Jak wyklucza system ochrony zdrowia

opublikowano: 08-07-2020, 14:57

Coraz popularniejszy staje się pogląd, że miejsce zamieszkania i kod pocztowy decydują w większym stopniu o poziomie naszego zdrowia niż kod genetyczny. Czy to zdrowotna odmiana populizmu, a może realnie istniejący problem – o tym dyskutowali eksperci podczas HCC Online.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Choć polska Konstytucja gwarantuje wszystkim Polakom równy dostęp do opieki zdrowotnej w ramach świadczeń gwarantowanych, to jednak okazuje się, że problem nierówności w ochronie zdrowia nie omija naszego kraju. Wbrew pozorom poziom zdrowia i dostępu do opieki zdrowotnej determinuje w Polsce w większym stopniu wykształcenie i status społeczno-ekonomiczny, a nie miejsce zamieszkania.

iStock

Nierówności o charakterze regionalnym

W trakcie debaty odbywające się w ramach HCC Online omówiono zagadnienie wykluczenia zdrowotnego w kontekście dostępu do diagnostyki i leczenia w poszczególnych regionach kraju. Eksperci posłużyli się dla zilustrowania zagadnienia standaryzowanym wskaźnikiem umieralności.

„W populacji dorosłych mężczyzn w latach 2017-2018 wskaźnik umieralności był najwyższy w centralnym obszarach Polski, szczególnie w województwie łódzkim oraz na terenach tzw. ziem odzyskanych. Co ciekawe, wskaźnik był najniższych na terenach południowo-wschodnich, gdzie stereotypowo panuje gorsza sytuacja społeczno-ekonomiczna. Oczekiwana długość życia mężczyzn jest tam najdłuższa w całej Polsce, szczególnie korzystnie pod tym względem wypada województwo podkarpackie i małopolskie” – wskazał Rafał Halik z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Jak dodał, powiaty o podobnym poziomie wskaźnika umieralności zwykle występują obok siebie, z drobnymi wyjątkami, takimi jak powiat chełmski. Jak rozkłada się ten sam wskaźnik w populacji kobiet? Jest niższy na Wschodzie i Południu Polski, a zdecydowanie wyższy na ścianie zachodniej kraju. Okazuje się więc, że polskie nierówności w ochronie zdrowia przeczą przyjętym stereotypom.

Czy Polska jest podobnie zróżnicowana pod względem alokacji pieniędzy przeznaczanych na zdrowie? Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia aż 83 proc. mieszkańców województwa łódzkiego skorzystało w minionym roku z przynajmniej jednego świadczenia finansowanego ze środków publicznych. To znacznie mniej niż np. w woj. opolskim, gdzie odsetek ten wynosi 74 proc. Różnice widać również w średnich wartościach świadczeń refundowanych: w Mazowieckiem wynosiła ona ok. 2900 zł, w woj. Warmińsko-mazurskim było to 500 zł mniej.

Źródło wykluczenia

Miejsce zamieszkania, choć z pewnością nie bez znaczenia, nie jest jedyną przyczyną gorszego dostępu do ochrony zdrowia. Niebagatelną rolę w dostępie do usług publicznych, w tym opieki zdrowotnej przy jej wszystkich brakach, odgrywa kapitał kulturowy pojedynczych pacjentów oraz poszczególnych populacji.

„Kapitał kulturowy w tym kontekście to nie tylko wykształcenie, ale szeroka sieć kontaktów wśród osób, które mogą pacjentowi umożliwić szybsze uzyskanie danego świadczenia. Patrząc na mapę obrazującą rozłożenie regionalne wskaźnika umieralności, istotnie nie widać zazwyczaj przywoływanego w kontekście nierówności podziału rozbiorowego. Widać natomiast różnice wynikające z przebiegu transformacji ustrojowej z początku lat 90.” – zwróciła uwagę Maria Libura, ekspert z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Ekspertka podkreśliła  – na przykładzie województwa łódzkiego – że nierówności społeczne oraz zdrowotne widać najbardziej właśnie tam, gdzie w poprzednim ustroju działały wielkie zakłady pracy, zapewniające nie tylko zatrudnienie, które wraz z transformacją zostały zlikwidowane lub upadły w następstwie przemian gospodarczych. Ograniczenia dostępu są również odczuwalne poza większymi miejskimi aglomeracjami, do których w poszukiwaniu lepszych warunków pracy i płacy odpływa kadra medyczna.

„Nierówności, także o charakterze zdrowotnym, są największe tam, gdzie najsłabsza była spójność społeczna. Dotknęły regiony i grupy społeczne, którym transformacja odebrała dotychczasowe formy pracy i życia, a gdzie w zamian nie włączono żadnych programów pomocowych” – dodała Maria Libura.

