Inwestycje w skuteczne terapie łuszczycy dają korzyści społeczne

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 30-05-2018, 13:01

O stygmatyzacji chorych na łuszczycę, postępie w jej terapii i możliwościach korzystania polskich pacjentów z nowoczesnych leków biologicznych rozmawiamy z płk. dr. hab. n. med. prof. nadzw. Witoldem Owczarkiem, kierownikiem Kliniki Dermatologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jaka jest świadomość społeczna Polaków na temat łuszczycy?

Płk dr hab. n. med. Witold Owczarek, prof. WIM jest członkiem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.
Zobacz więcej

Płk dr hab. n. med. Witold Owczarek, prof. WIM jest członkiem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

Mam wrażenie, że w Polsce poprawiła się akceptacja społeczna dla wielu grup pacjentów, w tym także dla chorych na łuszczycę. Wciąż jednak choroby skóry są powodem stygmatyzacji. Zdrowe osoby często mają obawy widząc zmiany skórne u naszych pacjentów, m.in. chorujących na łuszczycę, mylnie myśląc, że są to objawy chorób zakaźnych. Sytuacje te sprawiają różnego rodzaju przykrości chorym i są tylko jednym z wielu problemów, z jakim spotykają się oni każdego dnia. Skoro mówimy o świadomości społecznej na temat tej choroby, to życzyłbym sobie, aby osoby kreujące politykę zdrowotną zwracały w większym stopniu uwagę na to, że łuszczyca to ciężka, przewlekła choroba. To nie tylko choroba skóry, bo to poważna choroba ogólnoustrojowa, prowadząca do zaburzeń w wielu narządach. Samo wykluczenie, niemożność podjęcia pracy w pewnych zawodach, koszty związane z zakupem leków sprawiają, że codzienność pacjentów z łuszczycą bywa naprawdę bardzo obciążająca.

Czy próbowano oszacować, jakie są miesięczne koszty leczenia, pielęgnacji chorego na łuszczycę?

Pacjenci z łuszczycą stanowią niejednorodną grupę chorych. Jedni mają niewielkie zmiany, ale u innych choroba ma ciężki przebieg, a co za tym idzie — generuje wysokie koszty w codziennym życiu. A przecież niektóre leki stosowane w terapii miejscowej, leki recepturowe, jak i klasyczne leki ogólne są w Polsce refundowane i dostępne za opłatą ryczałtową. To duża ulga dla pacjentów. Na drugim biegunie jest grupa pacjentów, którzy nie reagują na te terapie i dla nich szansę na poprawę stanowią cztery leki biologiczne, dostępne w ramach programów lekowych. Pomimo pewnych kontrowersji, jakie wiążą się z kryteriami kwalifikacyjnymi do tych programów, trzeba podkreślić, że chorzy na łuszczycę w Polsce mogą z takiego nowoczesnego leczenia korzystać.

Ostanie lata przyniosły liczne odkrycia, które poszerzyły wiedzę na temat przyczyn rozwoju łuszczycy. Jak postęp w tym zakresie przełożył się na metody leczenia?

Łuszczyca jest chorobą o wieloczynnikowej etiologii. Wszystkie odkrycia związane z jej patogenezą przyczyniły się do zmiany koncepcji klasyfikacji łuszczycy ze schorzenia dotyczącego jedynie skóry, na chorobę ogólnoustrojową o podłożu zapalnym. Ta zmiana przyniosła bardzo duże implikacje dotyczące leczenia. W ostatnich latach byliśmy świadkami powstania nowych, skutecznych leków: zaczęto preferować terapie działające ogólnie, wprowadzono również nowe terapie biologiczne — przeciwciała monoklonalne, białka fuzyjne. Zaczynaliśmy od leków blokujących TNF, potem blokujących intreleukinę 12-23, następnie opracowano substancje czynne blokujące IL-17 oraz podjednostkę 23. Postęp na tym polu jest znaczny i nieustanny. Powstają coraz bardziej efektywne, lepiej działające na pacjentów leki. Dzięki temu, że więcej wiemy o łuszczycy, możemy skuteczniej z nią walczyć.

Przełomem w badaniach nad patomechanizmem łuszczycy było odkrycie w 2005 r. limfocytów Th17, wydzielających interleukinę 17. Uważa się, że jest ona cytokiną istotnie stymulującą keratynocyty do nadmiernej proliferacji. Istnieją również dowody na związek IL-17 z chorobami sercowo-naczyniowymi, metabolicznymi. W jakim stopniu pomogło to w opracowaniu nowych leków?

