Inteligencja domowa

HANNA SAMSON
opublikowano: 28-11-2008, 00:00

Chyba wszyscy już wiedzą, że inteligencję emocjonalną, dziś częściej nazywaną społeczną, trzeba i warto rozwijać, by odnieść sukces zawodowy. Ale wciąż niezbyt wielu wpada na to, aby korzystać z niej w życiu prywatnym.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Amerykański psycholog Daniel Goleman, twórca pojęcia "inteligencja emocjonalna", udowodnił, że na nic nasz iloraz inteligencji, studia czy wybitne zdolności techniczne, jeśli brakuje kompetencji społecznych. Nic dziwnego, że coraz więcej firm organizuje dla pracowników szkolenia psychologiczne. Komunikacja, współpraca, rozwiązywanie konfliktów, asertywność — oto tematy warsztatów zamawianych przez wiele korporacji. Ale jak to się ma do rodziny, skoro piszę pod hasłem: rodzinnie? W tym właśnie problem, że nijak…

 

Inteligentni emocjonalnie, świetnie komunikujący się w zespołach pracownicy, kiedy zdejmują kostium lub garnitur, na śmierć zapominają o tym, co potrafią. A potrafią wiele. Rozmowa spodeczka z filiżanką? Proszę bardzo! Na warsztatach inteligencji emocjonalnej tworzą wyrafinowane dialogi, świadczące, że są w stanie wczuć się w sytuację spodeczka, by za chwilę spojrzeć na świat z perspektywy filiżanki — i sprawnie rozszyfrować jej myśli i uczucia. Ale gdy tylko włożą kapcie, ich zdolność zerkania z różnych perspektyw — znika. W kontakcie z dzieckiem widzą każdą sytuację z jedynie słusznej pozycji: rodzica.

 

13-letnia córka wróciła ze szkoły, zamknęła się w pokoju i płacze. Mama pyta, co się stało. Córka nie odpowiada. Płacze dalej. Co się stało? — pyta znowu mama. Córka mówi, że nic. Nic się nie stało. Zostaw mnie w spokoju. Pewnie znowu dostałaś pałę? — zgaduje mama. Córka nie odpowiada, co mama uznaje za potwierdzenie przypuszczenia. Mówiłam ci, żebyś w końcu się wzięła do nauki. Trzeba mnie było słuchać, to byś nie miała powodów do rozpaczy. Przepaść między matką a córką robi się coraz większa, choć moty-wacja, z jaką mama zaczynała rozmowę, to troska i niepokój o córkę, chęć udzielenia pomocy i wsparcia. W końcu córka chwyta kurtkę i wybiega z domu. Czy można się dogadać z takim dzieckiem? — pyta bezradnie mama podczas ostatniej grupy dla rodziców.

 

Można. Gdyby mama usiadła obok córki i po prostu ją przytuliła, gdyby dała jej prawo do niemówienia o tym, co ją boli (chyba że sama będzie chciała), gdyby... Niestety. Z inteligencji emocjonalnej korzystamy w pracy. A w kontakcie z najbliższymi wyciągamy za to jak z rękawa wszystko, co psychologowie nazywają barierami komunikacyjnymi: krytykę, orzekanie, dawanie rad, o które nikt nie prosił. 15-letni syn mówi ojcu, że boi się jutrzejszej klasówki. Gdyby ojciec choć przez chwilę wczuł się w niego tak, jak w filiżankę... Niestety. Tato sięga natychmiast do "podręcznego zestawu rodzica": trzeba było wcześniej wziąć się do nauki, teraz nie musiałabyś się bać. Ale dla ciebie wszystko jest ważniejsze niż szkoła. I tak dalej. Inteligentny facet w kontakcie z synem zmienia się w emocjonalnego anal-fabetę.

 

9-letnia córka cieszy się, że dostała piątkę. I mama się cieszy, ale szkoda tej sytuacji nie wykorzystać wychowawczo. Niby chwali, ale podstępnie krytykuje: No widzisz, jaka jesteś zdolna! Jak chcesz to potrafisz! Gdyby ci bardziej zależało na nauce, miałabyś same piątki. Córka już trochę mniej się cieszy. Znów wyszło na to, że jest nie w porządku.

 

Moralizowanie — kolejna bariera. Świetną okazją, której żaden rodzic nie przepuści, jest bałagan w pokoju nastolatka. Porządny człowiek zawsze sprząta swe ubrania. Trzeba szanować rzeczy i utrzymywać wokół siebie porządek. Jak już będziesz we własnym domu... Ale młody człowiek już nie słucha. Takie pogadanki drażnią, rodzą bunt i chęć unikania. Nie tyle bałaganu, co rodzica.

 

Albo wypytywanie… 16-latka prosi o pieniądze na kino. Skoro czegoś od nas potrzebuje, czy to nie dobra okazja, żeby dowiedzieć się o niej jak najwięcej? Z kim idziesz? Na co? A lekcje odrobiłaś? A co było w szkole? Szybkie przesłuchanie, nim sięgniemy do portfela, nie zachęca do otwartości. Wręcz przeciwnie. Córka dobrze się zastanowi, zanim znowu nas o coś poprosi.

 

Barier komunikacyjnych bywa wiele, ale z pewnością nie istnieje taka, której rodzice nie stawialiby ochoczo w kontaktach z dziećmi. Ani przez chwilę nie przestając pragnąć, by te kontakty były jak najlepsze!

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: HANNA SAMSON

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.