Ponadto, oceniła że kolejne reformy opieki zdrowotnej opracowują i wdrażają eksperci z klasy średniej lub wyższej, uwzględniając głównie potrzeby i perspektywę własnego środowiska. Niechętnie zwracamy na to uwagę, bo polska opinia publiczna ostrożnie podchodzi do badania tego, w jaki sposób klasa społeczna determinuje dostęp do usług publicznych.

Rafał Halik zwrócił również uwagę na inny interesujący fakt: korelację sytuacji zdrowotnej na danym terenie z wynikami egzaminu gimnazjalnego oraz warunkami sanitarnymi (10 proc. gospodarstw domowych w Polsce funkcjonuje bez łazienki).

Interwencja na miarę potrzeb lokalnych społeczności

Wykształcenie i status społeczno-ekonomiczny determinują dostęp do opieki zdrowotnej nie tylko dlatego że zazwyczaj współwystępują z wysokim kapitałem kulturowym. Pacjent lepiej wykształcony to także chory lepiej orientujący się w zawiłościach i uwarunkowaniach systemu.

„Choć o polskiej transformacji mówi się przeważnie w kontekście lat 90., to przecież nasze państwo i społeczeństwo nadal podlegają jej procesom. Mimo to wydaje się, że nierówności społeczne i zdrowotne uległy utrwaleniu. W mojej opinii są konsekwencją przyjętego w Polsce centralistycznego modelu zarządzania systemem opieki zdrowotnej” – zauważyła dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

W jej ocenie analizowanie potrzeb zdrowotnych społeczeństwa oraz planowanie wydatków na ochronę zdrowia z perspektywy centralnych instytucji państwa – zlokalizowanych w większości w Warszawie – mija się z celem. Najbardziej rzetelnie można bowiem ocenić dostęp do profilaktyki, diagnostyki i leczenia na danym terenie z lokalnej perspektywy. Jest on zbyt regionalnie zróżnicowany, aby można było jego poziom poprawić za pomocą tego samego, wdrożonego odgórnie rozwiązania. 

„Tymczasem w polskim systemie ochrony zdrowia dopiero od 2016 r. mapujemy potrzeby zdrowotne. Warto przy tym zauważyć, że mapy są opracowywane w oparciu o dane raportowane przez świadczeniodawców do Narodowego Funduszu Zdrowia, które odzwierciedlają pewien zastanym stan organizacji systemu w danym regionie” – przypomniała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka. 

Cięcie wydatków na AOS

Eksperci zgodzili się co do tego, że wbrew kosztowej i zdrowotnej logice, ofiarą ograniczania wydatków padała na przestrzeni dekad ambulatoryjna opieka specjalistyczna. Rosło natomiast finansowanie świadczeń realizowanych w warunkach szpitalnych, które są przecież najdroższe. Konsekwencją tej krótkowzrocznej polityki jest obserwowane dziś w wielu miejscach Polski drastyczne ograniczenie pacjentom dostępu do AOS.

„W powiatach, które charakteryzuje najniższy poziom dochodów oraz wykształcenia ich mieszkańców, widzimy niewystarczającą ilość poradni m.in. urologicznych, diabetologicznych i dermatologicznych. Są takie powiaty, gdzie nie działa ani jedna taka placówka. Konieczna jest zatem redefinicja podstawowego zabezpieczenia zdrowotnego dostępnego na poziomie powiatu. Mamy po temu stosowne dane i narzędzia, czas więc na realną opiekę populacyjną” – wskazała dr Małgorzata Gałązka Sobotka.

Mimo pewnych ograniczeń, narzędziem tym mają być właśnie mapy potrzeb zdrowotnych. Umożliwiają one zebranie bardzo szczegółowych danych, które powinny dostarczyć informacji o charakterze i rozmiarach wykluczenia zdrowotnego w konkretnych regionach. Osadzone w szerszym społecznym kontekście, dane te powinny posłużyć za podstawę rekomendacji polityki zdrowotnej dla danego obszaru. Określone w ten sposób cele mogłyby zostać ujęte w planach finansowych lokalnych oddziałów NFZ. 

Warto tu zaznaczyć, że trudności w dostępie do specjalistów wynikają nie tylko z ograniczeń o charakterze organizacyjnym, finansowym czy kadrowym.

„Często jest to konsekwencja szerszych uwarunkowań: m.in. wykluczenia komunikacyjnego, które wzmacnia odpływ profesjonalistów medycznych do większych miast. Nie można więc ograniczać rozmowy o nierównościach w zdrowiu do dyskusji o podziale kompetencji pomiędzy władze centralne oraz decydentów lokalnych, czyli np. dyrektorów wojewódzkich oddziałów NFZ” – podsumowała Maria Libura.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.