Fizjoterapeuci i diagności rozpoczęli protest głodowy

Katarzyna Lechowicz-Dyl, PAP
opublikowano: 21-05-2019, 17:25

Związki zawodowe zrzeszające fizjoterapeutów i pracowników laboratoriów diagnostycznych poinformowały 21 maja o rozpoczęciu protestu głodowego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych (KZZPMLD) oraz Krajowy Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii (KZZPF) poinformowały za pośrednictwem mediów społecznościowych, że wspólnie zdecydowano o rozpoczęciu protestu głodowego.

"Od dziś, w warszawskim szpitalu dziecięcym przy ul. Żwirki i Wigury grupa diagnostów laboratoryjnych i fizjoterapeutów głoduje w imię nagłaśniania problemów, które na Ministerstwie nie robią wrażenia" – głosi wpis KZZPMLD na Facebooku. 

W ramach akcji "Maj bez fizjoterapeutów", fizjoterapeuci najpierw oddawali krew, a potem przystąpili to strajku włoskiego, polegającego na drobiazgowym wykonywaniu obowiązków i edukowaniu pacjentów o znaczeniu fizjoterapii.

W połowie maja, na wspólnej konferencji z diagnostami, poinformowali o akcji wysyłania pism do dyrektorów zatrudniających ich placówek prosząc o podwyżkę wynagrodzeń oraz występowania m.in. do NFZ z pytaniem, ile jest na to środków. Działania te podjęto, jak wyjaśniano, w związku z wypowiedzią ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który wskazał, że dyrektorzy szpitali dostali dodatkowe 680 mln zł w związku ze wzrostem wyceny świadczeń i mogą te środki przeznaczyć na podwyżki dla grup, które ich nie dostały, m.in. diagnostów i fizjoterapeutów.

Związki zapowiadały, że kolejnym etapem będzie protest głodowy.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski odnosząc się do akcji protestacyjnej fizjoterapeutów i zapowiedzi aktywizacji diagnostów, wskazywał kilkanaście dni temu, że "nie ma możliwości prawnej, aby przekazać znaczone pieniądze dla grup nieobjętych odrębnymi regulacjami ustawowymi m.in. fizjoterapeutów, diagnostów czy techników elektroradiologii". "Te grupy zawodowe nie są w pełni opisane ustawami, w związku z tym nie możemy zastosować do nich takich regulacji, jak (…) np. do lekarzy, pielęgniarek czy ratowników" – mówił.

Szef MZ akcentował, że nastąpił wzrost ryczałtów w placówkach. "Te pieniądze są również przeznaczone na koszty, które szpitale poniosły lub będą ponosić na wzrosty kosztów płac dla zawodów nieuregulowanych odrębnie" – podkreślał. Ocenił, że 680 mln to dosyć duży wzrost ryczałtów. Odnosząc się zaś do głosów, że tymi samymi pieniędzmi obdzielani są różni interesariusze, przyznał, że tak jest.

"Pieniądze, które Narodowy Fundusz Zdrowia przekazuje do szpitali, są przeznaczone dla różnych interesariuszy, dla administracji szpitala, dla administracji klinik i oddziałów, dla grup zawodowych profesjonalistów medycznych, w tym również techników, fizjoterapeutów, diagnostów, lekarzy, pielęgniarek, ratowników" – mówił. "Na pewno dyrektorzy mogą zastanowić się, na ile mogą poprawić sytuację finansową zawodów, które nie zostały uregulowane odrębnie" – stwierdził.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dyrektorzy szpitali powiatowych: Szpitale nie są w stanie wypłacić obiecanych podwyżek

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Lechowicz-Dyl, PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.