Jak COVID-19 zmieni polską stomatologię

Emilia Grzela
opublikowano: 10-07-2020, 16:08

Środowisko stomatologów obawia się, że obok trudności o charakterze finansowym, z którymi muszą zmagać się praktyki od początku pandemii – COVID-19 będzie miało jeszcze jeden skutek: zepchnie stomatologię na margines ochrony zdrowia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Zamrożenie systemu opieki zdrowotnej, a dziś stopniowe jego odmrażanie wiąże się dla wszystkich świadczeniodawców z podobnymi wyzwaniami: wysokie koszty środków ochrony indywidualnej, mniejsza liczba pacjentów, konieczność „nadrobienia” świadczeń i widmo mniejszych pieniędzy na zdrowie. Problemy te nie ominęły także stomatologii, o której debatowali eksperci podczas trwającego właśnie HCC Online.

Współpraca lekarzy i dentystów

W pewnym sensie stomatologia już przed pandemią nie funkcjonowała w głównym nurcie ochrony zdrowia, stąd tak ważna jest dziś ścisła współpraca między środowiskiem lekarskim i stomatologicznym o charakterze naukowym i samorządowym. Jak zaapelowała prof. dr hab. Marzena Dominiak, prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego, warto porzucić wąskie pojmowanie stomatologii: to lekarz dentysta jest bowiem często tym specjalistą, do którego trafia pacjent np. z podejrzeniem nowotworu.

„Jako Polskie Towarzystwo Stomatologiczne wspólnie z Naczelną Radą Lekarską tworzymy Polski Komitet Narodowy, stanowiący wspólną reprezentację polskich stomatologów w strukturach międzynarodowych, w tym Światowej Federacji Dentystycznej (FDI). (…) Moim zdaniem powinien on obradować stale, tak by zapewnić dwustronny dialog i wzajemne wsparcie o charakterze naukowym, samorządowym i organizacyjnym. Wspólnie powinniśmy także współpracować z Ministerstwem Zdrowia” – powiedziała prof. Dominiak.

Dodała, że środowisku szczególnie zależy na stałej reprezentacji działającej przy resorcie.

Czy część gabinetów dentystycznych zniknie?

Stomatologia jest pod pewnymi względami specyficznym obszarem ochrony zdrowia: mimo dużych potrzeb zdrowotnych polskiego społeczeństwa w tym zakresie, ok. 80 proc. świadczeniodawców działa w sektorze prywatnym. Czy kolejne odsłony rządowej tarczy zapewniają im wystarczającą ochronę?

„W początkowym okresie pandemii w najtrudniejszej sytuacji finansowej znalazły się nowe na rynku gabinety, których właściciele, aby w ogóle móc wystartować z działalnością zgodnie z przyjętymi standardami, musieli się zdecydować się na skorzystanie z leasingu, co wiąże się z płatnością wysokich rat. Pacjentów było zdecydowanie mniej: planowi bali się przychodzić do gabinetów, ostrych przypadków nie było wielu, by gabinet się finansowo bilansował. W mojej ocenie nie można traktować wszystkich przedsiębiorców funkcjonujących w branży medycznej jednakowo, decyzja o ewentualnej pomocy powinna być podejmowana w oparciu o analizę różnych aspektów działalności” – podkreślił Radosław Lubczyk, poseł Koalicji Polskiej – Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Przypomniał także o dramatycznych brakach środków ochrony indywidualnej w początkach pandemii i ich skokowo wzrastających cenach. Krytycznie ocenił poziom przygotowania państwa w tym zakresie, choć oczywiście rozmiar pandemii trudno było przewidzieć.

Kiepska jakość dialogu z Ministerstwem Zdrowia

Naczelna Rada Lekarska stoi na stanowisku, że opracowanie zaleceń dotyczących postępowania w dobie pandemii powinno leżeć po stronie towarzystw naukowych, takich jak Polskie Towarzystwo Stomatologiczne. Nadanie im jednak urzędowego charakteru i mocy prawnej to już decyzja Ministerstwa Zdrowia, z którą resort w tym przypadku się nie spieszył.

