Krajowa Sieć Onkologiczna ciągle w budowie

Rozmawiała Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 23-01-2019, 10:00

O programie pilotażowym, w trakcie którego mają zostać przetestowane założenia Krajowej Sieci Onkologicznej oraz o prezydenckim projekcie ustawy o Narodowej Strategii Onkologicznej rozmawiamy z wiceministrem zdrowia Sławomirem Gadomskim.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W połowie grudnia 2018 roku minister Łukasz Szumowski podpisał „Rozporządzenie w sprawie programu pilotażowego opieki nad świadczeniobiorcą w ramach sieci onkologicznej”. Kiedy ten pilotaż ruszy? Przypomnę, że jego start był już kilkakrotnie przesuwany.

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski
Zobacz więcej

Wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski Fot. Ministerstwo Zdrowia

Rozporządzenie w sprawie pilotażu weszło już w życie. Trzeba jednak pamiętać, że nakłada ono pewne obowiązki na Narodowy Fundusz Zdrowia, który ma ponieść jego koszty finansowe. A to wymaga wydania odpowiednich zarządzeń prezesa NFZ, na które czekamy. Oczywiście współpracowaliśmy z funduszem przy opracowaniu projektu rozporządzenia, jednak treść tego dokumentu podlegała wielu istotnym zmianom, ponieważ nie chcieliśmy pozostać głusi na pewne postulaty, które pojawiły się w ramach konsultacji publicznych. Dodam, że uwzględniliśmy 80 proc. zgłoszonych uwag.

Jakie zmiany zostały w nim uwzględnione? Pojawiło się wiele głosów, że były to tylko zmiany kosmetyczne.

Umożliwienie skorzystania z pilotażu pacjentom, którzy nie posiadają karty DiLO nie jest zmianą kosmetyczną. Wcześniej zakładaliśmy objęcie pilotażem wyłącznie pacjentów z taką kartą. Szereg wprowadzonych zmian dotyczył mierników jakości, które zbudowaliśmy praktycznie od nowa, bo na etapie konsultacji pojawiły się uwagi, że ich katalog jest zbyt wąski i nie odzwierciedli rzeczywistych efektów pilotażu. Ostatecznie na liście jest ponad 30 mierników, w tym m.in.: odsetek zgonów w okresie roku od rozpoznania nowotworu złośliwego, w podziale na stopnie zaawansowania nowotworu, odsetek świadczeniobiorców wymagających hospitalizacji z powodu powikłań po leczeniu chirurgicznym czy radioterapii onkologicznej. Wśród mierników jakości znalazły się także: odsetek powtórzonych zabiegów w rozpoznaniach innych niż nowotwór piersi czy odsetek świadczeniobiorców z podejrzeniem nowotworu płuca, skonsultowanych przez pulmonologa w terminie do 14 dni roboczych od dnia zarejestrowania skierowania u świadczeniodawcy. Spodziewamy się, że ostateczny katalog mierników jakości zostanie dopracowany w trakcie pilotażu. Mam nadzieję, że te rozwiązania zapewnią dostęp do informacji o wynikach leczenia, o ośrodkach diagnostycznych i leczniczych w pobliżu zamieszkania pacjenta. Dzięki temu pacjent będzie mógł podejmować świadomą decyzję, gdzie chce się leczyć.

Uwagi, których nie uwzględniliśmy w rozporządzeniu, w dużej mierze dotyczyły Krajowej Sieci Onkologicznej, czyli wyprzedzały to, nad czym de facto pracujemy. Wbrew pojawiającym się zarzutom dotyczącym rzekomej marginalizacji ośrodków akademickich, chcę zapewnić wszystkich, że na etapie pilotażu nie zajmujemy się kwestią roli tych ośrodków w Krajowej Sieci Onkologicznej. W dwóch województwach (dolnośląskim i świętokrzyskim — przyp. red.), w których pilotaż ma być realizowany w pierwszej kolejności, rola ośrodków wybranych jako koordynujące jest bezdyskusyjna. Ich przewaga nad innymi ośrodkami była naprawdę ogromna. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w przypadku innych województw zdecydowanie trudniej będzie określić, które ośrodki mają pełnić funkcję wojewódzkich ośrodków koordynujących.

