Jeden dzień z ... prof. Jackiem Wachowiakiem

Maria Nowak
opublikowano: 31-03-2010, 00:00

Prof. Jacek Wachowiak jest kierownikiem II Katedry Pediatrii i działającej w jej strukturze Kliniki Onkologii, Hematologii i Transplantologii Pediatrycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Członek PAN, przewodniczący Polskiej Pediatrycznej Grupy ds. Transplantacji Komórek Krwiotwórczych, reprezentant krajów Europy Centralnej i Wschodniej w Zarządzie Grupy Pediatrycznej przy Europejskim Towarzystwie Transplantacji Komórek Krwiotwórczych. Wokół kliniki, którą kieruje, udało mu się skupić grupę ludzi pomagających dzieciom chorym na nowotwory. Są wśród nich m.in. aktorzy i muzycy, którzy od czasu do czasu występują przed dziecięcą publicznością. 1 proc. swojego podatku przekazuje co roku na konto Stowarzyszenia Wspierania Rozwoju Transplantacji Szpiku u Dzieci, na rozwój akcji „W szpitalu chcę być z mamą". Jego hobby to turystyka piesza i rowerowa.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
6.15 Wstaję i robię gimnastykę rozciągającą. W dzień powszedni wystarczy na to 15 minut, w sobotę i niedzielę ćwiczę dłużej. Szybko zaglądam do maili - specjalnie wybrałem telefon komórkowy z tą funkcją. Mail to najlepszy sposób komunikacji, niekrępujący dla obu stron, rzeczowy. Moi współpracownicy znają moją opinię na ten temat, więc chętnie korzystają z tej drogi porozumiewania się. Według maili układam plan dnia, choć nigdy nie udało mi się go zrealizować!

7.40 Dojeżdżam do kliniki. Jeszcze raz sprawdzam maile i nadesłaną korespondencję.

8.00 Odprawa. Tylko raz w ciągu dnia spotyka się cały nasz zespół, więc omawiamy nie tylko przypadki, ale także wszystkie sprawy organizacyjne i dydaktyczne.

9.00 Codzienna wizyta na jednym z oddziałów. Ponieważ wczoraj przyjmowałem delegację z Polskiego Wydziału Lekarskiego z Edynburga, dziś nadrabiam zaległości i jestem na dwóch oddziałach. Po wizycie spotykam się z panią psycholog, która zamierza podjąć u nas pracę. Ustalamy, jak ma wyglądać jej praca, a potem zostawiam ją z naszym psychologiem, by omówili szczegóły. Niespodzianie o rozmowę prosi mnie ojciec chorego dziecka, który przyjechał aż z Kluczborka. Jest gotów wynająć w Poznaniu pokój, byle tylko jego dziecko mogło się u nas leczyć. Choć mam wyznaczone godziny przyjęć, nie przestrzegam ich i zawsze dla rodziców chorych dzieci mam drzwi otwarte. Rozmowa jest trudna, bo trzeba powiedzieć o rozpoznaniu, co dla rodziców zawsze jest ciosem. Ale trudniejsza jest rozmowa o wznowie...

12.00 Konsylium. Omawiamy przypadek dziewczynki z problemami diagnostycznymi. Na szczęście wykluczono nowotwór, ale czy to choroba autoimmunologiczna, czy jakaś inna choroba układu odpornościowego? Dzielimy się swoimi przypuszczeniami, planujemy badania.

13.00 Niespodziewana wizyta przedstawicielki firmy medycznej z Wiednia, która dostarczyła nam urządzenie do zewnątrzustrojowej fotoforezy zakupione przez fundację Polsat. Jedno z trzech w kraju. Nie mogą jednak z niego korzystać dzieci ważące poniżej 40 kg. Fundacja specjalnie dopłaciła firmie, żeby zapewnić nam również dostawę urządzenia dla mniejszych dzieci, gdy tylko rozpocznie się jego produkcja, więc przypominam o tej umowie przedstawicielce firmy.
Walczę z Agencją Oceny Technologii Medycznych o uznanie zewnątrzustrojowej fotoforezy jako standardowej metody w niektórych przypadkach. Jest bezpieczna i skuteczna w 70 proc. przypadków ostrej choroby przeszczep przeciw gospodarzowi. Stosuje się ją, gdy zawiodą środki farmakologiczne, jest wtedy jedyną szansą na ratunek. Jednak metoda jest droga - same zestawy jednorazowe do tego zabiegu kosztują 30 tys. zł miesięcznie, a kuracja trwa trzy miesiące. Ale przypadków choroby przeszczep przeciw gospodarzowi będzie coraz więcej, bo coraz częściej dokonuje się transplantacji komórek krwiotwórczych przy niepełnej zgodności lub od dawców niespokrewnionych, a wtedy ryzyko jej wystąpienia rośnie. Na prośbę prof. Wiesława Jędrzejczaka przyjęliśmy w tym tygodniu trzech dorosłych pacjentów, którym trzeba pilnie wykonać ten zabieg.

15.00 Załatwiam korespondencję i sprawy organizacyjne.

16.00 Wracam do domu. Po drodze odbieram wnuczkę z przedszkola, więc będę miał godzinę przyjemnego relaksu.

18.00 Siadam do komputera. Muszę przejrzeć publikację o chimeryzmie po przeszczepach, której jestem współautorem. Doskonalimy Standardowe Procedury Operacyjne (SOP) - do 2012 roku muszą być gotowe we wszystkich pięciu ośrodkach pediatrycznych, w których wykonuje się transplantacje komórek krwiotwórczych. Jestem przewodniczącym grupy, która się tym zajmuje. Na nasze comiesięczne spotkania trzeba przygotowywać materiały do dyskusji. To żmudna praca. Wkrótce upływa termin nadsyłania prac na zjazd onkologów i hematologów dziecięcych, trzeba je poukładać w sensowny program. Wiele uwagi poświęca się teraz odległym skutkom terapii onkologicznej u dzieci.

20.00 Pora na rozmowę z żoną. Bez tej naszej wieczornej pogawędki nie czułbym, że jestem w domu. Rozmawiamy często o naszych planach weekendowych i wakacyjnych. Wiem, że wiele osób wybiera egzotyczne klimaty, a ja wolę Polskę. W weekendy podróżujemy z żoną po Wielkopolsce, często na rowerach. Gdy czasu jest mniej, spędzamy go na wielokilometrowych wycieczkach pieszych w okolicach Poznania. Wakacje - oczywiście tylko w Polsce! Staramy się na przemian jeździć w góry i na niziny. W tym roku będziemy w Mamoniu w Beskidzie Niskim. Rok temu byliśmy na Lubelszczyźnie. Zaliczamy stopniowo całą „ścianę wschodnią". Właśnie tam, nad Wigrami, na wyciecze w lesie, dotarła do mnie wiadomość o zasileniu konta Stowarzyszenia Wspierania Rozwoju Transplantacji Szpiku u Dzieci milionem złotych przez pewnego darczyńcę. To były wspaniałe wakacje!

23.00 Wracam do pracy przy komputerze.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maria Nowak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.