Ekstremalne podróże i wielkie fascynacje profesora Jacka Jassema

  • Monika Wysocka
07-09-2016, 00:00

Co roku na trzy tygodnie wyłącza telefon i razem z kolegami wyrusza na męską wyprawę. Ma być daleko i ekstremalnie, czasem niebezpiecznie. Ale satysfakcja, że dali radę, pokonali samych siebie, w połączeniu z zapierającymi dech w piersiach widokami dzikiej przyrody, egzotyczną kulturą — rekompensuje wszelkie stresy pracy w klinice.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Około pięćdziesiątki pomyśleliśmy z kolegami, że trzeba tę resztę życia jakoś fajnie spędzić. A że podróże zawsze mnie fascynowały, postanowiłem zacząć realizować marzenia. I tak to się zaczęło” — wspomina prof. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Założenie było takie, że miejsca mają być mało „turystyczne”, trudne do osiągnięcia, chwilami ekstremalnie, co roku na innym kontynencie.

2004 Islandia

„Islandia to kraj gejzerów, wulkanów, wodospadów, w większej części niezamieszkały — i właśnie tam się wybraliśmy” — wspomina prof. Jassem. Znany gdański podróżnik Marek Kamiński podpowiedział im dokąd jechać, pożyczył arktyczne namioty, telefon satelitarny, rozgrzewające saszetki do śpiworów. I uprzedził: jedziecie na własne ryzyko. „Przejeżdżaliśmy przez rwące rzeki, zanurzając nasze Pajero niemal po dach, bez gwarancji, że uda się wyjechać. Mijaliśmy porzucone na środku rzeki auta. Zdobyliśmy piękny, ale szalenie niebezpieczny lodowiec z przerażającymi szczelinami” — opowiada profesor. Podczas wyprawy czterech innych Polaków wpadło w taką szczelinę, o czym żona profesora dowiedziała się z prasy...

2005, 2011 Syberia

Byli tam dwa razy. Najpierw z ukraińskim lekarzem, weteranem wojny afgańskiej, który od lat mieszka w Gdańsku. Zabrał ich do Republiki Tuwa, na granicy z Mongolią. „Mieliśmy polecieć helikopterem w głąb tajgi, zbudować tratwę i spłynąć Jenisejem. Już w Moskwie okazało się, że nasza linia lotnicza splajtowała. Jakoś udało się dolecieć innym samolotem. Zamówiony wcześniej helikopter nie mógł jednak polecieć z powodu cyklonu. Przenieśliśmy się do stepowych jurt, gdzie miejscowi szamani próbowali wyprosić zmianę pogody” — wspomina profesor. Wyprawili się do jedynej w okolicy wioski, która okazała się omijanym szerokim łukiem przez tamtejszą milicję centrum przemysłu narkotykowego. „Krzaki konopi indyjskich po horyzont, a w wiosce żywego ducha. Chyba obawiano się pacyfikacji. Dopiero kiedy mieszkańcy zobaczyli, że pijemy piwo, zaczęli wylegać z domów. Zbrataliśmy się i odwieźli nas łódką do obozowiska” — opowiada prof. Jassem. 

Nad Jenisej dotarli trzema łazikami po nieprawdopodobnym rajdzie po górach, bagnach i rwących rzekach. „Umordowaliśmy się i utytłaliśmy ogromnie, ale spływ tratwą po Jeniseju wynagrodził nam to”. W środku tajgi spotkali trzypokoleniową rodzinę, która uciekła tam przed represjami komunistów. „Byliśmy bardzo wzruszeni, gdy okazało się, że to potomkowie polskich zesłańców z powstania styczniowego. Gospodyni przygotowała pyszne befsztyki z upolowanego przed chwilą jelenia, następnie tort z malin, a dzieci zrobiły kubeczki z brzozowej kory. Dla takich momentów warto podróżować...” — podsumowuje profesor.