Wiadomo już, które województwa będą realizować program pilotażowy w drugim etapie?

Na razie jeszcze nie. Realizacja rozporządzenia ministra zdrowia wymaga teraz doprecyzowania pewnych kwestii przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Chodzi między innymi o zdefiniowanie świadczeń i zasad ich rozliczania oraz dostosowanie systemów informatycznych. Niedawno spotkałem się z przedstawicielami NFZ i wspólnie omawialiśmy kwestie realizacji pilotażu oraz wstępnie wytypowaliśmy województwa, które mogłyby zostać do niego włączone w drugim etapie. Są to województwa rekomendowane przez fundusz.

A jakie województwa NFZ rekomenduje?

Poprosiłem NFZ o analizy sytuacji w trzech województwach: podlaskim, pomorskim i lubuskim. Być może dołączy do nich jeszcze województwo kujawsko-pomorskie. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zapoznam się z wynikami tych analiz i będziemy mogli na ich postawie podjąć decyzję, bo chcemy ruszyć z kolejną fazą pilotażu.

Czy to znaczy, że w drugim etapie wezmą udział cztery województwa? Wcześniej była mowa tylko o dwóch.

I nic się w tej kwestii nie zmieniło. Chcemy wybrać dwa województwa.

I podobnie jak w przypadku Dolnego Śląska i Świętokrzyskiego, mają to być dwa różniące się od siebie województwa?

Zdecydowanie tak. Chcielibyśmy, żeby znów jedno województwo było „łatwiejsze”, a drugie „trudniejsze” z punktu widzenia złożoności sieci, struktury udzielanych świadczeń itd. Chcemy oprzeć swój wybór na podobnych zasadach jak w pierwszym etapie pilotażu.

To kiedy ten pilotaż wreszcie ruszy?

Jak tylko prezes NFZ wyda stosowne zarządzenie i podpisze aneksy do umów ze wszystkimi ośrodkami, które mają go realizować. Zakładam, że pierwszy pacjent pojawi się w sieci jeszcze w styczniu. Wojewódzkie ośrodki koordynujące (Dolnośląskie Centrum Onkologii we Wrocławiu i Świętokrzyskie Centrum Onkologii w Kielcach — przyp. red.) zapewniają, że są gotowe do startu. Gotowe są również infolinie dla pacjentów, ustandaryzowano też skrypty rozmów, które będą z nimi prowadzone. Ośrodki niższego szczebla nie mają powodu do obaw, że infolinia działająca w wojewódzkim ośrodku koordynującym umożliwi mu przechwycenie każdego pacjenta, który na nią zadzwoni.

Skąd takie obawy? Przecież wojewódzkie ośrodki koordynujące nie są w stanie zapewnić chorym na nowotwory wszystkich świadczeń. W niektórych w ogóle się nie specjalizują.

Takie obawy pojawiły się w ramach konsultacji publicznych. Według mnie, były one nieuzasadnione, bo zgadzam się, że nie ma takiego ośrodka, który specjalizowałby się we wszystkich procedurach onkologicznych. I nie ma takiej potrzeby, żeby miał to robić. Mimo pewnych oporów ze strony dyrektorów tych czy innych jednostek bądź centrów wysokospecjalistycznych, moją intencją jest jednak podążanie ścieżką nakreśloną przez dziewięcioosobowy zespół ekspertów powołany w marcu ubiegłego roku przez ministra zdrowia. Zgodnie z opracowaną przez ten zespół koncepcją, ośrodki wysokospecjalistyczne mają zapewniać świadczenia wysokospecjalistyczne, zajmować się chirurgią onkologiczną i robić to na najwyższym poziomie, natomiast pewne świadczenia trzeba przekierować do ośrodków o niższym poziomie referencyjności.

