Jak globalizacja przybliżyła do nas alergie

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 04-05-2020, 11:28

O epidemii XXI wieku, jaką są choroby alergiczne, przyczynach jej rozwoju, o starych i nowych alergenach oraz nielekceważeniu jej objawów rozmawiamy z dr. hab. n. med. Andrzejem M. Falem, prof. Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wiosna w pełni, sezon pylenia roślin nabiera rozpędu. Jednocześnie wciąż notuje się sporo zakażeń układu oddechowego. Jak rozróżnić, czy objawy są spowodowane infekcją, czy alergią?

Dr hab. n. med. Andrzej Mariusz Fal, prof. UKSW
Zobacz więcej

Dr hab. n. med. Andrzej Mariusz Fal, prof. UKSW Fot. Jacek Barcz

Jednoznaczne rozróżnienie może być czasami trudne. Istnieje natomiast kilka czynników, na które trzeba zwrócić uwagę. Większość infekcji przebiega ze wzrostem gorączki, występuje przynajmniej stan podgorączkowy. Ogólne uczucie rozbicia, bóle mięśniowe to z kolei typowe objawy prodromalne czy już śródinfekcyjne symptomy infekcji wirusowej, które nie występują u alergików. Poza tym większość alergików zna objawy towarzyszące alergii, ma je już kolejny sezon, w związku z tym jest przygotowana na okres pylenia, wie czego się spodziewać. I wreszcie rzecz najbardziej subiektywna z punktu widzenia pacjenta: doświadczony alergik objawów alergicznego kataru nie pomyli z niczym.

Mamy coraz bardziej łagodne zimy. Podczas minionej było więcej temperatur na plusie niż na minusie. Wpływa to na wegetację roślin, czy więc objawy alergii wystąpiły wcześniej niż zazwyczaj?

Zdecydowanie. Kalendarz pylenia jest ustalony dzięki wieloletnim obserwacjom, w tym wielu ośrodków polskich. Okazuje się, że jest on bardzo wrażliwy na klimat i złagodzenie zimy przyspiesza wiosenną wegetację roślin. W tym roku już w końcówce stycznia mieliśmy, po raz pierwszy notowane, znamienne stężenia pyłków olchy, czyli jednego z trzech tzw. wczesnych drzew. Ocenia się, że w Polsce ok. 3-4 proc. populacji jest uczulonej na tę grupę alergenów.

Na jakim etapie życia mogą wystąpić objawy alergii wziewnej? A może nie ma takiego okresu w życiu człowieka, kiedy choroba nie może się pojawić?

Klasycznie rzecz ujmując, zawsze mówiliśmy o marszu alergicznym. W okresie wczesnego dzieciństwa, wręcz noworodkowym, pojawiają się związane z alergiami pokarmowymi alergie skórne, potem alergie wziewne, alergiczny nieżyt nosa z towarzyszącym najczęściej alergicznym nieżytem spojówek i wreszcie — astma oskrzelowa. Natomiast od wielu lat obserwujemy, że alergiczny nieżyt nosa, który typowo był chorobą rozwijającą się u osób młodych, nawet bardzo młodych, teraz może pojawić się praktycznie w każdym wieku. Jeżeli występuje u osoby powyżej 60. roku życia, wówczas myślałbym raczej o katarach naczyniowych, natomiast u 40-latka pojawienie się pierwszych objawów kataru alergicznego nie jest niczym niezwykłym.

Co takiego się wydarzyło, że nasilenie chorób alergicznych tak bardzo wzrosło w ostatnich dekadach?

W XX wieku nastąpiły trzy bardzo istotne wydarzenia, które doprowadziły do rozwoju chorób alergicznych. Pierwszym była zmiana czerpania wody dla miast. W momencie, gdy ujęcia nie były zlokalizowane tam, gdzie odprowadzenia ścieków, woda stała się bardziej czysta biologicznie, tzn. nie zawierała tylu bakterii i pasożytów. W efekcie zaczęliśmy mieć mniej infekcji i infestacji pasożytniczych z tym związanych. Nasz układ immunologiczny uległ pewnemu przestrojeniu, co skutkowało wtórnie rozwojem chorób alergicznych.

