Ja nie pracuję, tylko rozwijam swoje różnorakie hobby [wywiad z dr. hab. n. med. Krzysztofem Tomaszewskim]

rozmawiała: Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 17-05-2017, 00:00

O wielkim zauroczeniu anatomią, kalifornijskim „odkryciu” ortopedii oraz godzeniu różnorakich obowiązków zawodowych z prywatnymi rozmawiamy z głównym laureatem konkursu Supertalenty w Medycynie 2017, dr. hab. n. med. Krzysztofem Tomaszewskim.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak rozwijało się pana zainteresowanie anatomią?

Anatomią zainteresowałem się już na studiach. Przede wszystkim ze względu na bardzo otwarte podejście mojego szefa, prof. Jerzego Walochy, który zachęcał nas, studentów, żebyśmy pracowali naukowo. Skorzystałem z jego propozycji i przez trzy lata studiów zajmowałem się anatomią. Byłem wtedy przekonany, że zostanę reumatologiem, gdyż zawsze fascynowały mnie problemy mięśniowo-szkieletowe. Jednak te plany zmieniły się odbyciu dwumiesięcznego stażu z ortopedii i traumatologii w UC San Diego School of Medicine w Kalifornii. Po prostu zakochałem się tam w ortopedii. A ponieważ uważam, że anatomia jest podstawą dla każdego chirurga, zdecydowałem się kontynuować pracę naukową pod opieką prof. Jerzego Walochy, godząc ją z pracą kliniczną u prof. Edwarda Golca. 

Co pana najbardziej fascynuje w anatomii?

To trudne pytanie. Swoją przygodę z anatomią rozpocząłem dlatego, że chciałem poznać podstawy pracy naukowej, a zatrzymało mnie przy niej to, że jako chirurg mogę się dzięki niej dużo szybciej rozwijać. Kolejnym argumentem „za” była chęć nauczania. Lubię uczyć, poza tym dydaktyka, podobnie jak praca kliniczna, daje mi odskocznię od pracy naukowej. Jednak najbardziej fascynujące było znalezienie w anatomii swojej niszy, bo Evidence-Based Anatomy (www.eba.cm.uj.edu.pl) jest naszym pomysłem — moim i moich młodszych kolegów, których wciągnąłem do zespołu. Czyż nie jest fascynujące, że możemy rozwijać coś, czym nikt do tej pory się nie zajmował, nikt nie wiedział nawet, jak się do tego zabrać? Stworzyliśmy od początku małą działkę nauki, która zyskała akceptację na całym świecie.

Jak pan łączy działalność naukową i kliniczną? Przecież i jedno, i drugie jest bardzo czasochłonne...

Wyobrażając sobie swoją pracę lekarską, zawsze chciałem nie tylko nieść codzienną pomoc pacjentom, ale również móc wyznaczać nowe granice w medycynie, wprowadzać nowe rozwiązania i terapie. Chciałem robić coś, co będzie miało pozytywny wpływ nie tylko na pojedynczego pacjenta, ale też na szersze grono potrzebujących. Wyszedłem z założenia, że tylko połączenie pracy naukowej i klinicznej pozwoli mi w pełni rozwijać właściwą opiekę nad pacjentem. Jedno bez drugiego dla mnie nie istnieje. Na tym etapie mogę śmiało powiedzieć, że nie pracuję, a jedynie rozwijam swoje różnorakie hobby — czy to pod postacią pracy klinicznej, czy też naukowej.

To prawda, że na pracę poświęcam bardzo dużo czasu — wolę nie mówić, ile (uśmiech). Ale zawsze wynika to z mojej wewnętrznej potrzeby i chęci, a nie z zewnętrznej presji. Tej ostatniej nigdy nie doznałem. Myślę, że jednym z głównych elementów, który przyczynił się do mojego sukcesu, jest otwarta atmosfera panująca w Katedrze i Klinice Anatomii. Promuje się tu samodzielną, wytężoną pracę i stawia na rozwój osób, które są chętne poświęcić nauce swój czas. Czasami ktoś powie, że jestem zdolny — wtedy odpowiadam: „nie wiem, czy zdolny, ale na pewno pracowity”. Jednak od pewnego czasu staram się ograniczyć ilość pracy, bo jestem szczęśliwym ojcem 15-miesięcznej córeczki.

W jakich jeszcze ośrodkach, poza Katedrą Anatomii UJ CM, pan pracuje?

W Klinice Chirurgii Urazowej i Ortopedii 5. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Krakowie oraz w dwóch krakowskich poradniach ortopedycznych. Poza tym jestem nieetatowym pracownikiem Uniwersytetu w Edynburgu, gdzie równocześnie mam przyjemność studiować na kierunku ChM in Trauma & Orthopaedics (ChM jest kwalifikacją odpowiadającą naszemu doktoratowi).

Czy żona godzi się na pana częste nieobecności w domu? A może dlatego jest tak wyrozumiała, bo też jest lekarzem?

