Konstanty Radziwiłł: Praktycznie nie ma osób, które same zgłaszają się do pracy przy zwalczaniu epidemii

PAP
opublikowano: 14-10-2020, 09:11

Praktycznie nie ma osób, które same zgłaszają się do pracy przy zwalczaniu epidemii - mówił o sytuacji na Mazowszu wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł, były minister zdrowia. Podkreślił, że sytuacja wygląda też "bardzo źle", jeśli chodzi o stawiennictwo osób odgórnie skierowanych do pracy z pacjentami z COVID-19.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

O walkę z epidemią oraz sytuację w służbie zdrowia wojewoda mazowiecki pytany był w środę 14 października w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Radziwiłł przyznał, że problemy dotyczą m.in. placówek, w których dochodzi do przekształcenia danego oddziału w oddział dedykowany pacjentom z koronawirusem.

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł
Zobacz więcej

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie

"Zaczyna być jakiś problem z personelem, absencja chorobowa się zwiększa albo nawet mamy do czynienia z wypowiedzeniami. To jest po prostu fakt, nie ma co się oszukiwać. Z jednej strony możemy rozumieć lęki, obawy, z drugiej strony też trzeba powiedzieć, że państwo to nie tylko decydenci, ale także ci, którzy bezpośrednio muszą wykonywać te zadania, które wynikają z ich kompetencji zawodowych" - mówił.

Radziwiłł: Do pracy z pacjentami z COVID-19 najlepiej kierować tylko chętnych, problem w tym, że takich osób praktycznie nie ma

W rozmowie przytoczono dane, zgodnie z którymi na Opolszczyźnie z 71 osób, które zostały w ubiegłą niedzielę skierowane do leczenia chorych z COVID-19, pracę podjęły trzy osoby. Na pytanie, jak jest na Mazowszu, Radziwiłł odpowiedział, że "niestety jest bardzo podobnie". "To są doświadczenia nie tylko z ostatnich dni - akurat w tych dniach ostatnich nie kierowałem nikogo - ale (...) jest bardzo źle" - przyznał.

Dopytywany, czy problem może brać się np. z kwestii wynagrodzenia, Radziwiłł odparł, że płace osób kierowanych w miejsca kryzysowe są "naprawdę bardzo wysokie". "Nikt z całą pewnością nie może czuć się w jakikolwiek sposób stratny, wręcz odwrotnie, co do zasady płacimy 50 proc. więcej niż normalnie na takim stanowisku" - powiedział.

"Jest mi bardzo niezręcznie o tym mówić, zwłaszcza, że sam jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że mamy do czynienia z taką przewagą lęku" - ocenił. Podkreślił, że sam wielokrotnie zwracał się do organizacji lekarskich i pielęgniarskich, by zachęcano do pracy z pacjentami z COVID-19, oraz by nie kierowano do niej "na oślep", a jedynie tych, którzy sami się zgłoszą. Dodał jednak, że takich osób "praktycznie nie ma". "W ciągu całego okresu na ponad 30 tys. lekarzy miałem bodajże trzy albo cztery takie zgłoszenia" - powiedział.

"Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli dochodzi do takiej decyzji o skierowaniu, to znaczy, że sytuacja jest naprawdę dramatyczna" - podkreślił Radziwiłł. Jak dodał, często zdarza się, że w danym szpitalu lub Domu Pomocy Społecznej nie ma nikogo, kto mógłby sprawować opiekę. "To po prostu oznacza, że jeżeli nie stawią się osoby skierowane do takiego miejsca, to nie będzie nikogo, kto poda jeść, pić, zmieni pampersa" - powiedział.

Radziwiłł poinformował też, że zaprosił do rozmów na ten temat przedstawicieli okręgowych izb lekarskich i pielęgniarskich z terenu Mazowsza. "Mam nadzieję, że dojedziemy do jakichś ustaleń. Bardzo liczę na to, że będę mógł kierować w takie miejsca trudne tych, którzy faktycznie podjęli taką decyzję samodzielnie" - powiedział wojewoda mazowiecki.

Źródła PAP: izby lekarskie niechętnie kierują personel medyczny do walki z epidemią

PAP w depeszy z 14 października poinformowała, że - jak ustaliła w źródłach w urzędach wojewódzkich - w niektórych województwach izby lekarskie nie skierowały  żadnej osoby do pracy w związku z koronawirusem. 

W województwie śląskim izba lekarska przekazała wojewodzie informację o zaledwie trzech zgłoszeniach lekarzy. Okazało się, że jeden nie miał uprawnień lekarskich, drugi utracił uprawnienia wskutek decyzji izby dyscyplinarnej, a trzeci nie posiadał nostryfikacji dyplomu lekarza medycyny na terenie Polski.

Według informacji, do których dotarła PAP, dopiero po wnikliwej analizie danych wojewoda śląski wydał 132 decyzje, z czego do pracy stawiło się 61 osób - głównie pielęgniarki. "Najczęstszym powodem odmowy przyjęcia decyzji było przedstawienie zwolnienia lekarskiego lub oświadczenie o wychowywaniu małoletniego" - tłumaczy źródło PAP.

Z kolei w województwie mazowieckim izba lekarska rozpropagowała apel wojewody za pośrednictwem strony internetowej. "Jednak izba nie podjęła aktywnych działań w przedmiotowym zakresie i do pracy nie skierowano żadnej osoby za jej pośrednictwem" - zaznacza źródło PAP.

Wojewoda mazowiecki wydał w tej sprawie 235 decyzji, z czego do pracy skutecznie skierowano 58 osób, w tym pracę podjęło 18 lekarzy. "Lekarze w większości przypadków korzystali ze zwolnień lekarskich. Weryfikacja ich zasadności ze strony ZUS jest niezmiernie czaso- i pracochłonna" - dodaje źródło PAP.

Natomiast w województwie opolskim oraz wielkopolskim izby lekarskie nie skierowały żadnego pracownika personelu medycznego do pracy w związku z COVID-19.

Jak wynika z ustaleń PAP, w województwie opolskim wojewoda od marca 2020 r. wydał 179 decyzji, z czego do pracy skutecznie skierowano 13 osób, w tym 10 lekarzy. Decyzje te miały dotyczyć 160 lekarzy, 8 pielęgniarek i 1 diagnosty laboratoryjnego. Jednak lekarze odmawiali podjęcia pracy lub korzystali ze zwolnień lekarskich.

Z kolei w województwie wielkopolskim wojewoda wydał 47 decyzji, z czego do pracy skutecznie skierowano 5 osób - wyłącznie pielęgniarki.

"Pozostali wojewodowie zgłaszali analogiczne trudności w zakresie skutecznego pozyskiwania personelu medycznego do pracy w związku z COVID-19. Z uwagi na przedstawione powyżej problemy, w tym brak oczekiwanego zaangażowania ze strony izb medycznych, wojewodowie odstąpili od wydawania dalszych poleceń skierowanych do personelu medycznego" - wskazuje źródło PAP.

PAP ustaliła także, że wojewodowie w wielu miejscach występowali do izb lekarskich o udostępnienie list osób, które zgodnie z ustawą mogłyby być delegowane do pracy. Nie otrzymywali jednak odpowiedzi ze względu na powołanie się izb na przepisy RODO.

ZOBACZ TAKŻE: Wicepremier Jacek Sasin: "Występuje problem braku woli części środowiska lekarskiego. Prezes NRL żąda przeprosin

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.