Jak mówić o problemach zdrowia psychicznego

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 03-10-2018, 11:17
aktualizacja: 03-10-2018, 12:19

Sposób przekazywania informacji o osobach doświadczających kryzysu psychicznego ma ogromny wpływ zarówno na postrzeganie ich samych, jak i całej psychiatrii. „Problem stygmatyzacji ma swoje źródło w głęboko zakorzenionych w przestrzeni publicznej słowach i gestach, a niektóre z nich działają jak cepy” — przekonują eksperci.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Dla społecznej akceptacji osób doświadczających kryzysu psychicznego istotne znaczenie ma język, jakim się o tym komunikuje” — zauważa Mateusz Biernat, pedagog specjalny, konsultant ds. studentów w Biurze ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz członek Mental Health Europe.

23,4 proc. - tyle osób doświadcza, doświadczyło lub doświadczy kryzysu psychicznego w swoim życiu.
Zobacz więcej

23,4 proc. - tyle osób doświadcza, doświadczyło lub doświadczy kryzysu psychicznego w swoim życiu. iStock

„Akceptacja społeczna jest w tym wypadku kluczem, ponieważ problemem nie jest doświadczanie kryzysu psychicznego, ale izolacja społeczna i nieumiejętność przekazania tego, co jest dla nas ważne” — stwierdził Mateusz Biernat podczas spotkania poświęconego roli mediów w polskiej psychiatrii (26 czerwca w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta). Wzięli w nim udział lekarze psychiatrzy, dziennikarze, przedstawiciele instytucji działających na rzecz ochrony praw osób z zaburzeniami psychicznymi oraz przedstawiciele pacjentów. Wspólnie zastanawiali się, jak zmienić język opisujący problemy osób z zaburzeniami psychicznymi.

Stygmatyzacja osób z zaburzeniami psychicznymi zaczyna się w naszej głowie

Według Mateusza Biernata, który prowadzi terapię dla osób po kryzysie psychicznym, do tego, by zrozumieć ich problemy, niezbędna jest odpowiednia komunikacja z otoczeniem. Bez niej i bez pozytywnych wzmocnień ze strony społeczeństwa trudno osiągnąć cel, jakim jest wyzdrowienie. On sam, mimo kryzysu psychicznego, którego doświadczył, założył rodzinę, a dzięki wsparciu i ciężkiej pracy osiągnął sukces zawodowy. Swoim przykładem pomaga teraz odzyskać wiarę w wyzdrowienie tym, którzy żyją w izolacji, a jedynym źródłem informacji są dla nich gazety, radio i telewizja. Jednocześnie zwrócił się do mediów z apelem, aby posługiwały się pozytywnym przekazem, „a nie straszyły samobójstwami, psychozą, nożami i siekierami”.

„Stygmatyzacja tak naprawdę zaczyna się w naszych głowach. Nadajemy wartości i znaczenie temu, co jest najmniej istotne — napisowi, a nie próbujemy poznać historii człowieka, który się za nim kryje. Wolałbym, żebyśmy nadawali wartości i znaczenia słowom, które niosą nadzieję i wiarę w to, że może być lepiej i które ukazują piękno człowieka takiego, jakim jest” — stwierdził Mateusz Biernat.

Co daje nadzieję, a co ją odbiera

Na ogromne znaczenie języka używanego w psychiatrii zwrócił uwagę również prof. dr hab. n. med. Jacek Wciórka, kierownik I Kliniki Psychiatrii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Według niego, sposób, w jaki opisywane są doświadczenia ludzkie, rozstrzyga o tym, czy człowiek wyjdzie z tych doświadczeń pokaleczony, stracony, czy wprost przeciwnie — umocniony oraz bogatszy o pewien zasób wiedzy i uczuć.

„W psychiatrii są słowa, które działają jak cepy, a najczęściej posługują się nimi media. To słowa archaiczne, które nie powinny być już dawno używane, a jednak ciągle powracają i nadal ranią” — powiedział prof. Jacek Wciórka. Według niego, zadaniem psychiatrii jest szukanie słów, które będą mówiły o tych samych zjawiskach i doświadczeniach w sposób pozytywny. Słów budujących nadzieję, pokazujących rozwiązania i ścieżki wyjścia z kryzysowych doświadczeń.

Odpowiedzialność za sposób komunikowania się w psychiatrii ponoszą media i lekarze

Tyle że sama psychiatria, w opinii prof. Wciórki, nie poradzi sobie z tym zadaniem. Potrzebuje społecznego wsparcia. „Psychiatria to wiedza specjalistyczna, która chce mówić skrótowo, nowocześnie, zgodnie z aktualnymi trendami, ale zawodzi w kontaktach z ludźmi, którzy doświadczają kryzysu psychicznego. Nieraz widziałem, jak pod wpływem jakiegoś słowa człowiek się „zapadał”. Bardzo trudno potem z tego wyjść. Niektórzy zapadają się już na zawsze” — stwierdził prof. Wciórka.

