Gdzie jest lekarz, który tu pracuje?!

  • Marta Markiewicz
opublikowano: 22-11-2017, 08:42

Początek przyszłego roku może obnażyć prawdziwe deficyty w zatrudnieniu lekarzy. Medycy zrzeszeni w Porozumieniu Rezydentów OZZL zapowiedzieli bowiem akcję wypowiadania klauzuli opt-out i rezygnację z dodatkowych miejsc praktyki. Przypomnijmy, że blisko 67 proc. lekarzy w trakcie specjalizacji deklaruje dodatkowe zatrudnienie poza podstawowym miejscem pracy, a kolejne 34 proc. ma podpisaną klauzulę opt-out. Niewykluczone są więc pewne perturbacje w działalności podmiotów leczniczych, pracy ich personelu oraz w obsłudze pacjentów.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Za nieco ponad tydzień medycy przesądzą o skali problemu, z jakim od 1 stycznia 2018 roku przyjdzie się zmierzyć systemowi ochrony zdrowia. Zgodnie z zapowiedziami, większość młodych lekarzy (nawet 71 proc.) w proteście przeciwko niskim nakładom na służbę zdrowia, pogarszającym jakość leczenia, zrezygnuje z dodatkowych umów i miejsc zatrudnienia, wypowiadając klauzulę opt-out, czyli zgodę na pracę ponad normę zapisaną w Kodeksie pracy (tj. 48 godzin w tygodniu). W opinii blisko 89 proc. lekarzy zapytanych przez portal Konsylium24.pl, taka forma manifestacji będzie adekwatna do skali problemu. 

Zdaniem Konstantego Radziwiłła, skala protestu nie będzie jednak duża  i tylko lokalnie spodziewać się można problemów. „Ministerstwo monitoruje zjawisko wypowiadania klauzul opt-out. W naszej ocenie sytuacja nie należy do niepokojących” — zapewnił minister zdrowia podczas konferencji podsumowującej dwa lata kadencji. Dodał również, że nawoływanie do wypowiadania klauzuli opt-out jest działaniem nie licującym z godnością zawodu lekarza i organizacji reprezentujących środowisko. W jego ocenie znaczna część lekarzy pracowała, pracuje i będzie pracować więcej niż wskazują ustawowe normy. „Uważam, że to powinna być indywidualna decyzja każdego człowieka. Jeśli nie czuje się na siłach, żeby pracować więcej — zgoda”.

Przekraczanie norm czasu pracy

Opublikowany w sierpniu raport głównego inspektora pracy „Bezpieczeństwo publiczne w świetle przepisów dotyczących czasu pracy w ochronie zdrowia i transporcie” przedstawił wyniki 226 kontroli przeprowadzonych w podmiotach leczniczych. W sumie inspekcja pracy skontrolowała w 2015 roku przedsiębiorców zatrudniających 45 985 pracowników etatowych i 5454 pracowników na tzw. kontraktach. Głównym zastrzeżeniem kontrolerów wobec pracodawców było niezachowanie obowiązującej pracowników dobowej i tygodniowej normy czasu pracy. 

„Kontrolujący ujawnili przypadki planowania pracy pracownikom medycznym (m.in. lekarzom) w wymiarze przekraczającym dobowy wymiar czasu pracy. (…) Uchybienia polegały także na dwukrotnym wykonywaniu pracy w tej samej dobie pracowniczej (…), co skutkowało naruszeniem dobowych norm czasu pracy w ramach podstawowego systemu czasu pracy oraz zmianowej organizacji pracy. Ujawniono również przypadki świadczenia pracy z przekroczeniem normy dobowej w wyniku zobowiązywania pracowników (najczęściej pielęgniarek) do pozostawania poza normalnymi godzinami pracy w gotowości do wykonywania pracy, podczas której wzywani byli do szpitala i świadczyli pracę (np. po 24 godziny w dobie pracowniczej)” — czytamy w raporcie. 

Niezapewnienie odpoczynku dobowego

W prawie co czwartym skontrolowanym podmiocie w 2015 r. (w porównaniu do 15 proc. w 2014 roku) pracodawcy nie zapewnili pracownikom medycznym odpoczynku dobowego. Stwierdzono również przypadki niezapewnienia pracownikom pełniącym dyżury medyczne co najmniej 11-godzinnego nieprzerwanego odpoczynku bezpośrednio po zakończeniu dyżuru. 

Naruszanie przepisów o odpoczynku dobowym występowało również w wyniku zobowiązywania lekarzy, diagnostów laboratoryjnych do pozostawania w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych w sytuacji, gdy pracownicy świadczyli już pracę w danej dobie pracowniczej. Zobowiązywano też lekarzy do pozostawania w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych w wymiarze wynoszącym 24 godziny. 

