Konsekwencje wielkiego przeliczania w kardiologii

  • Alina Treptow
08-06-2016, 00:00

W kwestii wycen świadczeń kardiologicznych każda ze stron — zwolennicy i przeciwnicy cięć — przytacza korzystne dla siebie statystyki. Na szali jest 1 miliard złotych.

 Po opublikowaniu przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) proponowanych nowych stawek za leczenie ostrych zespołów wieńcowych dziesięciu profesorów kardiochirurgii, ortoperii oraz radiologii skierowało list otwarty do ministra Konstantego Radziwiłła oraz prezesa AOTMiT Wojciecha Matusewicza. Profesorowie apelują o wstrzymanie się z obniżaniem wycen, ponieważ zaszkodzi to nie tylko lekarzom, ale przede wszystkim pacjentom.

Zobacz więcej

Pixabay/CC0 Public Domain

„(Obniżki) spowodują, że to bodźce ekonomiczne, a nie dobro pacjenta i aktualny stan wiedzy medycznej będą miały decydujące znaczenie w doborze metody leczenia. Stosowane będą przestarzałe metody leczenia, których wycena pozostała na niezmienionym poziomie lub została obniżona nieznacznie, kosztem metod nowoczesnych i efektywnych, których cenę zmniejszono nawet o 60 proc. (…) Szczególnie bulwersuje zastosowanie przez autorów projektu tzw. metody popytowo-podażowej, co jest całkowicie nieadekwatne do wyceny wysokospecjalistycznych procedur ratujących zdrowie i życie” — czytamy w liście profesorów.

Cofnięci o kilkadziesiąt lat

Prof. Andrzej Bochenek, kardiochirurg, jeden z lekarzy, który podpisał się pod listem, alarmuje, że proponowane obniżki spowodują, iż polska kardiologia zrobi kilka kroków do tyłu.

„Dzięki zabiegom profesora Zbigniewa Religi udało się nam stworzyć system interwencyjnego leczenia kardiologicznego, którego zazdrości nam cała Europa i dzięki któremu mogę powiedzieć, że jeśli miałbym mieć chore serce, chciałbym być leczony właśnie w Polsce. Tymczasem propozycje obniżek cofną nas o kilkadziesiąt lat do tyłu, czyli do czasów, które, miałem nadzieję, mamy już za sobą” — podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

Regulacja w dziedzinach 
przeszacowanych

Proponowane obniżki wynoszą średnio 30 proc., choć są też procedury, w których cięcia były znacznie ostrzejsze, np. wycena angioplastyki wieńcowej z implantem jednego stentu spadła z 12,7 tys. zł do 4,69 tys. zł.

Według wstępnych szacunków, wprowadzenie nowych wycen spowodowałoby, że na leczenie zawałów w Polsce NFZ wydawałby nie trzy, ale dwa mld zł. Konstanty Radziwiłł postanowił odegrać rolę Janosika i zabrać bogatym, a dać biednym — fundusze z kardiologii mają zostać przesunięte na kulejącą dziś rehabilitację kardiologiczną, a także do specjalizacji, które obecnie są niedofinansowane. Resort wymienia tutaj psychiatrię, geriatrię czy stomatologię dziecięcą.

O tym, że kardiologia cieszy się najlepszymi wycenami w sektorze ochrony zdrowia, mówiło się od kilku lat. Były wprawdzie nieznaczne obniżki, ale zdaniem resortu zdrowia — zarówno poprzedniego, jak i obecnego — zbyt małe. Nad propozycjami nowych taryf AOTMiT pracuje już od zeszłego roku. Kardiologia poszła na pierwszy ogień, ponieważ tutaj — według ocen regulatora — procedury były najbardziej przeszacowane. 

Stowarzyszenie Zawodowe Kardiologów Interwencyjnych (SZKI) zaprzecza tym informacjom. „W większości krajów OECD szpitalny budżet kardiologii to około 15-23 proc. wszystkich wydatków na szpitalnictwo. W Polsce to tylko 10 proc. (3 mld zł rocznie). Dla porównania, wydatki na onkologię szpitalną wynoszą 6,5 mld zł” — mówi Aleksander Żurakowski, członek zarządu SZKI.

