Janusz Kochanowski: RPO dręczy minister zdrowia

Urszula Ludwiczak
opublikowano: 14-01-2009, 00:00

Janusz Kochanowski, 3. na Liście Stu 2008, ma 68 lat, jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, pracę doktorską nt. subiektywnych granic odpowiedzialności karnej obronił w roku 1980. Od kiedy w 2006 roku został rzecznikiem praw obywatelskich, pracuje niemal bez przerwy. Codziennie zajmuje się dziesiątkami zgłoszeń dotyczących zarówno indywidualnych problemów wielu osób, jak i spraw rangi państwowej, w tym często związanych z realizacją prawa do ochrony zdrowia w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Nawet na urlopie jest w stałym kontakcie ze swoim biurem i załatwia pilne sprawy. "Jak się chce skoncentrować na tym, co się robi, i robić to dobrze, to naprawdę zajmuje to dużo czasu i pochłania wszystkie siły" - przyznaje dr Kochanowski. Więc nie narzeka, a po powrocie z biura znowu spędza czas przy komputerze, służbowe maile potrafi wysyłać o godzinie 4 czy 6 rano.

Prawo bliżej ludzi

Rocznie do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich trafia ponad 55 tysięcy spraw indywidualnych. Wiele z nich świadczy o tym, że Polacy niestety nie wiedzą, jak posługiwać się obowiązującym w Polsce prawem. "Społeczeństwo polskie nie ma wystarczającego dostępu do pomocy prawnej, poza tym nie dysponuje odpowiednią wiedzą, gdzie w razie potrzeby ma się zwrócić" - mówi dr Kochanowski. Dlatego pracownicy biura rzecznika wraz z ekspertami opracowują taki "codziennik prawny" dla wszystkich obywateli. "Będzie to zbiór wszelkich przydatnych w życiu każdego człowieka aktów prawnych, potrzebnych od urodzenia do śmierci, a do tego dołączymy odpowiednią liczbę wzorów pism procesowych - tłumaczy Janusz Kochanowski. - Mamy nadzieję, że uda nam się wydać ten podręcznik w 2009 roku. Zamierzamy dotrzeć z nim do wszystkich maturzystów oraz osób, które będą odbierać dowód osobisty - chcemy, aby przy tej okazji otrzymały taki przewodnik na całe życie".

Czepiać się i nękać

Interwencje dotyczące ochrony zdrowia należą do jednych z najczęstszych działań dr. Janusza Kochanowskiego. Głównie są to wystąpienia do minister zdrowia Ewy Kopacz. "Biedna ta pani minister - zauważa rzecznik. - Jest chyba przeze mnie najbardziej dręczona ze wszystkich ministrów. Jeszcze przede mną nie ucieka, gdy mnie widzi, ale to pewnie dlatego, że bardzo rzadko się spotykamy".

Tylko w 2008 roku rzecznik zajmował się m.in. epidemiologicznym zagrożeniem biegunkami u dzieci, sytuacją epidemiologiczną chorób przenoszonych drogą płciową, zamiarem zaprzestania kontraktowania świadczeń w Izbie Porodowej w Lędzinach, chorymi dziećmi, potrzebującymi leczenia wysokospecjalistycznego, zwłaszcza kardiochirurgicznego, samobójczymi zgonami pacjentów szpitali, utrudnieniami w dostępie pacjentów do tanich leków. Do ministra zdrowia trafiły też wystąpienia RPO dotyczące: koszyka świadczeń gwarantowanych, projektu ustawy o ZOZ-ach zakładającego przekształcenie szpitali w spółki, organizacji lekarskich egzaminów państwowych.

"Przedstawiamy pani minister mnóstwo propozycji rozwiązań z zakresu ochrony zdrowia. Czy to tylko takie nasze "wołanie na puszczy", trudno powiedzieć. Część spraw udaje się załatwić. Ponieważ nie mam żadnej władzy wykonawczej ani inicjatywy legislacyjnej, mogę tylko stale przypominać rządzącym o pewnych problemach. To ciągłe "czepianie się i nękanie" pozostawia jednak po sobie ślad, bo rządzący muszą się tłumaczyć, wyjaśniać. Czasem rezultaty osiągam też dzięki mediom - gdy jakąś informację poda PAP lub gazety, łatwiej i szybciej niż pocztą dociera ona do decydentów" - uważa dr Janusz Kochanowski.