Drugą wielką zmianą, która nastąpiła mniej więcej 25-30 lat później, była higienizacja naszego życia. Zaczęliśmy, co jest oczywiście bardzo słuszne, lepiej sprzątać, częściej myć ręce, unikać tych patogenów, z którymi normalnie, od dzieciństwa, się stykaliśmy. Higienizacja życia doprowadziła do kolejnego przyspieszenia wzrostu alergii. W końcu doszło do częściowej hermetyzacji środowiskowej. Zamknęliśmy się za superszczelnymi oknami, szczelnymi drzwiami, włączyliśmy klimatyzację i to był trzeci krok do rozwoju epidemii alergii.

Dziś jesteśmy świadkami epidemii alergicznej, która się rozwija, jest coraz większa i ta faza wzrostu jeszcze chwilę potrwa nim osiągnie — jak większość chorób — swoje plateau. Wydaje się, że w niektórych krajach, w których odsetek alergików stanowi już od 45 do ponad 50 proc. społeczeństwa, widać już spłaszczanie krzywej przyrostu alergii w populacji. Jeżeli spojrzymy jednak na alergie pokarmowe, to być może tu pojawia się czwarty czynnik, który będzie kolejnym mechanizmem spustowym progresji epidemii alergicznej. Kto 30 lat temu jadł w Polsce orzechy nerkowca, świeże krewetki, awokado itp.? Przez globalizację, także nawyków żywieniowych, istotnie zwiększyła się liczba alergenów pokarmowych, krzyżowo reagujących między sobą i z alergenami wziewnymi. Widać to po szybkim rozwoju alergii pokarmowych i trudno w tej chwili powiedzieć, jaki to będzie miało wpływ na całkowity stopień alergizacji społeczeństwa.

Czy to znaczy, że należy ostrożnie sięgać po egzotyczne specjały? Bo, faktycznie, w sklepach można dostać niemalże wszystko, co rośnie i żyje na ziemi.

Dodatkowo w pokarmach pojawiła się jeszcze chemia, której wpływu też nie doceniamy — wszystkie substancje oznaczone literką „E” i 3-cyfrowym symbolem, polepszacze smaku, aromaty identyczne z naturalnym itd. Są to niewątpliwie substancje o nie do końca zbadanym wpływie na nasz układ immunologiczny, w tym też na alergizację. Natomiast różnorodność pokarmowa jest jak najbardziej wskazana, nie należy jej unikać. To jest jeden z elementów globalizacji, której w sposób przyspieszony doświadczamy od trzech dekad. Trzeba natomiast zachować pewną ostrożność. Przede wszystkim nie można lekceważyć drobnych objawów, jak np. ból głowy po jedzeniu, kaszel, wysypka, świąd. W niektórych przypadkach przeoczenie czy zlekceważenie takich symptomów dwa czy trzy razy może przy czwartym-piątym albo kolejnym incydencie doprowadzić do bardziej intensywnych reakcji ogólnosystemowych, anafilaktycznych ze wstrząsem włącznie. Niestety, alergia pokarmowa pod tym względem jest dosyć niebezpieczna.

Bywa też tak, że przyzwyczajamy się do objawów alergii, nie leczymy się. Sięgamy po środki łagodzące dolegliwości sezonowo. Do czego może doprowadzić nieleczona alergia?

To zależy od tego, o jakiej alergii mówimy. Jeżeli mówimy o astmie alergicznej, to bagatelizowanie choroby może doprowadzić do bardzo ciężkich powikłań, nawet niewydolności oddechowej, inwalidztwa oddechowego. Prawidłowo leczona astma nie doprowadza do takich konsekwencji ze względu na dostępność nowoczesnej terapii. W przypadku alergii wziewnych z objawami ze strony górnych dróg oddechowych, czyli alergicznego nieżytu nosa, ich zaniedbywanie i nieleczenie pogarsza nasz kontakt z rzeczywistością, ogranicza percepcję, zdolności koncentracyjne, obniża jakość snu. Stajemy się coraz bardziej zdenerwowani, dzieci gorzej się uczą, dorośli mniej koncentrują się na pracy. Miejmy także świadomość, że alergiczny nieżyt nosa, szczególnie nieleczony, nawet sześciokrotnie zwiększa ryzyko rozwoju astmy oskrzelowej. Nie lekceważmy zapalenia spojówek — 80 proc. alergików je ma, przynajmniej w okresie pylenia drzew czy potem traw, od lutego do lipca. Alergię można i trzeba leczyć. Współczesna medycyna ma odpowiednie ku temu narzędzia.

O kim mowa
Dr hab. n. med. Andrzej Mariusz Fal, prof. UKSW, jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych, alergologii i zdrowia publicznego, kierownikiem Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie, dyrektorem Instytutu Nauk Medycznych UKSW.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.