Kardiochirurg ze Lwowa: mimo alarmów przeciwlotniczych nie odchodzę od pacjenta, tylko operuję dalej

KM/PAP
opublikowano: 17-03-2022, 13:49

Kiedy syreny zawyły w mieście po raz pierwszy, to był to dla nas szok i szukaliśmy piwnicy, żeby się schronić. Teraz nawet kiedy ogłaszane są alarmy przeciwlotnicze, nie przerywam pracy. Nie mogę przecież odejść od stołu – powiedział w rozmowie z PAP kardiochirurg prof. Lubomir Kułyk ze Szpitala Klinicznego we Lwowie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Kardiochirurg podczas operacji
iStock

– Pacjent jest najważniejszy w naszym życiu i zawsze tak było. Operujemy na okrągło 24 godziny, 7 dni w tygodniu i od początku tej wojny zostaliśmy jedynym ośrodkiem kardiochirurgicznym na zachodnią Ukrainę – podkreślił.

Do obwodowego Szpitala Klinicznego we Lwowie trafiają pacjenci z całego kraju, rocznie przeprowadza się tu ponad 600 skomplikowanych operacji serca.

– W innych szpitalach koncentrują się na rannych żołnierzach albo na nich czekają i tylko my operujemy pacjentów w stanie ciężkim. Czasem to pacjenci w podeszłym wieku, czasem musimy wymienić zastawki, aorty. To są ciężkie operacje – wyjaśnił Kułyk.

Z jednej sali operacyjnej do drugiej

Według profesora bywa tak, że chirurg wychodzi z jednej sali operacyjnej i wchodzi na następną, bo czeka kolejny pacjent.

– To ciężka praca całego zespołu, nie tylko lekarza, ale też pielęgniarek, anestezjologa – podkreślił.

W mieście obowiązuje godzina policyjna i często zdarza się, że pielęgniarki nie mogą wrócić do domu, bo mieszkają poza Lwowem. Zostają na noc w szpitalu i dalej pomagają.

– Kiedy syreny zawyły w mieście po raz pierwszy, to był to dla nas szok i szukaliśmy piwnicy, żeby się schronić. Moja żona, która pracuje w położnictwie, opowiadała, że jednego dnia było pięć alarmów i mnóstwo kobiet z noworodkami wynoszono kilka razy dziennie do piwnicy i z powrotem – powiedział. Dodał, że teraz strachu już nie ma.

“Dziwny jest ten świat”

– Nawet kiedy ogłoszone są alarmy przeciwlotnicze, to nie przerywamy pracy i nadal operujemy. Włączamy sobie Niemena "Dziwny jest ten świat" albo Lennona, nie mogę przecież odejść od stołu, pracujemy dalej" – podkreślił.

Profesor Kułyk po dyżurach w szpitalu nie wraca do domu, przebiera się w mundur i razem z innymi ochotnikami z obrony terytorialnej patroluje miasto.

– Mamy punkty kontrolne, mamy flagę Ukrainy, to nasza misja, nie może być inaczej. Jeżeli w Polsce by się tak stało, jak u nas teraz, czego nie życzę, to na pewno Ukraińcy dobrowolnie przyjdą i będą bronić Polski, bo to jest to samo – podsumował.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Burmistrz bombardowanej Ochtyrki za dnia broni miasta, a nocą operuje pacjentów

Kardiologia
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
×
Kardiologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Grupa Rx sp. z o.o. Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.