Opracowano grupę leków blokujących interleukinę 17. Substancje czynne o takim mechanizmie działania okazały się bardzo efektywne w badaniach klinicznych, które miały miejsce także w Polsce. Doświadczenia z tymi lekami były bardzo dobre. Okazało się, że są to leki powodujące wyjątkowo szybką i dużą poprawę u ciężko chorych pacjentów. W czasie ich leczenia obserwowano nierzadko ustąpienie zmian łuszczycowych. Obecnie jednak pacjenci ci nie mają możliwości kontynuowania terapii z powodu braku jej refundacji. Leki blokujące interleukinę 17 powinny być także dostępne dla naszych pacjentów. Warto zwrócić uwagę, że nie ma dziś jednej, skutecznej terapii dla wszystkich chorych na łuszczycę. Potrzebujemy szerokiego wachlarza leków, ponieważ te, które obecnie są refundowane, nie u każdego chorego są efektywne i skuteczne.

Ilu chorych na łuszczycę w Polsce korzysta z leków biologicznych?

Leki biologiczne są dostępne w ramach programu lekowego leczenia umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej. W programie bierze udział ok. 1000 pacjentów, z czego aktywnie leczonych — w zależności od okresu choroby — jest ok. 400 chorych. Wydaje się, że jest to zbyt mała grupa w stosunku do potrzeb, tych pacjentów powinno być trochę więcej. Warto iść w tym kierunku przede wszystkim z myślą o chorych, ale trzeba też mieć świadomość, że większa dostępność nowoczesnych terapii ma istotny wpływ także na inne kwestie. Chorzy na łuszczycę o przebiegu ciężkim to zwykle osoby wykluczone społecznie, stygmatyzowane, mające duże problemy ze znalezieniem pracy, założeniem rodziny, normalnym funkcjonowaniem. Inwestując w prawidłowe i skuteczne ich leczenie, odnieślibyśmy także wymierne korzyści społeczne. Dziś mamy dostęp do terapii inhibitorami TNF-alfa lub interleukiny 12/23, ale wciąż czekamy na refundację innych leków, których nasi pacjenci także potrzebują.

Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, łączna liczba dni absencji chorobowej z powodu łuszczycy w pierwszym kwartale 2017 r. wyniosła prawie 64 tysiące. Co można zrobić, by zmniejszyć koszty społeczne tej choroby?

Sporo, jednak świadomość takiego stanu rzeczy nie znajduje odzwierciedlenia w dostępie do nowych terapii. Tymczasem licząc wszystkie koszty, ponoszone przez państwo w tym zakresie, należałoby zwrócić uwagę nie tylko na wydatki na refundację leków, ale także na koszty pośrednie, wynikające z niezdolności chorych na łuszczycę do pracy, większy dostęp do skutecznych terapii jest w stanie je zminimalizować. Widać to w innych dziedzinach medycyny. Na przykład po zwiększeniu nakładów na leczenie pacjentów kardiologicznych czy okulistycznych koszty wykazywane przez ZUS z powodu tych grup schorzeń wyraźnie spadły. To dowód, że pieniądze, które są inwestowane w aktywne leczenie chorych, procentują zmniejszeniem wydatków, np. na renty.

Czego pan, jako lekarz, życzyłby sobie dla pacjentów w najbliższym czasie?

Życzyłbym sobie większej uwagi dla potrzeb pacjentów dermatologicznych. Długo była to niedoceniana dziedzina medycyny. W ostatnim czasie jednak dermatologia dynamicznie się rozwinęła. Nowoczesne technologie dają nam nowe możliwości leczenia, dzięki którym nasi pacjenci wracają do życia społecznego. Skuteczne leczenie łuszczycy ma na celu nie tylko spowodowanie ustąpienia zmian skórnych, ale także poprawę jakości życia chorych oraz ich bliskich, przywrócenie pacjentowi zdolności do wykonywania pracy. Chorzy na łuszczycę powinni mieć możliwość otrzymania skutecznego leczenia na miarę swoich indywidualnych potrzeb, uwzględniającego nasilenie procesu chorobowego, współistnienie zmian stawowych czy  innych chorób ogólnoustrojowych. Dlatego życzyłbym sobie, aby dostęp do nowych, skutecznych leków stale się poprawiał.

O KIM MOWA

Płk dr hab. n. med. Witold Owczarek, prof. WIM jest członkiem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.