Jeśli nie szczepionki na grypę, to co?

Redakcja
05-11-2009, 00:00

Mister zdrowia Ewa Kopacz tłumaczyła dziś w Sejmie, dlaczego nie zdecydowała się jeszcze na zakup szczepionek przeciw nowej grypie. Jej zdaniem, grypa sezonowa jest groźniejsza niż jej świńska odmiana. Jednak mimo że WHO zaleca, by rezerwa leków przeciwwirusowych wystarczała dla 20 proc. populacji, w Polsce wystarczy zaledwie dla trzech.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Minister zapewniła, że jej wątpliwości nie biorą się z "typowego polskiego uporu", ale z powodu niedoskonałości umów, jakie podpisali producenci szczepionek z innymi rządami i jaką zaoferowano Polsce. - "Departament prawny znalazł tam co najmniej 20 punktów spornych. Czy obowiązkiem ministra i rządu jest jest zawieranie umów zgodnych z interesem państwa i pacjentów polskich, czy z interesem firm farmaceutycznych?" - grzmiała minister. Zarzuciła też producentom szczepionek, że nie podają ich skutków ubocznych.

Minister po raz kolejny w ostatnich dniach przekonywała, iż zwykła, sezonowa grypa jest groźniejsza niż A/H1N1. Zapewniła także, że Polska "nie wypadła z kolejki po lek", a jedynie chce wykorzystać cały dostępny czas, aby dokładnie zbadać, czy lek należy kupić, czy nie.

Dziennikarze Faktów TVN ustalili, że polskie zapasy leków antywirusowych stosowanych w najcięższych przypadkach grypy wystarczą do leczenia zaledwie trzech procent Polaków. Według Światowej Organizacji Zdrowia, kraje powinny zgromadzić tyle środków przeciwwirusowych, by jedna dawka mogła trafić przynajmniej do 20 procent populacji.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Jeśli nie szczepionki na grypę, to co?
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.