Groźne letnie „ciche złamanie”

  • Iwona Kazimierska
08-07-2014, 14:51

Latem wzrasta ryzyko kontuzji związanych ze sportem, w tym szczególnie złamania kości łódeczkowatej, nazywanego przez lekarzy „cichym złamaniem”. Rolkarze, deskorolkarze czy rowerzyści często bagatelizują niewinnie wyglądający uraz nadgarstka, który nieleczony może mieć bardzo poważne konsekwencje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Uraz kości łódeczkowatej stanowi 60-80 proc. wszystkich złamań kości nadgarstka. Rocznie dotyka kilkuset osób na każdą milionową populację. Ryzyko złamania kości łódeczkowatej wzrasta w przypadku sportów, w których jesteśmy narażeni na silny upadek na wyprostowane ręce, czyli np.: piłka nożna, jazda na rolkach, deskorolce, rowerze czy jazda konna.

Mylące objawy

Kontuzja ta dotyczy małej kości i początkowo nie wiąże się z dokuczliwymi objawami. Początkowo pojawia się tylko mały obrzęk i minimalny ból, jak przy zwykłym stłuczeniu. Dlatego większość osób bagatelizuje uraz. Z czasem dołącza się silny ból w czasie chwytania oraz znaczny dyskomfort podczas ucisku w miejscu tzw. „tabakierki anatomicznej”. Jest to sygnał, że sytuacja jest poważna i wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej.

Diagnozę złamania dodatkowo utrudnia fakt,, że jest ono często niewidoczne na zdjęciu rentgenowskim. Dotyczy to przede wszystkim urazów bez przemieszczenia. Dlatego ortopedzi nazywają tę kontuzję „cichym złamaniem”. Aż w 40 proc. konsultacji lekarskich uraz nie zostaje rozpoznany w porę, co ma ogromny wpływ na rozwój schorzenia.

Kość łódeczkowata jest najważniejszą kością nadgarstka. Uszkodzenie jej ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie całej ręki, bowiem odbiera jej siłę, a ból utrudnia wykonywanie codziennych czynności. Nieprawidłowo rozpoznane i nieleczone złamanie prowadzi w konsekwencji do zmian zwyrodnieniowych oraz zniszczenia całego nadgarstka w perspektywie 5-25 lat od urazu. Właściwa diagnoza w odpowiednim czasie może uratować sprawność ręki i uchronić przed niepotrzebnym bólem związanym z operacją.

Jak leczyć?

Zabieg na świeżym złamaniu kości łódeczkowatej jest małoinwazyjny. Poprzez małe nacięcie w skórze umieszcza się w kości specjalną śrubę, kontrolując jej poprawne wprowadzenie telewizją rentgenowską albo specjalną kamerą wewnątrz nadgarstka. Pacjent może już następnego dnia swobodnie poruszać ręką. Zabieg ten rekomenduje się jednak wyłącznie pacjentom, u których w porę rozpoznano kontuzję kości łódeczkowatej.

„Komplikacje rozpoczynają się dopiero wówczas, gdy mamy do czynienia z zadawnionym złamaniem. W przypadku kości łódeczkowatej w tego typu przypadkach bardzo trudno zmienić zrost” – mówi dr Paweł Nowicki ze szpitala Centrum ENEL-MED. – Leczenie zaburzeń zrostu kości łódeczkowatej jest mniej więcej dziesięć razy trudniejsze od zabiegu stosowanego w przypadku świeżego złamania”.

Operacja kości łódeczkowatej niesie ze sobą określone ryzyko powikłań oraz niepowodzenia przede wszystkim z powodu towarzyszących temu urazowi zaburzeń krążenia w odłamkach kości, trudności technicznych w osadzaniu implantów scalających kość oraz uszkodzeń tkanek otaczających kość przy operacji sposobem tradycyjnym. Trwa nawet do sześciu godzin. Wymaga przeszczepienia do nadgarstka kości z innej okolicy, najczęściej łokcia, biodra i kolana oraz dodatkowych tętnic.

Gdy wszystkie sposoby zawiodą, pozostaje rekonstrukcja nadgarstka za pomocą artroskopowej odbudowy kości łódeczkowatej przez „dziurkę od klucza”. Pierwsza taka operacja została wykonana w Polsce w 2012 r. w szpitalu Centrum ENEL-MED. Jest to zabieg wymagający najwyższych umiejętności i nie jest powszechnie dostępny w Polsce. Prawidłowo wykonany daje jednak 95 proc. szans na przywrócenie sprawności nadgarstka.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: IKA

Puls Medycyny
Ortopedia / Groźne letnie „ciche złamanie”
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.