Częstą praktyką, jak stwierdzili inspektorzy, było zatrudnianie pracowników medycznych na podstawie kilku stosunków pracy. W efekcie lekarze świadczyli pracę, pełnili dyżury medyczne oraz pozostawali w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych, podczas której wzywani byli do szpitala, nieprzerwanie przez 31 godz. 35 minut, 48 godzin, 55 godzin 35 minut, 72 godziny, a nawet 120 godzin bez wymaganego odpoczynku. Lekarz rekordzista pracujący dla publicznego podmiotu świadczył pracę, pełnił dyżury medyczne i pozostawał w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych, podczas której wzywany był do szpitala, nieprzerwanie przez 120 godzin bez wymaganego odpoczynku.

Zapracowani z wyboru

Prezes Polskiej Federacji Szpitali prof. Jarosław Fedorowski uważa, że „Klauzul opt-out nie można nazwać naginaniem prawa, ponieważ mamy do czynienia z zapisami dyrektywy europejskiej o czasie pracy, niedoborem kadr lekarskich oraz pojęciem lekarza jako wolnego zawodu. Do wyjątków należą sytuacje, w których dyrektor szpitala miałby nakazywać lekarzom, by pracowali ponad to, na co się godzą”.

Zwraca również uwagę, że od wielu lat lekarze zabiegali o to, by przechodzić na kontrakty, które mają też swoje zalety, m.in. podatkowe. Co więcej, zdaniem prof. Fedorowskiego, lekarze nie są zwolennikami podpisywania klauzuli o wyłączności zatrudnienia w jednym miejscu, a także często sprzeciwiają się monitorowaniu swojego czasu pracy.

„Nie jest zatem tak, że to dyrektorzy szpitali w sposób nielegalny zmuszają lekarzy do pracy. Faktem jest jednak poważny niedobór kadr medycznych i z perspektywy starzejącego się społeczeństwa będzie on coraz bardziej dotkliwy” — ocenia prezes PFS. W jego opinii, jedną z możliwości usprawnienia pracy lekarzy mogłoby być rozwiązanie wielu małych wysokospecjalistycznych oddziałów, które licznie angażują lekarzy dyżurnych. „Nie udało nam się ponadto stworzyć instytucji lekarza hospitalisty, który w dużym stopniu mógłby usprawnić proces opieki nad pacjentem” — zauważa prof. Fedorowski. 

Według jego rozeznania, dyrektorzy 200 szpitali skupionych w Polskiej Federacji Szpitali (stanowiących 44 proc. łóżek uwzględnionych w sieci szpitali) wyraźnie sygnalizują chęć pełnienia dodatkowych dyżurów. Co więcej, część z nich organizuje się w grupy, które zabezpieczają dyżury.

Ten typ tak ma?

„Wypowiedzenie klauzuli opt-out nie da lekarzom gwarancji wypoczęcia, ponieważ nie będzie to powstrzymywać ich przed podejmowaniem dodatkowych zajęć w postaci np. pracy w przychodniach czy dość pochłaniającej pracy naukowej” — zaznacza Jarosław Fedorowski. 

Jego zdaniem, polscy rezydenci nie pracują również więcej niż ich koledzy z Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, gdzie tygodniowy czas pracy wynosi średnio około 60-75 godzin. „Nie możemy zatem zgodzić się z twierdzeniem, że młodzi lekarze w sposób nakazowy są przymuszani w Polsce do pracy ponad siły” — ocenił prezes Polskiej Federacji Szpitali.

 

Ankieta

Protest opt-out w oczach medyków

71 proc. młodych lekarzy w trakcie specjalizacji ma zamiar wziąć udział w zapowiadanym proteście.

Najczęstszą motywacją do nieprzystępowania do akcji protestacyjnej był powód finansowy (dodatkowa praca jako najważniejsze źródło dochodu — 36 proc.) oraz brak wiary w solidarność środowiska lekarskiego (24 proc.).

39 proc. proponuje protest trwający przynajmniej 3 miesiące, a 35 proc. dłuższy.

Źródło: badanie ankietowe Konsylium24.pl, w którym uczestniczyło 4280 polskich lekarzy.

 

Opinia

Naczelna Rada Lekarska: tak dalej być nie może

 Dr n. med. Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej:

Troską ministra zdrowia oraz kierowanego przez niego urzędu powinna być jak najlepsza jakość opieki nad pacjentem. O tym niestety pan minister zdaje się zapominać i zapominając się używa bardzo niewłaściwych i niegodnych tego stanowiska słów. Przed paroma miesiącami publicznie przyznał, że lepszy przemęczony lekarz niż żaden. Użycie takiego sformułowania było skrajnie nieodpowiedzialne z punktu widzenia urzędu, jaki minister sprawuje. 

Obecnie czas przeżycia kobiet lekarek w Polsce jest o 10 lat krótszy niż wszystkich pozostałych Polek. To pokazuje, jak wyczerpującą i ponad siły jest praca lekarzy. Wielu lekarzy dziś jest chorych, większość z powodu zespołu przewlekłego zmęczenia, który powinien być jednostką chorobową znaną ministrowi.