Kilka lat później, podczas kolejnej syberyjskiej wyprawy, spłynęli Leną w okolicach jeziora Bajkał. „W nocy przymarzaliśmy w namiotach, w dzień walczyliśmy z upiornymi meszkami. Zabraliśmy ze sobą kałasznikowa, aby w razie potrzeby odeprzeć atak niedźwiedzi”. Potem polecieli na Kołymę, gdzie można dotrzeć tylko drogą morską lub powietrzną. Dawny morderczy łagier w Magadanie dziś słynie z wielkich pokładów złota i... mafijnych układów. 

2006 Zambia

„Pamiętam stado czterdziestu kąpiących się w rzece słoni kilkanaście metrów od nas, szaleńczy rafting i ponad stumetrowy most na rzece Zambezi — kultowe miejsce do bungee” — mówi prof. Jassem. Podczas tych wypraw ważne jest jednak także nawiązywanie bliskiego kontaktu z mieszkańcami, poznawanie ich codziennego życia, zwyczajów, kultury, wspólne posiłki. „Czasem zamykaliśmy oczy, znajdując w misce oko barana albo jakieś smażone robaki” — dodaje. 

Mieszkali w misjach jezuitów albo w wiejskich chatach. Tam spotkali blisko stuletniego polskiego misjonarza kardynała Adama Kozłowieckiego — fascynującego człowieka o niezwykłym życiorysie. Z szacunku dla niego co dzień bywali na mszy w miejscowej kaplicy. W jednej z nich uczestniczyło kilkaset dziewcząt z okolicznych szkół średnich, które przez cały czas tańczyły i śpiewały w rytm bębnów. Na koniec, zupełnie niespodziewanie, poproszono ich, żeby coś powiedzieli. „Improwizując, wygłosiłem laudację na temat misjonarzy, nie szczędząc także słów zachwytu nad Zambią, jej mieszkańcami i kulturą. Mówiłem o tym, jak te wyprawy nas wzbogacają duchowo i kulturowo. I te dziewczynki zaczęły płakać! Na koniec wszystkim musieliśmy uścisnąć osobiście dłoń. To było przeżycie!” — opowiada profesor.

Czasem dzieci przychodziły do obozowiska i nieśmiało głaskały Polaków po nogach. „Okazało się, że Murzyni nie mają na nogach włosów i byliśmy dla nich wielką atrakcją” — śmieje się profesor. Dzieci świata stały się wielką fascynacją Jacka Jassema, fotografuje je podczas każdej wyprawy. Podróżnicy składają wizyty w szkołach i szpitalach, a po powrocie organizują akcje charytatywne. Zabierają ze sobą pamiątki i upominki dla dzieci, foldery o Polsce i okulary dla starszych ludzi — bo to w wielu krajach niedostępne dobro. 

2007 Birma 

Polecieli tam krótko po powstaniu buddyjskich mnichów. W Birmie niemal nie było wówczas dróg, więc przemieszczali się małymi samolotami. Mieli wrażenie, że byli tam jedynymi cudzoziemcami, bo otwierano dla nich lotniska. Pływali po rzekach, chodzili po górach i dżungli, odkrywając zapomniane świątynie. Sypiali w chłopskich chatach lub buddyjskich klasztorach, a o świcie wstawali na wspólne modły. „Budowaliśmy przyjaźnie, choć nie rozmawialiśmy o polityce, aby nie narażać mieszkańców na prześladowania. To był mistyczny czas” — wspomina profesor.

2008 Peru i Boliwia 

Peru to ocean, tropikalna dżungla i pustynie, gdzie nigdy nie spadł deszcz. To najwyżej na świecie położone jezioro Titicaca ze sztucznymi trzcinowymi wyspami, które można rozdzielać lub łączyć w zależności od potrzeb. To także najgłębszy na świecie kanion rzeki Colca, andyjskie kondory i morderczy szlak trekkingowy Inca Trail na wysokości 4 km. „To tam widziałem najpiękniejszy wschód słońca, z majaczącym w oddali, prawie nierealnym Machu Picchu” — opowiada profesor. 

