Grypa nie jest tania

opublikowano: 29-01-2013, 15:33

Wirus grypy dla pacjentów a także całej gospodarki – to spory wydatek. Eksperci NIZP-PZH i firmy doradczej Ernst&Young wyliczyli, że co roku bezpośrednie koszty związane z grypą w Polsce wynoszą nawet 730 mln zł.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Grypa to nie tylko zjadliwy wirus atakujący osłabione organizmy. Według wyliczeń Ernst&Young oraz badaczy z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego– Państwowego Zakładu Higieny, grypa co roku wystawia znaczy rachunek – i pacjentom i całej, polskiej gospodarce.

None
None

Miliony w powietrze

„Bezpośrednie koszty leczenia grypy zawierające m.in. koszt świadczeń zdrowotnych i leków ponoszone przez płatnika i pacjentów, a także koszty leczenia powikłań grypy – to wydatek rzędu od 43,5 mln zł w przypadku lat z mniejszą liczba zachorowań do 730 mln zł w latach kiedy mamy do czynienia z epidemią”- wyjaśnia dr Andrzej Torój z Ernst&Young. Jak ocenia to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej - koszty pośrednie wynikające z zakażeń wirusem grypy to średnio 800 mln zł rocznie. W tych ostatnich zawierają się nie tylko zwolnienia lekarskie, czy obniżona wydajność pracowników, ale także opieka nad osobami chorymi, długotrwała niezdolność do pracy z powodu powikłań, czy w najbardziej drastycznych sytuacjach zgon pacjentów.

„W roku z epidemią grypy łączny koszt pośredni może wynieść nawet 4,3 mld zł, zaś przy założeniu, że epidemia zdarza się raz na 5 lat, przeciętny koszt grypy wynosi ponad 1,5 mld zł”- wylicza dr Andrzej Torój.

Szczepienia nie tylko dla oszczędności

W ocenie ekspertów najlepszym sposobem uniknięcia tych wydatków jest profilaktyka- czyli coroczne szczepienia. O korzyściach z nich wynikających dowodzą wyniki uzyskane w modelu matematycznym epidemii SIR.

„Według wyliczeń z modelu, w sezonie bez epidemii korzyści netto wynoszą około 90 mln zł. przy wszczepialności 20 proc., natomiast w przypadku sezony z epidemii mogą sięgnąć nawet 800 mln zł”- wylicza Andrzej Torój.

Niestety problem wszczepialności przeciwko grypie jest jeden z najniższych.
„W 2011 roku wszczepialność wynosiła 4,5 proc., nie chce być złą wróżką niestety obawiam się, że tegoroczne statystyki nie przekroczą 3,8 proc. naszej populacji”- ubolewa prof. Lidia Brydak , szefowa Krajowego Ośrodka ds. Grypy.

Jeszcze nie epidemia

W ocenie Lidii Brydak tegoroczny sezon zachorowań jest cięższy niż poprzedni – w dniach 1-22 stycznia br. odnotowano 558 162 zachorowań na grypę i podejrzeń zachorowań na grypę. Głównym typem wirusa jest A/H1N1/pdm09, który stwierdzono u 60,91 proc. pacjentów, 20,97 proc. to wirusy z grupy A, 13,85 proc. wirusy grypopodobne RSV, natomiast 1,14 proc. to wirus typu A/H3N2.

Niestety tegoroczny sezon zachorowań zbiera także śmiertelne żniwo – do 22 stycznia odnotowano bowiem 53 zgony, podczas gdy rok wcześniej w całym sezonie z powodu grypy zmarła jedna osoba. Przedstawiciele Głównego Inspektoratu Sanitarnego uspokajają jednak, że nie ma podstaw do administracyjnej decyzji ogłaszającej stan epidemii.

„O epidemii będziemy mogli mówić w momencie, kiedy społeczeństwo nie  będzie mogło funkcjonować normalnie, a liczba zakażeń będzie wyraźnie i niepokojąco wyższa niż w poprzednich okresach. Obecnie możemy mówić o szczycie zachorowalności , nie ma jednak przesłanek do wydania decyzji administracyjnej”- uważa Marek Posobkiewicz, Główny Inspektor Sanitarny.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: MM

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.