I po strachu!

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
15-12-2004, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Ileż emocji wzbudził pierwszy LEP! Książkę można napisać o tym, co robiono, by tego egzaminu nie było. Zapalczywa walka - prowadzona przede wszystkim przez przedstawicieli kół młodych lekarzy, które, gdyby nie LEP, nigdy w takim zakresie by się nie uaktywniły - trwała niemal do końca, czyli do dwunastego listopada. Po nieudanych próbach zmiany prawa stanowiącego o wprowadzeniu egzaminu, starano się opóźnić termin pierwszego testu. I to się udało, zważywszy, że egzaminacyjny obowiązek został nałożony mocą ustawy z grudnia 1996 roku. Nieustanna presja, wywierana na Centrum Egzaminów Medycznych, też, jak się okazało, zadziałała. W zgodnej opinii zdających, test nie był trudny. Tylko około 2 proc. stażystów nie osiągnęło wymaganego limitu punktów. Zamiast rzezi niewiniątek było więc lepiej niż na maturze, z którą LEP jest często porównywany.
Tak trzymać, bo podstawową rolą LEP-u powinno pozostać porządkowanie wiedzy. Aby tak się stało, zdający muszą bardzo dokładnie znać zakres wymagań egzaminatorów. Tymczasem mieliśmy do czynienia z dziecinadą, przypominającą grę w kotka i myszkę. Nie mogę zrozumieć, czemu CEM, wzorem swoich odpowiedników w wielu krajach świata, nie zdecydowało się podać do wiadomości bazy pytań testowych, zawierających także te wykorzystane na egzaminie. Albo przedstawiciele CEM sami są tak zdolni, że wierzą w możliwość wkucia przez zdających prawidłowych odpowiedzi na kilka lub kilkanaście tysięcy pytań w jedną noc, co godziłoby w powagę egzaminu, albo takiej bazy po prostu nie mają.
Lektura listy podręczników, zalecanych przygotowującym się do egzaminu, każe poważnie rozważyć pierwszą z ewentualności. Jako internista, zwróciłem największą uwagę na źródła z zakresu chorób wewnętrznych. Znalazła się wśród nich ?Interna Harrisona". Zalecane przez CEM wydanie mam w swoim księgozbiorze i często po nie sięgam. Liczące prawie cztery tysiące stron opracowanie wykorzystuję, podobnie jak setki tysięcy lekarzy mojej specjalności na całym świecie, jako cenną pomoc w tak zwanych trudnych przypadkach. Nie wyobrażam sobie jednak, by wiedzy upakowanej w trzech tomach Harrisona wymagać od lekarzy po stażu, którzy niekoniecznie będą w dalszej karierze zajmować się interną. Notabene, w kontekście najwyżej średniego stopnia trudności pytań, takie zalecenie można traktować jako lapsus calami.
Niedoróbek miał pierwszy LEP znacznie więcej. Nie powinny one jednak przysłaniać jego niezaprzeczalnych zalet. Obok wspomnianego uporządkowania zdobytej podczas studiów i stażu wiedzy, do podstawowych walorów egzaminu należy wyrównanie szans w dostępie do specjalizacji. Koordynowany centralnie państwowy egzamin to dobra recepta na zminimalizowanie roli nieformalnych, towarzysko-rodzinnych układów, skuteczniej od rzetelnej wiedzy torujących drogę do otwarcia wymarzonej specjalizacji. Z uwagi na LEP minister zdrowia musiał zmienić rozporządzenie w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów. O jej otwarciu w przypadku specjalności podstawowych będzie decydować liczba punktów z LEP-u oraz uzyskanych podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Przyjęcie takich kryteriów przywraca wiarę w obiektywizm przy obsadzie miejsc specjalizacyjnych. Aż szkoda, że zmieniając przepisy, zdecydowano, iż w przypadku specjalności szczegółowych, o otwarciu specjalizacji przesądzi rozmowa kwalifikacyjna oraz ?osiągnięcia zawodowe". Ta zadziwiająca dwoistość jest jak podpowiedź, na jakim etapie kształcenia podyplomowego mocne plecy mogą być szczególnie przydatne.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: ; lek. Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / I po strachu!
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.