Groźba czarnego scenariusza

Prezes SZKI zwraca uwagę, że pieniądze przeznaczane na kardiologię, szczególnie na leczenie choroby wieńcowej i zawału serca, są dużo efektywniej wydawane.

„Polskie wyceny procedur kardiologicznych są najniższe ze wszystkich krajów UE. Nie jest też prawdą, że nie zmieniały się w ciągu ostatnich lat — były już kilkukrotnie korygowane w dół (zespoły wieńcowe, elektroterapia, elektrofizjologia — przyp. red.), głównie ze względu na obniżenie cen stentów wieńcowych. Jednak zmniejszenie cen wyrobów medycznych nastąpiło równolegle ze znacznym wzrostem kosztów stałych i kosztów pracy” — przypomina Aleksander Żurakowski.

Kardiolodzy interwencyjni przestrzegają, że jeśli przedstawione propozycje wejdą w życie, wzrośnie śmiertelność z powodu chorób serca o około 25 proc., co przełoży się na 50 tys. dodatkowych zgonów rocznie.

NIK ujawnia dysproporcje w wydatkach

Po drugiej stronie barykady — po stronie AOTMiT i resortu zdrowia stanęli ostatnio także kontrolerzy NIK. Pod koniec maja ukazał się niekorzystny dla argumentów kardiologów i kardiochirurgów raport izby. Wynika z niego, że w ciągu 10 lat wydatki NFZ na kardiologię wzrosły z 1 do 3 mld zł oraz nieproporcjonalnie zwiększyły się w tym czasie nakłady na kardiologię interwencyjną z 0,2 mld zł do 1,2 mld zł. Większe fundusze były dzielone przez większą liczbę pracowni hemodynamiki — w 2010 r. było ich 124, cztery lata później już 167.

„W Polsce w 2014 r. w przeliczeniu na milion mieszkańców przypadały ponad cztery ośrodki kardiologii interwencyjnej, podczas gdy wytyczne europejskie mówią o dwóch tego typu placówkach” — czytamy w raporcie NIK.

To, co zwróciło uwagę kontrolerów, to dysproporcja między świadczeniami inwazyjnymi i zachowawczymi oraz różnice w tym zakresie między placówkami publicznymi i prywatnymi. Na przykład w szpitalach niepublicznych świadczenia z zakresu kardiologii inwazyjnej stanowiły 81-99 proc. wszystkich świadczeń kardiologicznych, podczas gdy w placówkach publicznych udział ten wynosił 31-81 proc. Oczywiście nie bez znaczenia była różnica w wycenie, którą również zauważyli kontrolerzy NIK.

„Stawki ustalone przez płatnika dla świadczeń kardiologii zachowawczej nie pozwalały na pokrycie kosztów leczenia, a w przypadku świadczeń inwazyjnych umożliwiały szpitalom osiąganie zysków. Leczenie inwazyjne było średnio 5-6-krotnie wyżej wyceniane od zachowawczego. Za ostry zespół wieńcowy w ramach inwazyjnego leczenia szpital dostawał 9,4-16,4 tys. zł, w trybie zachowawczym wielokrotnie mniej — 1,6-2,9 tys. zł. Dla porównania, na Litwie dysproporcje są dwuipółkrotne” — odnotowano w raporcie NIK.

Kliniki kardiologiczne starały się znaleźć rozwiązanie i rejestrowały pacjentów leczonych w trybie zachowawczym jako przypadki interwencyjne. Kontrola NIK ujawniła, że pięć z dziesięciu lecznic niezasadnie zakwalifikowało i przedstawiło do rozliczeń z NFZ świadczenia planowe jako ratujące życie. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Alina Treptow

Puls Medycyny

Kardiologia / Konsekwencje wielkiego przeliczania w kardiologii
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.