Lekarze
Walczący z szurami. Lekarz Dawid Ciemięga napisał książkę: największą pogardę dla człowieka zobaczyłem, gdy zacząłem pracę [RECENZJA]
Opublikowano:
Anna Gumułka
Życzono mu śmierci, obrzucano wyzwiskami, nękano telefonicznie, pisano donosy, organizowano przeciw niemu kampanie w internecie – lekarz pediatra Dawid Ciemięga z Tych od lat promuje w sieci treści zgodne z aktualną wiedzą medyczną i walczy z "szurami”, również na drodze sądowej. Właśnie napisał książkę pod mało optymistycznym tytułem „Hejt. Podręcznik obsługi ludzi”.
Równie mało optymistyczna jest jej treść. - Czytanie tej publikacji wiąże się z ryzykiem utraty wiary w ludzkość – przyznaje sam autor we wstępie. Premiera wydawnictwa – na razie w formie e-booka – 2 sierpnia br.
- W dużej mierze jest to publikacja dla medyków, bo jest tam dużo porad o walce z hejterami, co i jak robić. Takich pytań od medyków dostaję bardzo dużo i tak zrodził się pomysł, ale z czasem to urosło do czegoś więcej – powiedział Dawid Ciemięga „Pulsowi Medycyny”.

Na zdjęciu Dawid Ciemięga. Fot. Archiwum
Szur i jego sekta
Pierwsza część książki jest zatem czymś w rodzaju poradnika – autor instruuje, jak dokumentować hejt w internecie i jak się zachować podczas spotkania z agresywną osobą twarzą w twarz, poruszając aspekty prawne nagrywania zajść. Tłumaczy, jak działają nagonki w internecie i jak chronić swoje dane.
Szur to – jak wyjaśnia internetowy słownik języka polskiego – potoczne określenie osoby o skrajnych poglądach, głoszącej teorie spiskowe. - Ich podstawowym zadaniem jest gromadzenie jak największej społeczności fanatyków teorii spiskowych. Na nich zarabia się w internecie fortuny, sprzedając im wszystko, co można nazwać suplementacją: od witaminy C po kapustę w proszku, albo zwykłą wodę, tylko z dopiskiem „plazmowa” lub „strukturyzowana”. Jak by na to nie spojrzeć, jeśli ludzie z podziękowaniem, na kolanach kupują fikcyjne urządzenia do strukturyzacji wody za kilka albo kilkanaście tysięcy złotych, to nazwanie ich sektą wydaje się adekwatnym określeniem sytuacji – tłumaczy w książce Dawid Ciemięga.
Finał takiego „leczenia” jest jednak zawsze ten sam. - Każdy hejter, każdy zagorzały zwolennik internetowych uzdrowicieli na końcu swojej drogi mówi: „doktorze, ratuj” – kwituje lekarz..
Miejsca pracy, gdzie oblali test na człowieczeństwo
Publikacja jest jednak również zapisem doświadczeń autora jako rezydenta i młodego lekarza i niech nikt nie sądzi, że hejterzy i roszczeniowi pacjenci, którzy potrafią bardzo uprzykrzyć życie, to największy problem w ochronie zdrowia.
Niemal wszystkie moje miejsca pracy, jakie w życiu odwiedziłem, oblały test na człowieczeństwo. Kiedy przychodziło co do czego i życie weryfikowało, czym jest przyzwoitość i uczciwość, wszyscy koncertowo oblewali
– pisze Dawid Ciemięga.
- Pracowałem kiedyś w takim miejscu, gdzie organizacja pracy niemal nie istniała, pacjenci byli zapisywani nawet co pięć minut na wizyty, a cała odpowiedzialność za sytuację ostatecznie spadała na lekarza – kierownictwo umywało od tego ręce. Ponadto systematycznie przybywało pacjentów przy jednoczesnych problemach z personelem, co powodowało, że nie byliśmy w stanie obsłużyć coraz większej liczby pacjentów – i to kierownictwo również zrzucało na personel – wspomina.
Zdaniem Dawida Ciemięgi wielu dyrektorów i właścicieli placówek – kierując się przede wszystkim chęcią zarobku – nie broni w żaden sposób swojego personelu przed atakami agresywnych i roszczeniowych pacjentów, stojąc na stanowisku: „klient nasz pan”. - Koleżanka przychodzi i mówi do mnie, że był pacjent i jej groził, wyzywał od najgorszych albo wręcz fizycznie zaatakował, a ja takiego pacjenta miałbym później przyjmować jak każdego innego. To jest tolerowanie przemocy, uczenie ludzi, że mogą dopuszczać się napaści bez ponoszenia konsekwencji i przyczynianie się do ogólnego problemu, dotykającego medyków w całym kraju – przestrzega autor „Hejtu”.