„Dopiero 5 maja ukazał się projekt nowych zaleceń i w fazie projektu pozostaje już ponad 50 dni. Nadal więc nie ma zaleceń, mimo zapewnień resortu. (…) Jako niewystarczającą oceniamy rządową Tarczę Antykryzysową. Już w kwietniu wspólnie z Krajową Izbą Fizjoterapeutów upominaliśmy się o wsparcie dla tych podmiotów ochrony zdrowia, które działają w dużej mierze w sektorze prywatnym. Niestety, postulaty utknęły w Ministerstwie Rozwoju” – powiedział Andrzej Cisło, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Jak podkreślił, jedną z ważniejszych rzeczy jest poprawa dialogu pomiędzy politykami i decydentami a przedstawicielami środowiska medycznego. Musimy odejść od „załatwiania” różnych spraw istotnych dla lekarzy, dzięki osobistym kontaktom, w kierunku transparentnego i produktywnego dialogu.

„Niestety, władza w sytuacji kryzysu zamknęła się w swoim gabinecie” – ocenił Andrzej Cisło. 

Mało publicznych pieniędzy na stomatologię

Można utyskiwać na wysoki poziom prywatyzacji stomatologii i ogromny problem próchnicy wśród dzieci i młodzieży, ale od lat wyceny procedur realizowanych w systemie publicznym pozostają na bardzo niskim poziomie. W związku z tym coraz mniej lekarzy dentystów decyduje się na wykonywanie świadczeń finansowanych ze środków NFZ. Wielu polityków i decydentów nie widzi potrzeby przeznaczania na publiczną stomatologię większych pieniędzy, bo popularny jest pogląd, że lekarze dentyści świetnie prosperują. Odbija się to na dostępie pacjentów do świadczeń, co świetnie widać po statystykach dotyczących rozpowszechnienia próchnicy. Mocno ograniczony dostęp zaowocował w dobie pandemii innym niepokojącym zjawiskiem: narastającymi wśród pacjentów negatywnymi postawami wobec lekarzy dentystów, co niekiedy ocierało się wręcz o hejt.

„Na terenie całej Polski w każdym województwie powinny powstać jednostki referencyjne, które odpowiedziałyby na potrzeby pacjentów z danego terenu, nie tylko w sytuacji kryzysowej. Takie podmioty muszą być oczywiście odpowiednio zabezpieczone i wyposażone, a ich personel właściwie przeszkolony. Musiałaby iść za tym wyższa wycena realizowanych tam świadczeń. Warto zauważyć, że mogłyby być miejscem, gdzie na szerszą skalę zostałaby wdrożona m.in. profilaktyka onkologiczna, w której stomatolog odgrywa ogromną rolę. Pacjenci z nowotworami głowy i szyi bardzo często potrzebują opieki stomatologa, a nadal jest to niestety niedoceniany problem. (…) Stworzenie takiej sieci ośrodków referencyjnych byłoby pierwszym krokiem w kierunku zasypania podziału pomiędzy stomatologią działającą w sektorze prywatnym a finansowaną ze środków publicznych” – wskazała prof. Marzena Dominiak.

Czy jednak ten podział jest aż tak czarno-biały?

„Najpopularniejsze jest w tej chwili łączenie działalności komercyjnej i realizowanie świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Nie mówiłbym tu więc o dwóch różnych światach. Jestem jednak stanowczo przeciwny położeniu przez MZ nacisku na opiekę stomatologiczną nad dziećmi i młodzieżą przy jednoczesnym ‘zostawieniu’ dorosłych sektorowi komercyjnemu. (…) Polskę stać na to, by zapewnić dostępność do świadczeń także dorosłym pacjentom” – ocenił Andrzej Cisło.

Jak zauważył, konieczna jest wewnątrzśrodowiskowa debata o zasadności utrzymywania stomatologii finansowanej ze środków publicznych – bo wśród samych lekarzy dentystów zdania na ten temat są podzielone.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Stomatologia w dobie COVID-19. Środowisko potrzebuje zrozumienia ze strony pacjentów i dialogu z resortem

Epidemia COVID-19 a stomatologia: MZ zwiększa dostępność do świadczeń gwarantowanych

Dodatkowe 39 mln zł dla stomatologii w związku z COVID-19

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.