Jak liczyć koszty świadczeń?

Ewa Szarkowska
opublikowano: 09-07-2009, 00:00

Świadczeniodawcom absolutnie nie zależy na tym, żeby pokazywać, jakie mają rzeczywiste koszty. Obawiają się, że jeżeli okaże się, iż dana procedura w NFZ jest wyceniona wyżej niż faktyczne koszty jej wykonania, to fundusz obetnie im finansowanie - mówi Jakub Szulc, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Od 1999 r. obowiązuje rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie prowadzenia przez ZOZ-y rachunku kosztów. Na czym więc polega kłopot z liczeniem kosztów, głównie przez szpitale?

Rzeczywiście mamy rozporządzenie kosztowe, tyle tylko, że każdy realizuje je, jak chce. Nie dopracowaliśmy się w systemie ochrony zdrowia jednolitej metodologii rachunkowej, więc dostajemy dane kosztowe księgowane w bardzo różny sposób. A wtedy trudno to porównać i uśrednić. Chodzi o to, żeby mieć liczone koszty w zakładach opieki zdrowotnej w podziale na procedury, tak aby uzyskiwać wiarygodną informację, ile rzeczywiście kosztują świadczenia medyczne.

Jakie działania podjął obecnie resort zdrowia, żeby to szybko zmienić?

Skoro nikomu nie udało się tego uporządkować przez ostatnich kilkanaście lat, to trudno oczekiwać, że będzie to możliwe do przeprowadzenia w ciągu roku czy półtora. Ale chcemy definitywnie rozpocząć ten proces jeszcze w tym roku. Obecnie pracujemy nad nowym rozporządzeniem w zakresie prowadzenia rachunku kosztów przez świadczeniodawców, a przede wszystkim przez szpitale. Mamy już zielone światło z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na sfinansowanie z funduszy unijnych, w ramach programu operacyjnego "Kapitał ludzki", projektu liczenia kosztów, który będzie prowadzony przez Agencję Oceny Technologii Medycznych, Departament Ubezpieczeń Zdrowotnych MZ i Szkołę Główną Handlową.

Będzie bardzo trudno doprowadzić do sytuacji, że wszyscy będą liczyli koszty w najdrobniejszym szczególe zgodnie z zaleceniami.

Zgadza się. Trzeba pamiętać, że wprowadzenie uszczegółowionego rachunku kosztów będzie wiązało się z koniecznością zainwestowania przez placówki zarówno w oprogramowanie, jak i w całe systemy informatyczne. Chcemy doprowadzić do tego, by wycenę procedur do odpowiedniego poziomu szczegółu prowadziła możliwie jak największa, rezprezentatywna grupa ZOZ-ów.
Pierwszy krok to zidentyfikowanie możliwości świadczeniodawców, jeśli chodzi o szczegółowość sprawozdań. Na tej podstawie chcielibyśmy wypracować pierwszy ogólny model i wprowadzić go jako powszechnie obowiązujący dla wszystkich. Jednocześnie prowadzony byłby pilotaż sprawozdawania na kolejnym poziomie zaawansowania. Jeśli przeprowadzimy trzy etapy takich uszczegółowień, będziemy mogli powiedzieć, że mamy możliwość szacowania kosztów tak, jak one realnie kształtują się u świadczeniodawców, a nie tylko na zasadzie polizania palca, wystawienia na wiatr i sprawdzenia, z której strony wieje.

Dlaczego do tej pory nie udało się tego zrobić?

Być może z jednej strony są to zaniedbania poprzedników, ale z drugiej jest silny opór świadczeniodawców. Bo świadczeniodawcom absolutnie nie zależy na tym, żeby pokazywać, jakie mają rzeczywiste koszty. Obawiają się, że jeżeli okaże się, iż dana procedura w Narodowym Funduszu Zdrowia jest wyceniona wyżej niż faktyczne koszty jej wykonania, to NFZ obetnie im finansowanie. Dlatego chcemy to zrobić poza NFZ. Docelowo planujemy też, by AOTM przekształciła się w agencję oceny i taryfikacji procedur medycznych, która jako instytucja niezależna, na podstawie danych kosztowych, określałaby liczbę punktów dla każdej procedury. W gestii NFZ pozostałoby tylko ustalanie ceny za punkt.

Ale jest też często odwrotnie: świadczeniodawcy narzekają, że procedury są za nisko wycenione przez fundusz, więc powinni być zainteresowani pokazaniem rzeczywistych kosztów? Wtedy mieliby podstawę do żądania większych środków od NFZ.

To problem ogólnych nakładów na ochronę zdrowia w Polsce. Z jednej strony jesteśmy krajem, w którym wydatki publiczne na zdrowie są, w porównaniu z innymi krajami, chociażby w odniesieniu do średniej unijnej, stosunkowo niskie. Z drugiej strony, jeżeli spojrzymy na podział tych pieniędzy na poszczególne zakresy świadczeń, okazuje się, że w porównaniu z innymi wydajemy ogromne pieniądze na lecznictwo szpitalne. A to właśnie szpitale najgłośniej mówią o niedoborach. Jeżeli zajrzymy do bilansów szpitali, okazuje się, że obecnie problemem jest raczej "garb zadłużeniowy", a nie kłopoty z bieżącym finansowaniem. Jednak żeby mieć pewność co do właściwej wyceny świadczeń, potrzebny jest rachunek kosztów.


Czytaj też:
Wielkie liczenie kosztów leczenia

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.