Epidemia odsłoniła skalę niedofinansowania, niedobory kadrowe i problemy decyzyjne w ochronie zdrowia [FELIETON Marka Stankiewicza]

opublikowano: 06-11-2020, 16:37

Coś mi się zdaje, że na razie ostro przegrywamy tę walkę z pandemią. I to nie do przerwy, ale już w drugiej odsłonie tego nierównego meczu. A dlaczego? Bo nasza człowiecza drużyna, rozsiana po całym świecie, po prostu się nie lubi. A przeciwnik się ciągle mutuje i dozbroił się w jeszcze większą wirulencję.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Policja i służby miejskie nie nadążały w październiku z nakładaniem mandatów za lekceważenie zakładania maseczki na usta i nos. Znaleźliśmy się w niechlubnej czołówce krajów, które utraciły kontrolę nad rozwojem epidemii. Przez centrum stolicy przetoczył się ramię w ramię wielotysięczny pochód farmerów i hodowców zwierząt. Na krakowskim rynku dziesiątki tysięcy ludzi, bez zachowania bezpiecznego odstępu, pokazało w marszu, co myślą o władzy i jej zamiarach. Na weselach pozwolono hulać na całego, a poprawiny trwały niemal do ostatniego gościa. Jednym słowem, pandemia zbiera śmiertelne żniwo, ale jak tu nie pojechać na chrzciny czy stypę suto zakrapianą. W końcu rząd pomalował całą Polskę na czerwono i wreszcie ogłosił zakazy, zwane dobrotliwie obostrzeniami.Przeraził mnie sondaż, że co trzeci Polak nie odczuwa strachu przed zakażeniem koronawirusem. Jednocześnie 49 proc. dobrze ocenia działania rządu w walce z epidemią, 43 proc. ocenia je źle — wynika z badania CBOS przeprowadzonego na przełomie września i października. Oto Polacy 2020 właśnie!Inaczej niż osobiste obawy przed zarażeniem koronawirusem, opinie o walce z epidemią są wyrazem stosunku do urzędującej ekipy i zależą w głównej mierze od orientacji politycznej i, szerzej, światopoglądowej — czytamy w opisie wyników badania.Taktykę walki z wszelkimi epidemiami podpowiada od stuleci nauka, a nie polityka ani religia. Dalszy przebieg pandemii zależy od przestrzegania zasad bezpieczeństwa i zdecydowanego braku tolerancji dla wiedzących lepiej. Wykonanie testu i interpretacja wyniku są mniej czasochłonne niż związana z tym biurokracja. Zdaniem wybitnego mikrobiologa prof. Włodzimierza Guta, tylko akceptacja 90 proc. polskich zjadaczy chleba i obywatelska bezpardonowość w demaskowaniu fałszywie pojmowanej wolności dadzą szansę na poskromienie pandemii. Profesor ostrzega, że 70 proc. będzie tylko stabilizować pandemię, a przekroczenie połowy dla lekceważenia ostro ją rozbuja. Zgadzam się z profesorem. Bo po prostu nie można być trochę w ciąży. Czas epidemii to wielki test na obywatelską przyzwoitość. Nie słyszałem, aby na przystanku tramwajowym kogoś, kto nie zakrył ust i nosa maską lub przyłbicą, przypadkowi pasażerowie upominali o rozsiewanie niebezpieczeństwa. Ochrona oblężonych hipermarketów także udaje niemą czujność. Niby pilnuje, ale puszcza oko. No bo przecież nie można wyrzucić krnąbrnego klienta ze sklepu. Taktykę każdej władzy w ostatnim 30-leciu zdominowała filozofia, że w służbie zdrowia jakoś to będzie, a medycy jak zwykle sobie poradzą. A jeśli nie, to zawsze można ich szantażować etyką, moralnością, poczuciem misji. Tymczasem epidemia odsłoniła skalę niedofinansowania, niedobory kadrowe, problemy decyzyjne, brak strategicznego sposobu zarządzania. To, że ten system jeszcze nie dokonał żywota, jest wynikiem wysiłku osób, które operacyjnie nim zarządzają i w nim świadczą pracę.Aby minimalizować ryzyko transmisji infekcji COViD-19 oraz zapewnić dodatkowe łóżka szpitalne dla pacjentów wymagających pilnego przyjęcia do szpitala, centrala NFZ zaleciła ograniczenie do niezbędnego minimum lub czasowe zawieszenie udzielania świadczeń wykonywanych planowo.Ta złota myśli dotyczy przede wszystkim planowanych pobytów w szpitalach w celu: przeprowadzenia diagnostyki oraz zabiegów diagnostycznych, leczniczych i operacyjnych, w szczególności: endoprotezoplastyki dużych stawów, dużych zabiegów korekcyjnych kręgosłupa, zabiegów naczyniowych na aorcie brzusznej i piersiowej, pomostowania naczyń wieńcowych, zabiegów wewnątrzczaszkowych, dużych zabiegów torakochirurgicznych, nefrektomii i histerektomii. Tylko tyle, bagatela. Już lepiej w łeb sobie strzelić. To przecież odroczona egzekucja dla wielu tysięcy schorowanych i cierpiących ludzi, którym nadzieja na poprawę zdrowia należy się od państwa się jak psu zupa. Niegdyś prof. Religa mawiał, że to nie łóżka leczą, tylko współpracujący ze sobą zgodnie personel medyczny. NFZ najwyraźniej się zapomniał, że jest jedynie płatnikiem, a nie organizatorem lub tym bardziej właścicielem placówek ochrony zdrowia, by wydawać zalecenia, kogo i jak mają one leczyć.Rząd od marca cwaniakował i nieustannie bajerował miliony Polaków. Udawał lidera pośród narodów świata, zamiast stworzenia rezerwowych miejsc w szpitalach i wyszkolenia studentów z najstarszych semestrów studiów lekarskich do obsługi respiratorów. Medycyny jeszcze nikt nie nauczył się zdalnie. Z tego rozbuchanego niemal do czerwoności ogniska jak gdyby nigdy nic ulotnił się prof. Łukasz Szumowski. Powróciły też głosy, że maski niczego nie załatwiają, a epidemia to „spisek i ściema”. Na władzy na ogół robią wrażenie tylko płonące opony, kompletna demolka przed gabinetem premiera czy wylewana na skrzyżowaniach gnojówka. Konstatacja, że decyduje argument siły, a nie siła argumentu nie jest więc wcale odkrywcza. A szkoda.

Marek Stefankiewicz
Fot. Archiwum

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.