Jeden dzień z ... Nelą Sarosiek

Notowała Marta Markiewicz
23-02-2010, 00:00

Ma 25 lat, jest stażystką w Klinice Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Mimo iż swą przygodę z medycyną rozpoczęła niedawno, już od I roku studiów nie miała wątpliwości, że swoją przyszłość zwiąże z radiologią. W tej decyzji utwierdził ją wujek, który jest radiologiem, oraz... talent matematyczno-fizyczny (przedmioty ścisłe nigdy nie sprawiały jej większych problemów). W wolnych chwilach czyta książki. Wśród ulubionych autorów bez wahania wymienia m.in. Stephena Kinga oraz Jonathana Carrolla. Jej kolejna słabość to konie. Od ośmiu lat jest szczęśliwą właścicielką siwego ogiera czystej krwi arabskiej o wdzięcznym imieniu Salut. To właśnie opieka nad nim wypełnia Neli Sarosiek niemal każde popołudnie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Czwartek, 7 stycznia 2010 roku

6.30 Zegar biologiczny działa bez zarzutu. Choć teraz, gdy za oknem ciemno, znacznie trudniej opuścić ciepłe łóżko. Nie ukrywam, że o wiele łatwiej wstaje mi się na początku tygodnia.

6.40 Poranna toaleta – szybki prysznic pomaga w dojściu do pełni świadomości.

7.00 Staram się coś przegryźć, choć nie zawsze mi to wychodzi. Dziś na szczęście udało się wygospodarować czas na śniadanie. Szybko zjadam jogurt i przegryzam go jabłkiem. Nie zawsze mój żołądek ma tyle szczęścia, czasami musi czekać na pierwszy posiłek nawet do 10.

7.25 Wskakuję do auta i mknę w stronę szpitala. Jak w każdym dużym mieście, także w Białymstoku zmorą kierowców są korki. W jednostajnym, powolnym potoku aut przejechanie 7 kilometrów sprzed domu do szpitala zajmuje mi jakieś 25 minut.

7.50 Docieram na miejsce. O dziwo, udało się bez większych przestojów. Przed odprawą lekarską mam jeszcze chwilę na przebranie się.

8.20 Odprawa – jak co dzień przeglądamy wyniki najświeższych badań, omawiamy nowo przyjętych pacjentów. Po zebraniu udajemy się z opiekunami naszego stażu do sal pacjentów. W Klinice Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych jestem od wielu tygodni – znajomi z mojego roku rozsypani są po innych oddziałach.

8.40 Przeprowadzamy wywiady z chorymi i jako asystenci lekarza prowadzącego wykonujemy codzienne rutynowe badania, czyli mierzenie ciśnienia, osłuchiwanie płuc, serca czy badanie brzucha. Na nasz oddział trafiają głównie osoby ze schorzeniami przewodu pokarmowego: żołądka, jelit i dróg żółciowych. Tych ostatnich jest na oddziale nawet sporo.

10.00 Mała przerwa i czas na drugie śniadanie. Na szpitalnym korytarzu spotykam znajomych z roku. Wspólnie wychodzimy do bufetu. Wymieniamy się najnowszymi wieściami z „naszych” oddziałów.

10.30 Powrót na oddział. Trafiam akurat na robotę papierkową. Dziś pomagam lekarzowi prowadzącemu w uzupełnianiu kart pacjentów. Potrzebna jest jednak konsultacja gastroenterologa na innym oddziale, więc zostawiamy dokumenty na później i idziemy do pacjenta.

12.15 Pora na serię badań. Jako obserwator uczestniczę dziś w ECPW, gastroskopii i kolonoskopii.

15.00 Wspólnie z prowadzącą mnie lekarką uzupełniamy część dokumentacji, którą porzuciłyśmy przed południem.

15.30 Koniec pracy. Dziś nie musiałam zostawać dłużej. Regulaminowy czas pracy stażystów w naszym szpitalu to 7 godzin i 35 minut. Zdarza się jednak, że wychodzimy później.

16.00 Na mieście załatwiam formalności związane z dodatkowym ubezpieczeniem – dostarczam wyniki badań, których oczekuje ode mnie ubezpieczyciel.

16.30 Docieram do domu. W drzwiach witają mnie dwa psy rodziców – Franczeska i Anastazja, które bezwzględnie domagają się spaceru. Po całym dniu należy im się odrobina ruchu.

17.00 Z pracy wraca moja siostra Emilia, z którą jeżdżę do stajni. Jemy obiad i ruszamy do koni.

17.40 Dość sprawnie pokonujemy dystans 25 km dzielący nas od stajni. Gdy dojeżdżamy na miejsce, jest już szaro. Jesień i zima ograniczają nasze jeździeckie ambicje do weekendów, ale w ciągu tygodnia przy koniach zawsze jest pełno pracy. Codzienna toaleta siwego i czyszczenie go z kolejnych warstw zaschniętego błota zajmuje mi trochę czasu. Od wiosny znowu będziemy się wdrażać do regularnego treningu. W wakacje, jak co roku, chcę zabrać Saluta na wyjazdowe konsultacje. Jeździectwo to sport, w którym nieustannie trzeba szkolić i siebie, i konia.

20.00 Jestem już w domu. W pierwszym odruchu zmierzam do kuchni – po całym dniu organizm domaga się odpowiedniej porcji należnej mu energii.

20.20 Siadam do komputera. W poczcie kilka wiadomości od znajomych, wkrótce planujemy się spotkać. Zaglądam na chwilę na forum jeździeckie.

20.45 Zaczyna się „Dr House” – jedyny serial, który staram się śledzić na bieżąco. Pozwala mi oderwać się od mojej szpitalnej rzeczywistości.

21.30 Po wieczornej porcji relaksu siadam jeszcze na chwilę do książek. Czas, jaki poświęcam lekturze publikacji medycznych, jest wprost proporcjonalny do stopnia trudności wybranego przypadku.

23:00 Pora na lekturę pozamedyczną. Przyznaję, jestem molem książkowym. Teraz czytam „Traktat Machiavellego” Allana Folsoma. Niedawno dość szybko przebrnęłam przez cztery tomy cyklu Stephenie Meyer, ale ta lektura okazała się mało wymagająca. W dodatku już po pierwszych kilkudziesięciu stronach wiadomo było, jak się ta cała historia skończy.

23.30 Niebawem północ. Zamykam książkę, idę spać. Jutro pobudka tuż po szóstej.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Notowała Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Jeden dzień z ... Nelą Sarosiek
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.