Kapitan w kitlu

Monika Wysocka
opublikowano: 28-06-2006, 00:00

Jacek Wacławski, lat 25, student IV roku medycyny ląskiej Akademii Medycznej i pracownik Laboratorium Kardiologii Doświadczalnej Śląskiego Centrum Chorób Serca. W 2003 r. został Żeglarzem Roku za poprowadzenie jachtu - jako najmłodszy kapitan na świecie - z Europy do brzegów Antarktydy i wokół Przylądka Horn. Teraz chce popłynąć wokół Ameryki Północnej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak sam mówi, jego życie zawodowe jest we wczesnej fazie. Dopiero teraz zaczyna myśleć poważnie o medycynie. "W najbliższych miesiącach chcę obserwować, gdzie mam największe możliwości rozwoju, na czym skupić swoje zainteresowania" - mówi Jacek Wacławski.
Do Laboratorium Kardiologii Doświadczalnej trafił za namową prof. Mariana Zembali, szefa ląskiego Centrum Chorób Serca. Pracuje tam nad modelem angiogenezy w terapii genowej u królika, co jest bardzo wciągające. Choć praca w laboratorium zajmuje dużo czasu, Jacek Wacławski stara się zostawić go trochę także na inne zajęcia. "Jestem wolontariuszem, to praca, która pozwala mi oswoić się ze szpitalem. Teraz głównie obserwuję pacjentów i pracę lekarzy. Chcę mieć świadomość, co mnie czeka, jeśli się na to zdecyduję" - mówi.
W ubiegłym roku najwięcej czasu spędził w bloku operacyjnym i oddziale pooperacyjnym na kardiochirurgii. "Tuż po operacji tyle się dzieje: intensywna opieka nad pacjentami, duży zespół różnych specjalistów - to bardzo ciekawe miejsce, można się dużo nauczyć" - ocenia J. Wacławski. Teraz na kilka miesięcy zawiesił te zajęcia. Wróci do nich po wakacjach, gdy zrealizuje inne życiowe marzenie.

Żeglarski Everest

Jego głównym problemem jest czas. Łączenie czegokolwiek ze studiami medycznymi nie jest łatwe, ale możliwe. Podczas studiów udało mu się zrealizować duży projekt żeglarski i wrócić na uczelnię. Rejs wokół Ameryki Południowej na Antarktydę trwał przeszło rok. To było przedsięwzięcie czysto studenckie, niekomercyjne, zorganizowane wspólnie z przyjaciółmi ze ląska. Wszystko udało się precyzyjnie logistycznie przygotować, zgodnie z planem zrealizować i bezpiecznie wrócić. "Dopłynęliśmy jako pierwszy polski jacht do polskiej stacji antarktycznej na Wyspie Króla Jerzego u brzegów Antarktydy. Opłynęliśmy przylądek Horn - miejsce dla żeglarzy wyjątkowe, żeglarski Everest, marzenie każdego, kto żegluje. Jestem bardzo szczęśliwy, że to się udało - mówi J. Wacławski. - Wróciliśmy bogatsi o wiele życiowych doświadczeń. Na morzu nabywa się wiele cech bardzo ważnych w codziennym życiu, a także w pracy lekarza - niebywałej pokory wobec żywiołu, ale też, wobec tego, co się robi, innych ludzi, własnych możliwości. Przebywanie razem przez rok (bo większość tego czasu byliśmy na morzu), na tak małej przestrzeni, nauczyło nas pracy w zespole. Nie zawsze to było łatwe. Nie zawsze udawało się znaleźć rozwiązanie przy pierwszym podejściu. Ale ostatecznie dopłynęliśmy do Polski jako zgrana grupa przyjaciół, pokonaliśmy trudności związane z różnicami charakteru. I to, a nie samo dopłynięcie do Antarktydy, uważam za największy sukces tej wyprawy".

Kardiolodzy na pokładzie

Poruszony tymi opowieściami prof. Marian Zembala, dyrektor ląskiego Centrum Chorób Serca, sam zapalony żeglarz, zaproponował Jackowi Wacławskiemu zorganizowanie wyprawy żaglowcem na Europejski Kongres Kardiologiczny w Sztokholmie we wrześniu 2005 r. "Tak zaczęła się nasza znajomość. Kiedy nie znaliśmy się jeszcze, profesor zadzwonił do nas na telefon satelitarny, gdy byliśmy na środku Atlantyku. Podczas rozmowy pojawił się pomysł, by połączyć żeglarstwo z medycyną" - opowiada J. Wacławski. Projekt okazał się trafiony w dziesiątkę. Entuzjastów było tak wielu, że nie tylko szybko udało się skompletować załogę, ale niektórym trzeba było odmówić, bo udział w rejsie mogło wziąć tylko 13 uczestników. "Ten rejs pokazał coś bardzo ciekawego: na jachcie spotkali się ludzie, którzy znali się od lat, codziennie spotykali się ze sobą w pracy, a teraz przez dwa tygodnie - bo tyle trwał rejs - poznali się od nowa i relacje między nimi nabrały zupełnie innego charakteru" - wspomina najmłodszy kapitan.
Ten rejs był ciekawym doświadczeniem także dlatego, że grupą utytułowanych, doświadczonych zawodowo lekarzy dowodził młody człowiek. "Jedną z podstawowych zasad żeglarskich jest równość. Na morzu nie jest ważne, kto ile ma lat i kim jest na lądzie. Postawiło to nas wszystkich w nowej sytuacji. Zostałem bardzo dobrze przyjęty i po tym rejsie, pomimo różnic wieku, doświadczenia życiowego i zawodowego, staliśmy się grupą przyjaciół" - wspomina J. Wacławski.
Choć plan był bardzo napięty, udało się zdążyć na czas, a rejs stał się wydarzeniem kongresu. Polscy lekarze zostali fantastycznie odebrani - wśród 18 tys. uczestników kongresu byli rozpoznawani przez wszystkich, a jacht stał się wizytówką polskich lekarzy.

Wpisać się w historię
Choć Jacek Wacławski coraz poważniej myśli o medycynie i wiąże z nią swoje zawodowe plany, nie zamierza zrezygnować ze swojej pasji. Zanim skończy studia, chce zrealizować jeszcze jedno marzenie: popłynąć wokół Ameryki Północnej. "To ogromne przedsięwzięcie - mówi J. Wacławski. - Ponieważ nie chcę już brać urlopu dziekańskiego, zaplanowałem, że wyjadę tylko na czas wakacji. To będzie najciekawszy i najtrudniejszy etap - przeprawa przez cieśniny na północ od Kanady, osławione żeglarskie Przejście Północno-Zachodnie, gdzie tylko na krótki okres w roku lody odsuwają się na północ i można przebić się na Alaskę. W tym roku wypada setna rocznica pierwszego przejścia tej trasy przez Rolanda Amundsena, będzie to więc wyprawa rocznicowa. Chcemy dopisać dalszy ciąg naszej historii, opłynąć w podobnym zespole drugą Amerykę".
A zanim na stałe zawiesi sobie na szyi stetoskop, planuje jeszcze wydać książkę ze wspomnieniami ze swoich żeglarskich wypraw.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Kapitan w kitlu
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.