Dodał, że odpowiedzialność za sposób komunikowania się w psychiatrii dotyczy nie tylko specjalistów w tej dziedzinie. „Ta odpowiedzialność ciąży również na wszystkich osobach, które pośredniczą między psychiatrą a wspólnotą społeczną, w której przychodzi nam działać. To, co oferujemy tej wspólnocie w przekazie, jest naszym wspólnym dziełem” — przypomniał kierownik I Kliniki Psychiatrii IPiN. Zachęcał, aby szukać słów wyrażających ludzkie kompetencje i wrażliwość, a nie używać słów cepów, które ranią, poniżają, stygmatyzują i wykluczają chorych z życia społecznego.

„Problem stygmatyzacji osób z zaburzeniami psychicznymi zaczyna się bardzo wcześnie. Tak naprawdę wszyscy się jej uczymy od najmłodszych lat poprzez gesty, słowa, zwyczaje, obyczaje, praktyki społeczne, które są bardzo głęboko zakorzenione w naszym życiu publicznym i kulturze. Problem pojawia się, gdy do człowieka z całym tym „wyposażeniem autostygmatyzacyjnym” przychodzi kryzys, a on musi się z nim zmierzyć. Niektórzy nie są w stanie tego udźwignąć” — przestrzegł prof. Wciórka.

Według niego, wielkim krokiem naprzód, a jednocześnie dużym ułatwieniem w przeprowadzeniu reformy systemu ochrony zdrowia psychicznego w Polsce, byłoby zwrócenie uwagi na publiczną dbałość o kulturę słowa. „Próbujemy zmagać się z tymi barierami, językiem, szablonami myślowymi i stereotypami, ale nie zawsze kończy się to pełnym sukcesem” — przyznał profesor.

Dyskryminacja w dostępie do opieki psychiatrycznej

Reprezentujący Biuro ds. Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie lek. Marek Balicki, psychiatra i były minister zdrowia, uważa, że media powinny narzucić sobie jakiś rygor poprawności w odniesieniu do problemów psychicznych. Chodzi o to, aby nie epatować sensacją i nie używać w debacie publicznej terminologii psychiatrycznej do tego, by poniżyć i zdyskredytować przeciwnika politycznego.

„Media nie mogą uciec od sensacyjności, ale są pewne zalecenia, stworzone i przyjęte przez społeczność międzynarodową, które precyzują, w jaki sposób powinny informować, np. o zamachach terrorystycznych, żeby nie przynosiło to więcej szkód” — powiedział Marek Balicki.

Psychiatra zwrócił również uwagę na język używany w stosunku do osób z zaburzeniami psychicznymi. Według niego, nazywając kogoś schizofrenikiem, etykietujemy, stygmatyzujemy, wykluczamy, dyskryminujemy i ograniczamy prawa w różnych sferach życia osoby ze schizofrenią. To samo dotyczy osób, w stosunku do których używa się terminologii „chory psychicznie”.

„W grupie osób z problemami zdrowia psychicznego mamy do czynienia z większą nierównością w dostępie do ochrony zdrowia niż generalnie w społeczeństwie. Pilotaż ma sprzyjać wyrównywaniu tych nierówności” — przypomniał Marek Balicki.

Na opiekę nad osobami z zaburzeniami psychicznymi wydaje się w Polsce mniej pieniędzy niż wynosi średnia w Europie. „To przykład dyskryminacji, która jest wynikiem stygmatyzacji strukturalnej” — ocenił Marek Balicki. Kolejnym przykładem dyskryminacji strukturalnej jest leczenie chorych w szpitalach, w izolacji od społeczeństwa. Izolacja była też głównym założeniem tzw. ustawy o bestiach.

„70 proc. środków wydajemy na leczenie szpitalne, które na dodatek odbywa się w warunkach urągających podstawowym prawom. Również sposób refundacji leków psychiatrycznych działa i stygmatyzująco, i dyskryminująco, bo żeby niektóre leki zostały zrefundowane, trzeba dać bardziej stygmatyzujące rozpoznanie, a jak nie ma tej etykietki — mamy takie same prawa. Czego byśmy nie dotknęli, to w stosunku do osób, które mają doświadczenie kryzysu lub problemy zdrowia psychicznego, reguły życia społecznego są stygmatyzujące, wykluczające i dyskryminujące. Musimy przełamać nie tylko bariery, które mamy w naszych głowach, ale również w systemie i różnych instytucjach” — podsumował Marek Balicki.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.