Jeden dzień z... Bartłomiejem Kwiekiem

Notowała Beata Kołakowska
opublikowano: 24-01-2012, 00:00

Lekarz dermatolog wenerolog, adiunkt w Klinice Dermatologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Autor blisko 50 artykułów z zakresu dermatologii opublikowanych w prestiżowych czasopismach polskich i zagranicznych. Zimą wygląda wiosny, kiedy będzie mógł znowu pływać na desce windsurfingowej. To właśnie dlatego zamieszkał w pobliżu Nieporętu nad Zalewem Zegrzyńskim razem z żoną i dwójką dzieci: 4,5-letnią Mają i 6-letnim Guciem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
5.55 Wstaję wcześnie. W pracy muszę być o 8.00, a do pokonania mam 40 km, na ogół w korkach. Daję dzieciom jeść, a żonie robię kawę. Spłacam w ten sposób dług za te lata przed ślubem, kiedy to ona robiła mi śniadania. Przygotowanie tego napoju to bardzo odpowiedzialne zadanie — muszą być zachowane „złote proporcje” kawy, cukru i mleka, w innym przypadku mam „zwrot” i mogę spóźnić się do pracy.

Szkoda, że jest tak ciemno! Prawie przez cały rok biegam lub jeżdżę rowerem, ale nie zimą. Jak tylko będzie ciut jaśniej, namówię któregoś z sąsiadów i wrócimy do wspólnych porannych treningów.

7.00 Ruszam do pracy. Przede mną godzina słuchania radia, najczęściej Trójki. Czasem, aby się odmłodzić, włączam Radio Campus. Powtarzam niemiecki — warto zrobić coś użytecznego w czasie tej godziny spędzonej codziennie w samochodzie.

8.00 Docieram na ulicę Koszykową do Kliniki Dermatologicznej. Dzień rozpoczyna się odprawą i obchodem.

9.00-12.30 Zajęcia ze studentami. Pomagam też moim specjalizantom. W przerwie mam chwilę na ogarnięcie spraw naukowych, zajęcie się artykułami, nad którymi obecnie pracuję, i zaplanowanie przyszłej pracy w laboratorium, gdzie spędzam stanowczo zbyt mało czasu. Dużo czasu zajmuje mi za to poszukiwanie funduszy na badania.

13.00 Konsultuję nowo przyjętych pacjentów. Najciekawsze w mojej pracy jest to, że od razu mogę porównać stan skóry, którą oglądam gołym okiem, z wynikami badań z laboratorium, ewentualnie wynikami biopsji skóry. Nie muszę „kroić” chorego czy zlecać wykonanie skomplikowanych badań diagnostycznych, by wyciągnąć wnioski i rozpocząć leczenie.

Nie sprawdzam dziś prognozy pogody. Nie warto. Ale już od połowy marca zacznę kontrolować na stronach IMGW prędkość wiatru nad Zalewem Zegrzyńskim. Zwykle udaje mi „zgrać” wiatr i pacjentów, dzięki czemu mogę popływać na desce. Potem pracuję naukowo w domu.

14.30 Ruszam do kolejnej pracy, w której zajmuję się dermatologią ogólną, zabiegową i estetyczną, mniej więcej w równych proporcjach. Fascynuje mnie dynamiczny rozwój dermatologii estetycznej. Ciągle wprowadzane są nowe produkty i technologie, np. wykorzystujące
laser.

19.00 Wychodzę z pracy. Przede mną znów godzinna podróż do domu.

20.00 Myję dzieci, czytam im i kładę do łóżek — niestety, tylko na tyle wystarcza mi czasu. Ale już się cieszę na nasze jutrzejsze, cotygodniowe święto! Odbiorę dzieci z przedszkola o 15.00 i spędzimy razem czas aż do wieczora.

21.00 Czytam książkę, którą kupiłem żonie pod choinkę, a potem omawiamy plany urlopowe. Przed świętami udało nam się wyrwać do Egiptu i popływać na desce. Teraz marzymy o nartach. Trzeba jechać, bo bardzo źle znosimy zimową stagnację.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Notowała Beata Kołakowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.