I przyznaje, że wybór postawy wobec takich sytuacji jest wyborem rodem z literatury epoki romantyzmu – każdy jest zły. - Albo chcemy mieć nieskazitelną opinię i tolerujemy wszystko, co ludzie wyprawiają, albo mamy swoją godność i złe opinie – podsumowuje.
"Pan zrobi synowi zdjęcia na studniówce"
To jednak nie koniec patologii w polskiej ochronie zdrowia diagnozowanych przez Dawida Ciemięgę. Opisuje też przypadki mobbingu i wykorzystywania młodych lekarzy rezydentów do pracy w nadgodzinach. Szokuje propozycja, jaką otrzymał od szefowej – miał robić zdjęcia jej synowi podczas studniówki. Pisze o osobach, które opowiadały mu o myślach i próbach samobójczych, albo o tym, że do pracy chodzą tylko dlatego, że biorą psychotropy.
Gdyby zapytać kogokolwiek znającego choć trochę moją historię, kto zniszczył mnie jako człowieka, to odpowiedź byłaby oczywista – hejterzy, antyszczepionkowcy, ludzie z internetu. Ale to nieprawda. Największą formę pogardy dla drugiego człowieka zobaczyłem, kiedy po studiach zacząłem pracę. Nie tylko zobaczyłem, ale też sam tego doświadczyłem. To, ilu lekarzy okazało się socjopatami znęcającymi się nad personelem i podwładnymi, zniszczyło mnie na każdy możliwy sposób
- pisze Dawid Ciemięga.
Jego książka jest może nieco niespójna, bo rozpada się na dwie części – poradnikową i osobistą. Niekoniecznie jest to jednak jej wadą, bo nadaje jej waloru szczerości. Czyta się ją trochę jak „pamiętnik młodego lekarza”, który dowcipnie (choć jest to czarny humor) i bez ogródek pisze o tym, co przeżył.
"Świat na moment działa, jak należy"
Czytając pierwszą część zastanawiałam się cały czas, skąd Dawid Ciemięga bierze siłę na tę walkę z wiatrakami, bo hejt w internecie przecież nigdy nie zniknie. Co więcej – walkę samotną, bo wsparcia instytucji państwa doświadczył w minimalnym stopniu. Dlaczego wystawia się na kolejne ciosy, zawstydzając tak wielu - jeśli nie większość - którzy odwracają wzrok, widząc nawet skrajną niesprawiedliwość i nieuczciwość? Tak wielu przecież rezygnuje z dochodzenia swoich praw - nawet mając spore szanse na sukces - tłumacząc sobie i innym, że szkoda czasu i pieniędzy na chodzenie po sądach. Dlaczego więc robi to Dawid Ciemięga?
Sam pisze o tym w ten sposób: - To mnie wiele kosztowało: pieniędzy, zdrowia, czasu i różnych wyrzeczeń, ale to uczucie – kiedy te wszystkie osoby uważające się za całkowicie bezkarne, często anonimowe, pełne agresji i nienawiści otrzymywały wezwania do sądu i następnie błagały wręcz o litość – jest nie do opisania. Nie dlatego, że to słodka zemsta, to jest chwila, w której na moment świat działa jak należy.
Wciąż jednak powraca pytanie o siły do takiego działania, za które drogo się płaci, czego Ciemięga również w książce nie ukrywa. Odpowiedzi na te pytania – nie wprost – padają w jej drugiej części. Lekarz pisze tam o swoich bardzo trudnych doświadczeniach jako pacjent, a także o swoim dzieciństwie, dalekim od luksusu, będącego udziałem wielu dzieci z lekarskich rodzin. Dawid Ciemięga nie jest – jak to się mówi - „z dobrego domu”. Sporo przeszedł - i przetrwał. Dlatego - jako outsider i człowiek z niełatwą przeszłością – robi to, co robi i pisze to, co napisał w swojej książce oraz na co dzień w internecie.
Polecamy także: Lex szarlatan - ustawa czeka już tylko na podpis prezydenta. To koniec pseudomedycyny?
Udostępnij artykuł: