GIS się nie sprawdził? Pretensje możemy mieć do siebie

opublikowano: 03-12-2020, 13:27
aktualizacja: 03-12-2020, 14:24

Zmiana w fotelu szefa Głównej Inspekcji Sanitarnej skłania do refleksji nad tym, czy służby sanitarne udźwignęły ciężar pandemii COVID-19. Wielu ekspertów i pacjentów ocenia ostro: nie, choć wskazuje jednocześnie na ogromny wysiłek ze strony pracowników sanepidu. Czy jednak można się temu dziwić?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas z przyczyn zdrowotnych złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Premier przyjął rezygnację. Składamy ogromne podziękowanie za dotychczasową pracę w niezwykle wymagającym okresie pandemii. Obowiązki GIS będzie wykonywał zastępca Krzysztof Saczka” - poinformował 20 listopada za pośrednictwem mediów społecznościowych rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Dr n. med. Jarosław Pinkas
Dr n. med. Jarosław Pinkas

Stanowisko szefa GIS dr hab. n. med. Jarosław Pinkas pełnił od 2018 r. Jego poprzednikiem przez sześć lat był dr n. med. Marek Posobkiewicz. Oficjalnym powodem rezygnacji dr. Pinkasa były problemy zdrowotne, o czym poinformował współpracowników w pisemnym pożegnaniu. „Ze względu na gwałtowne pogorszenie się stanu mojego zdrowia i konieczność podjęcia leczenia zmuszony jestem zrezygnować z pełnienia funkcji głównego inspektora sanitarnego. (...) Decyzję o złożeniu dymisji podjąłem z ciężkim sercem. Uznałem, że wypełnianie powierzonej mi misji z pełnym oddaniem i poświęceniem nie jest w tej sytuacji możliwe” – napisał do pracowników służb sanitarnych.

Dr hab. Jarosław Pinkas był w czasie pandemii krytykowany za niefortunne wypowiedzi dotyczące zagrożenia koronawirusem i zasadności noszenia maseczek. Wypominano mu także niewydolność sanepidu. O ile można krytycznie oceniać barwne wypowiedzi byłego szefa GIS (choćby pamiętne zalecenie dla polityków, by zamiast straszyć opinię publiczną koronawirusem, włożyli sobie lód do majtek), o tyle trudno zrzucać na niego całą odpowiedzialność za nieprawidłowe funkcjonowanie instytucji latami zaniedbywanej.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dr hab. Jarosław Pinkas: Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za własne zdrowie

Nieprzygotowani do skali zakażeń i zachorowań

Mariusz Błaszczyk, Fundacja Urszuli Jaworskiej:

Od początku pandemii COVID-19 pacjenci skarżą się głównie na brak rzetelnej i spójnej informacji o ryzyku zakażenia SARS-CoV-2, przebiegu wywoływanej przez koronawirus infekcji, sposobach zabezpieczania się przed zakażeniem ale też funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia w warunkach podwyższonego reżimu sanitarnego. Wakacje były czasem odprężenia – liczba zakażeń była stosunkowo niewysoka, z mediów i od osób publicznych płynął komunikat, że SARS-CoV-2 jest w odwrocie, w co wielu Polaków uwierzyło. Letnie miesiące były dobrą okazją do przygotowania się przez sanepid na spodziewany jesienią wzrost zakażeń koronawirusem, ale niestety służby sanitarne tego czasu nie wykorzystały w pełni.

We wrześniu SARS-CoV-2 uderzył ze zwiększoną siłą, a pacjenci poczuli się jeszcze bardziej zagubieni. Z czego wynika ta dezorientacja? Jej powodem jest choćby fakt, że szpitale i pozostałe placówki opieki zdrowotnej w dużej mierze zajmują się pacjentami covidowymi, pozostali chorzy nie wiedzą więc, gdzie zgłosić się po pomoc medyczną – część zresztą nadal obawia się kontaktu z lekarzem przez wzgląd na ryzyko zakażenia. Wysiłek jaki w opanowanie tej trudnej sytuacji wkłada personel medyczny jest przeogromny. Do wzrostu niepewności wśród pacjentów z pewnością przyczyniają się także zmiany kadrowe, w tym ta najważniejsza w fotelu szefa Ministerstwa Zdrowia w samym środku pandemii, za którymi idą modyfikacje ministerialnej strategii walki z COVID-19. W pewnym momencie nowy szef resortu Minister Adam Niedzielski zdecydował o włączeniu do systemu opieki nad chorymi covidowymi i osobami podejrzanymi o zakażenie lekarzy rodzinnych. Wydaje się, że było to słuszne posunięcie, sprawiło jednak, że sanepid został w mojej opinii wyłączony z kluczowych działań epidemiologicznych. Czasowo spowodowało to większe zagubienie pacjentów, którzy w pierwszych tygodniach od zmian przepisów nie wiedzieli do kogo z jaką sprawą się zgłosić. W gąszczu stale zmieniających się wytycznych i rozporządzeń zagubieni mieli prawo poczuć się także pracownicy ochrony zdrowia oraz sanepidu.

