz wyniki badań biochemicznych i morfologicznych powinny go skłonić do pogłębienia diagnostyki i skierowania pacjenta do specjalisty. Jak przypomniał jednak prof. Giannopoulos, rola lekarza nie kończy się na sformułowaniu podejrzenia szpiczaka. Do niego należy również współpraca z hematologiem, leczenie wspomagające, profilaktyka (np. przeciwzakrzepowa) i leczenie powikłań, które wynikają z występujących przy szpiczaku zaburzeń odporności.

Polskie standardy leczenia chorych na szpiczaka plazmocytowego również odbiegają od amerykańskich i europejskich, szczególnie jeśli chodzi o chorych z nawrotami choroby, a także w przypadku leczenia podtrzymującego po przeszczepieniu komórek krwiotwórczych. Mówili o tym podczas spotkania dr Dominik Dytfeld i prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii. „Problem pojawia się zwłaszcza przy nawrocie choroby, ponieważ te leki, które są dostępne, wykorzystaliśmy już wcześniej i pacjenci okazali się na nie oporni” — podkreślił prof. Jędrzejczak.

„Od trzeciej, czwartej linii leczenia dostępność do nowoczesnych terapii się kończy. A krzywe przeżycia ciągle nie są na poziomie, który by nas i pacjentów zadowalał. Tymczasem rozwój nauki trwa i przyspiesza, badanych jest coraz więcej cząsteczek” — dodał dr Dytfeld.

Nie jest u nas możliwe zastosowanie schematów terapii obejmujących nowe leki, z których sześć jest już zarejestrowanych w Europie, ale w Polsce nierefundowanych. Trzy z nich — pomalidomid, karfilzomib i daratumumab — znajdują się obecnie w procesie refundacyjnym, który jednak, zdaniem pacjentów, zbyt długo się przeciąga. „Bardzo bym chciała, żeby choć jeden z nowych, dostępnych na świecie leków, był stosowany również w Polsce, żebym mogła z niego skorzystać i dzięki temu wrócić do pracy” — przyznała pacjentka Anna Leoniuk.

Każdy z tych leków jest przeznaczonych dla różnych grup pacjentów, które tylko w niewielkim zakresie pokrywają się ze sobą. Nie ma badań porównawczych pomiędzy poszczególnymi lekami w terapii szpiczaka. Zresztą, jak zauważył dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny: „Porównywanie produktów leczniczych jest procesem skomplikowanym i nie zawsze możliwym. Podobnie jak porównywanie badań klinicznych musi spełniać określone warunki”.

„Te leki dostępne są na świecie już od kilku lat — stwierdził z kolei Jacek Gugulski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową. — Trudno więc uważać je wciąż za nowe”.

Kolejny ważny element to jakość życia pacjenta, którą pogarsza nie tylko sama choroba i jej powikłania (częste infekcje czy niedokrwistość), ale też działania niepożądane terapii. Chorzy zgłaszają najczęściej ból, zmęczenie, duszności, ale mówią też o braku możliwości kontynuowania dotychczasowych zajęć oraz o lęku o przyszłość. A przecież, jak zauważyła pacjentka Beata Białkowska, pragną pracować i pełnić swoje dotychczasowe role.

„Na jakość życia rzutują również częste wizyty w szpitalu w celu przyjmowania leków drogą iniekcji — podkreśliła prof. dr hab. n. med. Iwona Hus z Katedry i Kliniki Hematoonkologii i Transplantacji Szpiku UM w Lublinie. — Poprawia ją natomiast przyjmowanie leku doustnie, w domu. Kryterium jakości życia powinno mieć wpływ na wybór schematu leczenia”.

„Dla wielu chorych częste dojazdy do szpitala są niemożliwe, choćby ze względu na podeszły wiek. Ponadto trzeba pamiętać, że hospitalizacja zwiększa koszty leczenia — przypomniał dr n. med. Grzegorz Charliński, kierownik Oddziału Hematologii w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim w Toruniu, który omawiał podczas spotkania standardy ESMO i NCCN, dotyczące leczenia szpiczaka.

Jak zauważyła Wiesława Adamiec, prezes Fundacji Carita — Żyć ze Szpiczakiem, mimo wielu deklaracji ze strony decydentów, pacjent ciągle jest uprzedmiotowiony i nie stanowi centralnego punktu systemu ochrony zdrowia. „Terapia szpiczaka to wirtuozeria, bo tak można nazwać poszukiwanie skutecznych kombinacji lekowych. Dlatego politycy nie powinni uczyć profesorów, jak leczyć tę chorobę” — dodał Jacek Gugulski.

„Im więcej będziemy mieli narzędzi do walki ze szpiczakiem, im większą możliwość wyboru schematów terapii, tym skuteczniej będziemy leczyli pacjentów, którzy będą żyli lepiej i dłużej. Postęp jest przeogromny i jeśli poradzimy sobie z finansowaniem technologii medycznych, to będzie nadzieja na dalsze zmiany w życiu pacjentów ze szpiczakiem. Nie będziemy mogli wprawdzie mówić o wyleczeniu, ale o przewlekłości choroby u coraz większej grupy pacjentów” — te słowa dr. Dytfelda można uznać za podsumowanie dyskusji.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Waldemar Nowak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.