Żona Iwona jest stomatologiem. Prowadzi własny gabinet i pracuje w Zakładzie Dydaktyki Medycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2015 roku obroniła doktorat, a obecnie przygotowuje się do egzaminu specjalizacyjnego. W planach ma również habilitację. Zawsze trzymam za nią mocno kciuki i jestem pewien, że dopnie swego. Pracuje przede wszystkim klinicznie, ale naukowo również. Ma na swoim koncie szereg międzynarodowych publikacji. Jednak gdyby nie jej wspaniała, otwarta, ciepła postawa, na pewno nie mógłbym realizować wszystkich swoich pasji. To ona jest podporą naszego związku, uskrzydla mnie i wspiera — nie tylko wtedy, gdy wszystko idzie jak z płatka, ale też gdy coś mi się nie udaje. Pociesza, gdy jest źle, mówiąc, że będzie lepiej, a kiedy jest dobrze — przypomina, żebym się tym nie zachłysnął. I zawsze pamiętał, że do wszystkiego trzeba podchodzić z pokorą, skromnością, kulturą i taktem. Sprawia, że spokojny wychodzę każdego dnia do pracy i z przyjemnością wracam do domu.

Poinformował pan już żonę o zwycięstwie w konkursie Supertalent w Medycynie 2017?

Natychmiast wysłałem do niej SMS z tą wiadomością. Standardowo najpierw poinformowałem żonę, potem mamę, tatę, teściową, bo z nią trzeba dobrze żyć i oczywiście młodszego brata.

Spodziewał się pan tego wyróżnienia?

Nie spodziewałem się. Na rozstrzygnięcie konkursu jechałem do Warszawy ze świadomością, że wszyscy finaliści mają w CV mocne pozycje, które czynią z nich Supertalenty w Medycynie. Bardzo się cieszę z tego wyróżnienia. Trudno mi nawet wyrazić, jak bardzo. Świadomość, że jest to nagroda za moją ciężką, wieloletnią pracę, jeszcze bardziej potęguje moją radość. Zwłaszcza że w moim kodeksie wartości praca zajmuje bardzo wysoką pozycję.

W zgłoszeniu pana kandydatury, wysłanym na nasz konkurs przez pana promotora, prof. Marka Radomskiego z College of Medicine University Saskatchewan z Kanady, aż roi się od publikacji naukowych, stypendiów, nagród i grantów. A przecież ma pan dopiero 32 lata!

Rzeczywiście, otrzymałem wiele wyróżnień. Byłem między innymi dwukrotnym laureatem rocznego stypendium START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (dla wybitnych młodych uczonych na początku kariery naukowej, posiadających udokumentowane osiągnięcia w swojej dziedzinie badań — przyp. red.). W zeszłym roku otrzymałem stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla wybitnych młodych naukowców. Miałem też przyjemność być wyróżnianym przez zagraniczne uczelnie, na przykład trzykrotnie otrzymałem różne stypendia Uniwersytetu w Edynburgu. Otrzymałem też kilkakrotnie stypendium European Organization for Research and Treatment of Cancer (EORTC). Ale te wszystkie wyróżnienia nie przyszły naraz. Pojawiały się systematycznie, na każdym etapie realizacji moich pomysłów, jako zwieńczenie kolejnego okresu ciężkiej pracy. Nie tylko w dziedzinie anatomii, bo nie jest ona jedynym obiektem mojego zainteresowania.

Na przykład w ortopedii najbardziej interesuje mnie wykonywanie zabiegów rekonstrukcyjnych u pacjentów z nowotworami, a przede wszystkim walka o poprawę jakości ich życia. Mam świadomość, że dzisiejsze technologie medyczne umożliwiają przedłużanie życia i opóźnianie progresji choroby, ale zawsze zadaję sobie pytanie, czy to jest to, czego chce pacjent? Czy warto dla dodatkowych kilku tygodni/miesięcy jego życia z dużo niższą jakością odbierać mu możliwość spędzenia czasu z rodziną — zamieniać to na ciągłe pobyty w szpitalu? W swojej praktyce ortopedycznej — a zajmuję się również rehabilitacją pacjentów z chorobami nowotworowymi, którzy są w trakcie lub po zasadniczym leczeniu — stawiam na regularne monitorowanie i poprawę jakości ich życia oraz na wdrażanie do codziennej praktyki klinicznej narzędzi, które to umożliwiają.

Czego życzyć tegorocznemu Supertalentowi?

Jestem świeżo po habilitacji, nadano mi ją w styczniu tego roku. Niestety, wraz z nią doszło też sporo obciążeń administracyjnych, co przyjmuję jako naturalną kolej rzeczy. Jednak konieczność wykonywania dodatkowych czynności administracyjnych sprawia, że nie wszystko jestem w stanie dopiąć na ostatni guzik. Myślę więc, że przez najbliższe 12 miesięcy, dopóki nie wypracuję nowego schematu codziennego działania, najbardziej będę potrzebował siły, wytrwałości i zdrowia, żeby pogodzić wszystkie obowiązki.

Szczerze tego życzymy!

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: rozmawiała: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Ja nie pracuję, tylko rozwijam swoje różnorakie hobby [wywiad z dr. hab. n. med. Krzysztofem Tomaszewskim]
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.