Społeczeństwo oczekuje od nas lekarzy nie tylko właściwego przygotowania do wykonywania zawodu, ale również empatii. Niestety, patrząc na poziom wypalenia zawodowego w tej grupie, nie możemy dziwić się, że lekarz nie ma dla pacjenta czasu lub niewystarczająco wczuwa się w jego sytuację. Młodzi lekarze w pełni entuzjazmu przystępują do wykonywania swojego zawodu, by po mniej więcej roku zorientować się, że brak kompetencji organizatorów systemu ochrony zdrowia w Polsce sięga zenitu. Szczególnie dramatyczną sytuację zarówno pod względem finansowania, jak i organizacji pracy obserwujemy w hołubionych przez ministra szpitalach publicznych. Obawiam się jednak, że za chwilę nikt już tam nie będzie chciał pracować. 

Nawoływania, by lekarze pracowali bez umiaru i wpędzali się w ciężki rozstrój zdrowia psychicznego lub fizycznego, są niezgodne z Kodeksem etyki lekarskiej, który nakazuje w pierwszej kolejności zadbanie o własny stan zdrowia. Jestem zdziwiony, że człowiek uważający się za znawcę etyki, występuje przeciwko Kodeksowi etyki lekarskiej. Dziwię się również, że człowiek znający ustawę o samorządzie lekarskim, odbiera samorządowi prawo głosu. Naczelna Rada Lekarska, jako gremium 74 osób, jednogłośnie stwierdziła, że dalej tak być nie może.

Komentarz

Dodatkowy zarobek nie jest wart rujnowania zdrowia i rodziny

Tadeusz Jędrzejczyk, lekarz, ekonomista, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia:

Choć formalnie akcja wypowiadania umów nie jest strajkiem w ścisłym znaczeniu tego słowa, to z uwagi na efekty można ją uznać za formę strajku włoskiego. Opierając się na obowiązujących przepisach Kodeksu pracy, każdy pracownik ma możliwość podpisania klauzuli wyłączającej ustawowe ograniczenie czasu pracy do 48 godzin tygodniowo, jak i rezygnacji z tego wyłączenia. Oczywiście, drugą stroną medalu jest zredukowanie zarobków, które z pewnością ograniczy zasięg tej akcji — zarówno w liczbie uczestniczących w niej osób, jak i czasu trwania. 

Trudno jest jednak oceniać efekt takiej akcji dla systemu. Będzie on bowiem zależał nie tylko od tego, ilu rezydentów wypowie same klauzule, ale także ilu z nich zrekompensuje wypowiedzenia podjęciem pracy w innych niż macierzyste miejscach pracy. Na krótko dyrektorzy szpitali będą starali się wypełnić lukę pozostałymi lekarzami, będzie to jednak związane z koniecznością ustępstw płacowych. Niezależnie od tych możliwości kompensacyjnych wewnątrz systemu, kłopotów z obsadzeniem dyżurów nie da się uniknąć. Szczególnie trudna sytuacja będzie dotyczyła mniejszych szpitali, położonych z dala od aglomeracji, chociaż i większe będą borykały się z problemami w przypadku masowego udziału w akcji rezydentów w konkretnych miejscowościach

Należy wziąć pod uwagę, że kilka lat podwyższania stawek dla poz stworzyło w tym obszarze dość atrakcyjne finansowo miejsca pracy, co stanowi istotną konkurencję o malejące zasoby kadr lekarskich. Sytuacja wymaga z pewnością pilnego monitorowania zarówno ze strony Ministerstwa Zdrowia, jak i NFZ oraz podejmowania stosownych działań w skali makro. Dobre zarządzanie w warunkach kryzysu powinno pozwolić na ograniczenie negatywnych konsekwencji i stresu dla pacjentów.

Porównując sytuację obecną ze strajkiem części lekarzy rodzinnych z 2015 roku, trzeba zauważyć, że choć skala ograniczenia dostępności do świadczeń nie powinna być tak duża jak wówczas, istnieje jednak ryzyko, że problemu nie uda się rozwiązać w ciągu tygodnia ani nawet miesiąca. Hasło akcji rezydentów „jakość opieki” wskazuje bowiem nie tylko na ekonomiczny wymiar protestu, ale także na zmieniające się wartości. Chodzi bowiem nie tylko o bezpieczną pracę w rozsądnym wymiarze w szpitalu, gdzie praca po kilkaset godzin w miesiącu jest ryzykowna zarówno dla pacjentów, jak i lekarzy. Wszystko wskazuje na to, że młodsze pokolenie znacznie szybciej niż poprzednie spostrzegło, że dodatkowy zarobek nie jest wart rujnowania własnego zdrowia i rodziny. Nie mówiąc o dużo mniejszej barierze wyboru miejsca pracy w innym kraju.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.