Pilotaż będzie służył między innymi temu, żeby sprawdzić, jak ta alokacja świadczeń i przekierowywanie pacjenta faktycznie wygląda. Zarówno ministerstwo, jak i Narodowy Fundusz Zdrowia mają nad tym nadzór. I nie chcemy z tego zrezygnować. Jeśli trzeba będzie, będziemy rozmawiać z wojewódzkimi ośrodkami koordynującymi i przypominać im, jaką rolę mają pełnić. Skoro jasno sobie nakreśliliśmy, że idziemy w kierunku centralizacji chirurgii onkologicznej, natomiast decentralizacji chemioterapii, a w przyszłości również radioterapii, to tego się będziemy trzymać. Mogę zapewnić, że wojewódzkie ośrodki koordynujące nie przejmą wszystkich pacjentów, bo nie mają takiej możliwości.

A gdyby mimo wszystko próbowały?

Nie można zakładać złej woli — mamy stosowne narzędzia, aby tak się nie stało. Wielokrotnie podkreślałem na różnych konferencjach, że system wyceny świadczeń powinien być na tyle elastyczny, by uwzględniał referencyjność. I zakładam, że skoro dzisiaj Narodowy Fundusz Zdrowia stosuje już pewne korekty in plus (na przykład za to, że ośrodki mają duże doświadczenie w chirurgii onkologicznej kiedyś stosował wskaźnik 1,1, a teraz 1,25), to zakładam, że równie dobrze może te wskaźniki obniżyć. Jesteśmy w stanie określić pewną grupę procedur i wycenić je wyżej w ośrodkach o niższych poziomach referencyjności niż w ośrodkach wysokospecjalistycznych.

Płynnie przeszedł pan do kwestii finansowych, o które również chcę zapytać. Ile ma kosztować pilotaż sieci onkologicznej i kiedy zostaną uruchomione te środki?

Łączne koszty półtorarocznego pilotażu realizowanego w dwóch województwach określiliśmy na około 48 mln zł. To kwota maksymalna, oszacowana z ogromną rezerwą. Osobiście jestem przekonany, że nie zbliżymy się do niej. Co ważne, nie jest to kwota uruchamiana już w tej chwili, niejako automatycznie, lecz z pojawieniem się każdego kolejnego pacjenta w sieci.

Zgodnie z zasadą, że pieniądze idą za pacjentem?

Tak, bo mamy w tym wypadku do czynienia ze wskaźnikiem korygującym za określone świadczenia. Żeby uprzedzić pani pytanie, doprecyzuję, że jest to wskaźnik korygujący, który otrzymują wszystkie ośrodki włączone do sieci, nie tylko wojewódzkie ośrodki koordynujące.

Proszę przypomnieć, jak kształtują się te wskaźniki dla poszczególnych ośrodków.
Ośrodki o najniższym, I poziomie referencyjności, mają wskaźnik 1,05, czyli wycenę świadczeń wyższą o 5 proc. Na poziomie II, czyli ośrodków leczących pacjentów kompleksowo, co najmniej dwiema metodami (chirurgia onkologiczna i chemioterapia), mających odpowiedni potencjał i doświadczenie, wskaźnik wynosi 1,175. W przypadku wojewódzkich ośrodków koordynujących zdecydowaliśmy się na zróżnicowanie wskaźnika, ustalając go na poziomie 1,3 dla województwa świętokrzyskiego i 1,35 dla województwa dolnośląskiego.

Skąd wzięła się ta różnica?

Ona wynika ze zróżnicowania struktury sieci onkologicznej. Na Dolnym Śląsku jest zdecydowanie więcej ośrodków I i II poziomu niż w województwie świętokrzyskim. Uznaliśmy, że w tym pierwszym koordynowanie, monitorowanie i raportowanie będzie na pewno bardziej czaso- i kosztochłonne. Przyjęte przez nas wskaźniki są odzwierciedleniem pracochłonności i nowych obowiązków. Patrząc na listę zadań wojewódzkiego ośrodka koordynacyjnego, łatwo zauważyć, że musi on m.in. zapewnić działanie infolinii i koordynatorów opieki, współpracujących nie tylko z pacjentami, ale również ośrodkami na niższych szczeblach. Musi przeprowadzić badanie satysfakcji pacjenta przed przystąpieniem do programu pilotażowego i po wyjściu z niego.