Rodzić po ludzku

Chociaż wiele spraw związanych z ochroną zdrowia czeka ciągle na załatwienie, rzecznik uważa, że jego największym sukcesem w ostatnim czasie jest np. opracowanie Karty Praw Kobiety Rodzącej, którą w grudniu ubiegłego roku przekazano ministrowi zdrowia. Karta zwraca uwagę na konieczność ustawowych rozwiązań dotyczących całościowego systemu opieki zdrowotnej nad matką i dzieckiem, gwarantuje m.in. prawo do bezpłatnego porodu z udziałem wykwalifikowanego personelu i uwzględnienia życzenia kobiety dotyczącego stosowanych procedur położniczych. Rzecznik praw obywatelskich za swój sukces uważa też opracowaną pod koniec 2007 roku Kartę Praw Dziecka Śmiertelnie Chorego w Domu, określającą zasady opieki paliatywnej nad dziećmi chorymi terminalnie.

"Bardzo ważną sprawą było również moje wystąpienie do ministra zdrowia i Prokuratury Generalnej związane z dużą liczbą samobójczych zgonów pacjentów w szpitalach. To, że takie rzeczy się zdarzają, świadczy o braku odpowiedniej opieki nad pacjentami. Po moim wystąpieniu część tych spraw została ponownie podjęta do zbadania" - mówi dr Kochanowski. I dodaje, że jego założeniem jest, aby większość problemów, które trafiają do Biura RPO jako sprawy indywidualne, mogła być powodem zmian systemowych. "Gdy ktoś skarży się np. na niedostatek tanich leków, to ja analizuję sytuację i mogę wystąpić o zmianę generalną w tym zakresie" - zaznacza dr Kochanowski.

W 2009 roku rzecznik praw obywatelskich chce wrócić do konieczności reformy służby zdrowia. "Trochę się zniechęciłem małą skutecznością moich działań w tym zakresie. Ale będę uporczywie drążyć ten temat. Zamierzam opublikować "białą księgę" moich interwencji w sprawie ochrony zdrowia, co się udało załatwić, czego nie, a co jeszcze trzeba zrobić koniecznie" - podkreśla Janusz Kochanowski.

Apel do sumień rządzących

Lekarze przyznają, że rzecznik niewiele może zdziałać, chociaż dzięki niemu o różnych problemach w ochronie zdrowia jest głośno. Karta Praw Kobiety Rodzącej jest oceniana przez sporą część środowiska medycznego jako regulująca to, co i tak od pewnego czasu działało w systemie, choć na pewno jeszcze nie wszędzie. Z kolei jego program reformy systemu jest zbieżny z proponowanym przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. "Ale wpływ RPO na jakiekolwiek zmiany jest niestety tylko agitacyjny i propagandowy, nie ma on żadnych możliwości sprawczych - ocenia Ryszard Kijak, szef Zarządu Regionu Podlaskiego OZZL. - Wszelkie wystąpienia rzecznika to tak naprawdę apel do sumień rządzących - w zależności od tego, na kogo trafia lub o ile jest zbieżny z obecną polityką, wychodzi z tego sukces lub nie".

"RPO nic tak naprawdę nie może, ale się wtrąca, przez co o wielu sprawach jest głośno - dodaje Joanna Zabielska-Cieciuch, lekarz rodzinny z Białegostoku. - Do tego jest osobą niezależną, nie można stwierdzić, że reprezentuje czyjeś interesy, występując w jakiejś sprawie. Gdy związki czy samorząd lekarski mówią o czymś głośno, pojawiają się zarzuty, że reprezentują interesy tylko tej grupy. Rzecznik ma swoje przemyślenia, sporo wnioskuje w zakresie ochrony zdrowia, a jak coś dobrego z tego wynika, to tylko należy to chwalić".

Janusz Kochanowski jest żonaty (Ewa Chmiel - filolog polski), ma dwójkę dzieci, które poszły w jego ślady. Córka Marta jest prawnikiem w Londynie, syn Mateusz - studentem prawa w Pradze. "Radzą sobie świetnie. Oboje są za granicą, co sprawia, że rzadko się spotykamy. Na szczęście udaje się to kilka razy w roku, czasem też podczas moich zagranicznych podróży służbowych mam okazję odwiedzić dzieci" - mówi Janusz Kochanowski.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.