Jesteśmy o krok od tego, by szpiczaka plazmocytowego leczyć kompleksowo

materiał prasowy
opublikowano: 17-04-2019, 20:07

W ostatnich latach nastąpił ogromny przełom w hematoonkologii. Zaakcentował to, podczas spotkania dla dziennikarzy na temat terapii nowotworów krwi, dr hab. n. med. Dominik Dytfeld z Kliniki Hematologii i Transplantologii Szpiku UM w Poznaniu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

"Szczególnie widać to na przykładzie szpiczaka plazmocytowego. Dla pacjentów z tym nowotworem pojawiły się nowe leki, dzięki którym czas przeżycia chorych wydłużył się z 2-3 do nawet  6-7 lat. A doniesienia naukowe mówią, że może to być nawet i 20 lat więcej. Jednak, aby tak się stało, konieczny jest dostęp do nowoczesnych terapii" - powiedział dr Dytfeld. 

Choć na szpiczaka plazmocytowego zapadają głównie osoby starsze – średni wiek zachorowania wynosi 67-70 lat, to jednak coraz częściej chorują także młodsi. Najmłodszy pacjent dr Dytfelda  w momencie rozpoznania choroby miał zaledwie 19 lat.

Pan Jacek Papież ma ponad 60 lat, szpiczaka zdiagnozowano u niego w 2016 r. Ma za sobą sześć cykli leczenia, przeszczep szpiku. "Na tę chwilę jestem w remisji, ale co będzie, jak szpiczak wróci? A może wrócić w każdym momencie, bo to choroba nieprzewidywalna, nawrotowa. Wiem, że są leki, które, gdy on powróci, mogą pomóc i go pokonać. Ale czy będą dostępne? Czy będę mógł z nich skorzystać? Bo dla mnie tylko one są szansą na przeżycie" – mówił pan Jan. 

Nowoczesne leczenie szpiczaka to inwestycja w przyszłość

Każdego roku na szpiczaka zapada w naszym kraju ok. 2,5 tys. osób. Wśród nich jest wielu młodych ludzi z niezwykle agresywną, nawrotową i oporną na leczenie postacią tej choroby. I właśnie ta grupa, licząca ok. 300 osób, najpilniej potrzebuje nowoczesnych i skutecznych leków. "Bo tylko dzięki takim lekom możliwe jest opanowanie choroby i przedłużenie im życia i, co niezwykle istotne, życia w dobrej jakości" – podkreślał dr Dytfeld.

"Wiemy, że nowe leki są drogie, ale inwestycja w nie to dobra inwestycja, bo jeśli weźmiemy pod uwagę absencję chorobową tych chorych, renty, wszelkie obciążenia kosztowe wynikające z choroby, to wyraźnie widać, że w nowoczesne terapie warto i należy inwestować" – mówił dr Przemysław Sielicki z Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Dla porównania podał sytuację pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Od kiedy zwiększył się dostęp tych chorych do nowoczesnych terapii, zaczęła maleć absencja chorobowa. Tym samym zaoszczędzono ok. 40 mln zł rocznie. "To pokazuje, że zapewnienie kompleksowego leczenia szpiczaka jest opłacalne dla systemu ochrony zdrowia" - podsumował dr Sielicki.

W Polsce dostęp tylko do dwóch leków na szpiczaka

Pacjenci ze szpiczakiem plazmocytowym mają obecnie do dyspozycji tylko dwa nowoczesne leki w programie lekowym (lenalidomid, pomalidomid), ale oba o tym samym mechanizmie działania. Co więcej, nie każdy pacjent kwalifikuje się do takiego leczenia, dlatego potrzeba skutecznej alternatywy w pierwszym i kolejnych nawrotach (tj. 2, 3, 4 linii leczenia).

"Szpiczak plazmocytowy jest chorobą zmienną, wieloliniową, chorobą nawrotową, a to oznacza, że leki podane w pierwszej czy kolejnych liniach przestają działać i wtedy trzeba pacjentowi podać nowy lek, o innym mechanizmie działania niż poprzednie" – mówił dr Dytfeld. – I pacjent wie, że są takie możliwości, bo pacjent jest wyedukowany, ale my takiego leku nie mamy, możemy tylko potwierdzić, że tak, są takie leki, ale nie dla polskich pacjentów. To dramat – dla pacjentów i dla nas, lekarzy. Leki, na które czekamy i o których refundację od dłuższego czasu zabiegamy, to daratumumab i karflizomib. Ten pierwszy to pierwsze przeciwciało monoklonalne, które daje korzystne efekty nawet u chorych po przejściu wielu wcześniejszych linii leczenia lub po przeszczepie szpiku. Drugi należy do nowej generacji inhibitorów proteasomu, jego poprzednikiem jest refundowany u nas bortezomib".

Dr Sielicki przypomniał, powołując się na raport Uczelni Łazarskiego z 2015 r., że szpiczak jest trzecią wśród nowotworów krwi  (po białaczce szpikowej i chłoniakach nieziarniczych) przyczyną absencji chorobowej w pracy, a wydatki ZUS na pacjentów z tym schorzeniem w 2013 r. przekroczyły 20 mln zł. Zwrócił też uwagę na sam przebieg procesu refundacji. W jego trakcie cena podlega różnym mechanizmom negocjacyjnym.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: materiał prasowy

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.