Kompakty bez kompleksów

Zbigniew Chojecki
opublikowano: 27-06-2007, 00:00

Samochody z segmentu kompaktowego zdobywają nowych zwolenników. Niegdyś były to głównie niewielkie auta tanich marek przeznaczone dla niskobudżetowych odbiorców. Dziś kompakty oferują dynamikę, wyposażenie zastrzeżone jeszcze niedawno dla pojazdów luksusowych oraz przestronne wnętrze, zachowując swoją niezaprzeczalną zaletę - łatwość poruszania się i parkowania w wielkim mieście.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Weźmy na przykład nową Toyotę Auris, która już samą nazwą sugeruje, że ma być kompaktem zupełnie nowej generacji (utrwaloną w świadomości już dwu pokoleń nazwę Corolla Japończycy zdecydowali się pozostawić tylko dla wersji sedan, przeznaczonej dla klientów o zdecydowanie bardziej konserwatywnych oczekiwaniach).
Jej oryginalnie zaprojektowany kokpit wykończono dobrymi materiałami, niespotykanymi wcześniej w autach tej klasy - wystarczy wspomnieć choćby o metalizowanych wstawkach, dodających wnętrzu szlachetności. Sporo jest podręcznych schowków i półek na drobiazgi. Ciekawy design ma tylko jedną wadę - wysoko umieszczona dźwignia hamulca ręcznego okazuje się niezbyt wygodna w codziennym użytkowaniu. Za to do dźwigni zmiany biegów sięga się z prawdziwą przyjemnością.
Zapomnijmy jednak o drobiazgach. Najważniejsze jest to, że choć Auris nie jest żadnym rekordzistą pod względem przestronności, to nawet wysokie osoby wygodnie usiądą w obu rzędach siedzeń, nie mając problemów z miejscem na nogi, a przestrzeni nad głową także nie będzie brakować. To właśnie najważniejsza różnica w stosunku do starszych kompaktów, w których z tyłu wygodnie podróżować mogły jedynie dzieci. Ale jedno się nie zmieniło - na tylnej kanapie bez problemu zmieszczą się dwie osoby, trzem będzie już ciasno.
Dołóżmy do tego fakt, że już w wersji z najsłabszym silnikiem - turbodieslem 1.4 D-4D - Auris nie jest może demonem szybkości, ale przeciętnemu kierowcy jego dynamika z pewnością wystarczy. Przesadnej słabości nie odczuwa się ani podczas ruszania, ani wtedy, gdy chcemy zwiększyć prędkość w czasie wyprzedzania. Łatwo to zresztą wytłumaczyć - niewielki silnik osiąga maksymalny moment obrotowy już przy prędkości obrotowej wału korbowego wynoszącej 1800 obr./min! A z silnikiem 2-litrowym Toyota okazuje się autem mogącym spełnić oczekiwania nawet najbardziej wymagających.
Czy zatem skazana jest na sukces? I tak, i nie. W klasie kompaktów, najważniejszej z punktu widzenia sukcesu rynkowego, trwa zaciekła rywalizacja. Biorą w niej udział tak utytułowani rywale, jak VW Golf, Opel Astra, Ford Focus, niedawno dołączył do nich bardzo udany, efektowny Fiat Bravo nowej generacji. Ale na tym nie koniec, bo pojawili się też konkurenci zupełnie nieoczekiwani.
Największym zaskoczeniem był bez wątpienia debiut Kii cee'd. Wychodzi bowiem na to, że Japończycy uczyli Koreańczyków robić samochody, uczyli, aż w końcu nauczyli i uczeń nie ma żadnych kompleksów wobec mistrza. Nowy cee'd mógłby równie dobrze nazywać się... Corolla czy Auris. Nawet sylwetki obu azjatyckich aut są zdumiewająco podobne. A w środku? No właśnie, znowu zaskoczenie. Kokpit jest może nieco bardziej konserwatywny niż w Aurisie, ale z pewnością nie ustępuje mu designem i jakością wykonania. Szlachetne tworzywa, metalizowane wstawki na konsoli środkowej i kierownicy...
Co więcej, Kia cee'd okazuje się nawet w niektórych elementach osiągać przewagę nad japońskim konkurentem. Na przykład w Aurisie tylną kanapę składa się nieco prościej, jednak po jej złożeniu na podłodze przestrzeni ładunkowej pozostaje niewielki próg. W aucie koreańskim uzyskuje się natomiast idealnie płaską powierzchnię podłogi powiększonego w ten sposób bagażnika.
Wielkim atutem Kii jest także silnik 1.6 CRDi. Choć znacznie mniejszy i nieco słabszy (115 KM wobec 126 KM) okazuje się być przyjemniejszy w codziennym użytkowaniu, bowiem pracuje cicho i zapewnia autu bardzo dobre przyspieszenia. Tylko pod względem precyzji działania skrzyni biegów cee'd ustępuje nieco Aurisowi.
Koreańczycy sprzedali w Europie kilkanaście tysięcy egzemplarzy tego samochodu, zanim jeszcze nabywcy mogli się dobrze autu przyjrzeć! Zdecydowały o tym między innymi warunki gwarancji: 7 lat/150 tys. km na zespół napędowy i 5 lat/150 tys. km na cały samochód (do wyboru 3 lata bez limitu kilometrów!). I cena na poziomie dużo niższym od konkurentów.
Na rynku kompaktów zawrzało, a wiele wskazuje na to, że na tym nie koniec. Jesienią do sprzedaży wejdzie bowiem cee'd w wersji kombi, która ma szanse na jeszcze większy sukces, przede wszystkim z powodu decyzji Japończyków, o której już dziś można powiedzieć, że była wielkim błędem. Otóż jedną z najlepiej sprzedawanych odmian Corolli było przez lata właśnie kombi, którego produkcji obecnie zaprzestano (Auris występuje tylko jako hatchback 3- i 5-drzwiowy, a nowa Corolla wyłącznie jako sedan). Nowy cee'd kombi ma więc ogromną szansę wypełnić powstałą na rynku lukę. Ma zresztą po temu wszelkie atuty, jak choćby 534-litrowy bagażnik, który można powiększyć aż do imponujących 1664 litrów (znów przy całkowicie płaskiej podłodze!).
Na tym jednak nie koniec zmian na rynku kompaktów. Od pewnego czasu grają na nim producenci, którzy wcześniej nim gardzili. Pojawienie się kompaktowych BMW nie wywołało - przynajmniej w Polsce - wstrząsu, ale już np. Volvo C30 może sporo zamieszać, wystarczy popatrzeć, jak wiele tych aut pojawiło się ostatnio na naszych ulicach.
Patrząc od tyłu na kompaktowe Volvo od razu mamy wrażenie, że widzieliśmy je już dawno temu. I rzeczywiście - przecież ta szklana klapa bagażnika jest niemal taka sama jak w modelu P 1800 ES, którym jeździł niezapomniany "Święty". Zresztą nawet osoby niepamiętające kultowego filmu muszą przyznać, że małe Volvo jest bez wątpienia jednym z najbardziej ekstrawaganckich, ale i najelegantszych aut w klasie kompaktów.
Nie odbyło się to zresztą bez wyrzeczeń. Elegancja musi kosztować - bagażnik Volvo ma pojemność (278 l) zbliżoną bardziej do aut z segmentu B niż do kompaktów, a kabinę pasażerską już sam producent kwalifikuje jako 4-miejscową. Prawdę powiedziawszy, to nawet dwaj pasażerowie jadący na tylnej kanapie nie będą narzekać na nadmiar miejsca, w szczególności nad głową. Ale 3-drzwiowego kompakta nie kupuje się przecież dla pojemności bagażnika i wielkiej kabiny, tylko dla pięknego nadwozia i przyjemności kierowania.
Pod tym względem Volvo na pewno nie rozczarowuje. Wystarczy 2-litrowy silnik o mocy 145 KM, by cieszyć się jazdą autem o sprężystym, pozwalającym nieco poszaleć zawieszeniu. Można też wybrać wersję T5 z turbodoładowanym silnikiem benzynowym o pojemności 2,5 litra i mocy 220 KM, który sprawia, że już lekkie nadepnięcie pedału gazu niepostrzeżenie rozpędza auto do prędkości znacznie przekraczającej 100 km/h. Trzeba uważać, bo zawieszenie jest ustawione raczej na komfort niż na możliwość szybkiego pokonywania ciasnych zakrętów. Kto chce, niech sprawdza...




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Zbigniew Chojecki

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.