Wojewódzki ośrodek musi także zapewnić ludzi, którzy będą zbierać wszystkie informacje i dane podlegające ocenie w ramach pilotażu. A to wszystko sporo kosztuje.
Nie jesteśmy dzisiaj gotowi na budżetowe finansowanie pilotażu, mamy zbyt małą wiedzę na temat jego faktycznych kosztów. Ośrodki wojewódzkie zostały jednak zobligowane do ich systematycznego monitorowania. Jeśli po trzech czy sześciu miesiącach zobaczymy, że te koszty w którąś stronę się przechylają, to będziemy wskaźniki korygować, modyfikować, urealniać. Być może na podstawie tych wszystkich doświadczeń docelowo uda nam się przejść na budżetowy system finansowania sieci.

Z jakiego źródła będą pochodzić pieniądze na pilotaż?

Te 48 mln zł to środki zarezerwowane w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia na lata 2019-2020 przeznaczonym na sfinansowanie świadczeń, głównie z zakresu lecznictwa stacjonarnego i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Wróćmy jeszcze na chwilę do infolinii, które zostaną uruchomione w ramach pilotażu w wojewódzkich ośrodkach koordynujących. Załóżmy, że jestem pacjentką, która na taką infolinię dzwoni i informuje, że ma podejrzenie raka. Czego mogę się oczekiwać od osoby, która odbierze mój telefon?

W największym uproszczeniu wygląda to tak: ośrodek koordynujący, dysponując wiedzą o wszystkich podmiotach włączonych do sieci i czasie oczekiwania pacjentów, będzie mógł w uzgodnieniu z panią zapisać do któregoś z nich. I wcale nie musi to być placówka najbliżej miejsca pani zamieszkania. Może się przecież okazać, że kilkadziesiąt kilometrów dalej, w innym ośrodku, jest mniejsza kolejka. Po zakończeniu diagnostyki w ośrodku o niższej referencyjności ma się odbyć konsylium lekarskie z udziałem ekspertów z wojewódzkiego ośrodka koordynującego. Może to być telekonsylium, ale musi się realnie odbyć, bo dzisiaj różnie to wygląda. Podczas konsylium ustalany jest plan dalszego postępowania, w tym metoda i miejsce leczenia. To nie pani ma sobie znaleźć ośrodek, który zajmie się panią po operacji chirurgicznej. Od tego są koordynatorzy zatrudnieni w każdym ośrodku włączonym do sieci.

Załóżmy, że pierwsza faza programu pilotażowego rozpocznie się rzeczywiście w jeszcze w styczniu. Kiedy dołączą do niego dwa kolejne województwa?

Zakładam, że jeśli zapadnie decyzja, które to będą województwa, to realny jest drugi kwartał tego roku.

Czy oprócz nich dołączą jeszcze jakieś inne województwa?

Nie sądzę. Na pewno pilotaż odbędzie się w czterech województwach, ale nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy we wszystkich zakończy się w tym samym czasie. Tak naprawdę będziemy mieli już pewne doświadczenia z dwóch pierwszych województw, one przetrą szlaki dwóm kolejnym. Ten pilotaż ma przede wszystkim ocenić możliwości organizacji sieci, a także koordynację i współpracę między ośrodkami. Równie dobrze mogliśmy wprowadzić sieć onkologiczną bez pilotażu, tak jak wdrożony został pakiet onkologiczny czy sieć szpitali. Uznaliśmy jednak, że warto poświęcić półtora roku na naukę i zebranie doświadczeń, żeby nie wprowadzać chaosu.