Chcieli czegoś ekscytującego, więc w Boliwii pokonali rowerami El Camino de la Muerte — słynną „Drogę Śmierci”, gdzie rocznie ginie blisko 300 osób. Szalona jazda w dół wąską drogą po skalnej półce nad ośmiusetmetrową przepaścią, gdzie mgła ogranicza widoczność, a od czasu do czasu spadają na głowę kamienie lub woda z wodospadu. Różnica poziomów 3,6 km, długość 64 km. „Nikt z nas nie spadł w przepaść, ale były połamane żebra i mocne stłuczenia. No i znowu masa adrenaliny”.

2009 Madagaskar

Miejsce niezwykłe. Unikatowa flora i fauna. Butelkowate baobaby, tuż nad głowami lemury, zmieniające barwy kameleony... Trzydniowy spływ żółtą rzeką, wspinaczka na ostre jak żyletki góry. Tradycyjnie — wizyta w szkole, wspólne zdjęcie z mieszkańcami i stały punkt wszystkich wypraw: mecz siatkówki. Jeśli jest drużyna przeciwników — mecz międzypaństwowy, jeśli nie — rozgrywany między uczestnikami wyprawy.

2010 Patagonia (Chile i Argentyna)

Powiew Antarktydy i wrażenie końca świata. Niezwykłe góry, rwące, idealne dla ekstremalnego raftingu rzeki i ogromne, 50-metrowe czoła lodowców, walące się z armatnim hukiem do wody. „Oczywiście nie odmówiliśmy sobie zdobycia jednego z nich” — dorzuca profesor.

2012 Namibia 

Słynna z niezwykłych wydm, które zdobywali o świcie. Mnóstwo egzotycznych zwierząt na wyciągnięcie ręki. Kraina piękna, ale i niebezpieczna. „Jednego dnia ratowaliśmy ukąszoną przez skorpiona Niemkę, a następnego o mały włos sam tego nie doświadczyłem” — wspomina profesor. W tej części Afryki żyją dwa odmienne plemiona: Himba i Herero. „W sklepie można zobaczyć obok siebie dwie kobiety: jedną z obnażonym i wysmarowanym ochrą torsem i drugą — w ogromnym kapeluszu i krynolinowej sukni do ziemi” — wspomina prof. Jassem. 

2013 Wenezuela

Najwyższe na świecie wodospady i czarowne rozlewiska delty Orinoko. Podróżowali awionetką i rwącymi strumieniami. Zjeżdżali na linie pod wodospadami. „Odwrotu nie ma, można tylko zamknąć oczy i puścić się w dół — absolutne szaleństwo”. Plus zatykające dech w piersiach przeloty na paralotniach w Andach.

2014 Indonezja 

Siedemnaście tysięcy wysp i trzynaście lotów. Ogromne stada nietoperzy, przelatujących nad głową. „Pływaliśmy po rzekach i oceanie, podziwialiśmy świat starożytnych świątyń, zdobywaliśmy czynne wulkany, a na szczycie, w gorących szczelinach, piekliśmy ziemniaki”. 

2015 Jukatan, Gwatemala, Belize

Najpierw wędrówka szlakiem Majów. Golenie głów w geście solidarności z kolegą, który zachorował na raka i nie mógł z nimi pojechać. W Belize dwunastokilometrowa podróż podziemną rzeką ze zdobywaniem wodospadów. Tam ratowaliśmy dość pulchną Amerykankę, która nie wytrzymała trudów podziemnej eksploracji. Po wyjściu na zewnątrz musieliśmy sporządzić bambusowe nosze, by wynieść ją z dżungli. 

2016 Iran

Ta podróż dopiero przed nimi. „To ostatnia chwila przed zjawieniem się tam turystów. Naszym przewodnikiem będzie jeden z moich studentów — rodowity Irańczyk. Już widzę, że dostaniemy w kość” — przewiduje profesor. 

Najważniejsze w tych wyprawach jest zrealizowanie założonych celów. „Rzadko przeżywamy rozczarowanie, najczęściej jest lepiej, niż można było oczekiwać” — podsumowuje prof. Jassem.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Praca i kariera / Ekstremalne podróże i wielkie fascynacje profesora Jacka Jassema
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.