Pandemia COVID-19 w sposób drastyczny uwidoczniła, że służby sanitarne nie są w pełni wydolne, co wynika oczywiście z faktu, że przez lata GIS i lokalne sanepidy cierpiały z powodu braków finansowych i kadrowych. Ponadto, pokutowało przekonanie, że jest to instytucja niepotrzebna. Trudno się więc dziwić i mieć do kogokolwiek pretensje, że w obliczu tak licznych braków i niedoceniania przez społeczeństwo oraz polityków sanepid w wielu obszarach walki z COVID-19 miał i nadal ma ogromne trudności. Mimo często tytanicznej pracy pracowników służb sanitarnych w okresie pandemii, sam system okazał się niestety mało sprawny. Przyjdzie na pewno czas by z tej sytuacji wyciągnąć naukę.

Najczęściej spływają do nas sygnały dotyczące braku wystarczającej informacji na czas ze strony sanepidu (m.in. o objęciu kwarantanną) i trudnościach w skontaktowaniu się z pracownikami służb sanitarnych.

Mimo skarg dostrzegaliśmy poprawę koordynacji działań służb sanitarnych, których personel z czasem wdrażał się do nowych zadań.

Państwowa Inspekcja Sanitarna nie była przygotowany do skali zakażeń i zachorowań, ale jest to wynikiem wieloletnich zaniedbań. Wielka szkoda, ponieważ to instytucja o ogromnych historycznych zasługach. W mojej ocenie z analizą i krytyką sanepidu należy zaczekać aż sytuacja związana z pandemią się ustabilizuje. Nie jest to czas ani na rozliczenia, ani na radykalne kadrowe ruchy. Przed nami nadal trudny czas związany z samą pandemią ale i przygotowaniem społeczeństwa do szczepień przeciwko SARS-CoV-2. W części naszego społeczeństwa nasilają się poglądy antycovidowe. Potrzebna jest mobilizacja i duża kampania informacyjno-edukacyjna, w której Państwowa Inspekcja Sanitarna powinna odgrywać kluczową rolę.

Sanepid nadzoruje, kontroluje, wydaje decyzje i karze mandatami

Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia:

Sanepid jest państwową inspekcją, której struktura organizacyjna i sposób funkcjonowania (może poza niepotrzebną likwidacją wielu terenowych laboratoriów) od kilkudziesięciu lat się nie zmienia. To instytucja silnie zhierarchizowana, w której od placówek terenowych nie oczekuje się działań kreatywnych. Tutaj wykonuje się przede wszystkim polecenia centrali. Kadra jest słabo opłacana, pozbawiona nowoczesnego systemu informatycznego. Sanepid ze świadczeniodawcami ochrony zdrowia nie współpracuje. To pojęcie dla pracowników sanepidu abstrakcyjne. Sanepid nadzoruje, kontroluje, wydaje decyzje i karze mandatami.

Sanepid nigdy nie był przygotowany do funkcjonowania w warunkach epidemii. Gdy się ona pojawiła, instytucja ta, pod ciężarem nałożonych centralnie zadań, załamała się w ciągu kilku dni. W to, co jeszcze dało się zrobić, wkradł się chaos za sprawą ciągle zmieniających się decyzji. Ten stan trwa nadal. Kontakt telefoniczny jest utrudniony. Opóźnienia z wykonywaniem wymazów i wpisywaniem wyników do systemu informatycznego są coraz większe. Wywiad epidemiologiczny jest iluzoryczny. Osób bezobjawowych nie testuje się.

Pacjenci zorientowali się już, jakie kłopoty w pracy czy w domu mogą ich czekać, gdy otrzymają skierowanie na wykonanie testu na COVID-19 oraz wtedy, gdy będą na kwarantannie czy w izolacji. Coraz częściej odmawiają lekarzom wykonania testu. Inni, licząc na poronny przebieg infekcji, w ogóle nie zgłaszają się do lekarza. W chwili obecnej wirus SARS-CoV-2 jest wszechobecny. Prawdziwe rozmiary pandemii nie są znane.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zmyślona pandemia? Nauka przeciwko COVID-owym sceptykom

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.