No właśnie, a czy chaosu nie wprowadza prezydencki projekt ustawy o Narodowej Strategii Onkologicznej? Przecież określenie tej strategii miało być zadaniem Narodowej Rady Onkologii. Mam nadzieję, że ten dokument został chociaż skonsultowany z Ministerstwem Zdrowia?

Od samego początku był z nami konsultowany i wypracowaliśmy go wspólnie. Mogę zapewnić, że nie wprowadza żadnego chaosu. Dzięki przyjętym rozwiązaniom do końca września tego roku ten dokument ma zostać przedstawiony Radzie Ministrów. Co ważne, ustawa pozwoli nam pokazać kierunek rozwoju onkologii na następne 10 lat. Opierając się na celach strategii, będziemy mogli systematycznie i w sposób uporządkowany „odhaczać” rzeczy, które już zostały zrobione.

Strategia nie idzie w poprzek z prowadzonymi przez nas innymi pracami. Będzie dokumentem określającym działania, które powinny być podjęte, aby obniżyć wskaźnik umieralności z powodu chorób nowotworowych, a jednocześnie umożliwić efektywne wydatkowanie środków publicznych na opiekę onkologiczną. To kolejna cegiełka dokładana do dużej reformy onkologii.

Czy w tym „cancer planie” zostaną uwzględnione jakieś elementy strategii opracowanej w 2014 roku przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne z inicjatywy jego ówczesnego szefa prof. Jacka Jassema?

Zakładam, że tak. Tamten dokument był kompleksowy, przygotowany przez szerokie gremium ekspertów i został bardzo dobrze oceniony. Będziemy korzystać z tego materiału. Myślę jednak, że strategia, którą wypracuje zespół powołany przez ministra zdrowia, będzie bardziej syntetyczna od tamtego dokumentu, w szczególności w mniejszym stopniu będzie skupiać się na organizacji opieki onkologicznej — w tym zakresie rozwiązania związane z Krajową Siecią Onkologiczną są już wypracowywane i testowane w ramach pilotażu. Strategia ma być drogowskazem i podsumowaniem najważniejszych celów do osiągnięcia. Nie spodziewam się, by był to dokument zawierający 500 stron, opisujący otoczenie i diagnozę, bo ją już znamy. To musi być mapa drogowa zawierająca pewne zakładane zmiany, spójna z tym, co już się wydarzyło w onkologii i, co najważniejsze, możliwa do realizacji.

Zgadzam się, że strategia musi odzwierciedlać pewien wzrost nakładów na opiekę onkologiczną, ale też realną listę zadań, na których sfinansowanie będziemy mogli sobie pozwolić. Musimy się przygotować na to, że w pierwszych dwóch latach nie spełni ona wszystkich oczekiwań. Niezbędne zmiany nie zostaną wdrożone tu i teraz, choć wiele osób by tego chciało. Strategia pokaże nam kierunek potrzebnych zmian na wiele lat — podobnie jak strategie opracowane we Francji czy w Australii. Dodam, że wkrótce będziemy gościć jednego z twórców strategii australijskiej, która doczekała się już czwartej edycji. Australijczycy mają bardzo bogate doświadczenia i nie widzę powodu, żeby z nich nie skorzystać.

O kim mowa

Sławomir Gadomski jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Zdrowia, odpowiedzialnym m.in. za koordynację i nadzór nad Departamentem Budżetu, Finansów i Inwestycji, Departamentem Polityki Zdrowotnej i Wieloosobowym Stanowiskiem Pracy ds. Audytu Wewnętrznego w MZ. Posiada wykształcenie wyższe z zakresu finansów i bankowości oraz matematyki finansowej, jest na końcowym etapie zdobywania uprawnień biegłego rewidenta. Przed przyjściem do resortu zdrowia przez dwa lata był zastępcą dyrektora ds. zarządzania i finansów w Centrum Onkologii — Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Żonaty, ma dwójkę dzieci. Pasjonują go sporty wytrzymałościowe, zwłaszcza kolarstwo i triathlon.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.