Eksperci: prywatny system nie może zastąpić publicznej ochrony zdrowia

EG
opublikowano: 05-08-2022, 08:24

Z lekarskiej perspektywy to, kto jest właścicielem danej praktyki - czy to jest podmiot publiczny, czy prywatny - nie ma znaczenia. Dla nas liczy się to, w jakich warunkach pracujemy, ile czasu mamy dla pacjenta i jak możemy mu pomóc. W wielu przypadkach podmioty komercyjne wypadają pod tym kątem lepiej, ale nie jest to regułą - mówi prezes NRL Łukasz Jankowski.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak zauważa prezes Jankowski taka sytuacja doprowadziła do tego, że obecnie 1/3 wydatków na zdrowie ponoszą sami pacjenci z własnej kieszeni.
Jak zauważa prezes Jankowski taka sytuacja doprowadziła do tego, że obecnie 1/3 wydatków na zdrowie ponoszą sami pacjenci z własnej kieszeni.
iStock

Gośćmi w programie „Punkt widzenia” w Polsat News byli prof. Andrzej Fal z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie oraz prezes NRL lek. Łukasz Jankowski. Tematem rozmowy była m.in. wydolność publicznego systemu ochrony zdrowia oraz polityka finansowania świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia.

Publiczny system opieki zdrowotnej coraz bardziej niewydolny?

Eksperci zwrócili uwagę na fakt, że przez ciągłe niedofinansowanie systemu publicznego spada dostępność do świadczeń, przez co pacjenci są zmuszeni szukać lekarskich konsultacji w sektorze prywatnym, gdzie cenami usług zdrowotnych rządzi wyłącznie prawo popytu i podaży.

- Lekarz przyjmujący publicznie nie jest lekarzem leczącym gorzej niż specjalista z sektora prywatnego. W systemie publicznym mogą np. skończyć się pieniądze, co uniemożliwia lekarzowi skuteczne leczenie chorego. (…) Finansowanie po jednej i drugiej stronie opiera się na czym innym. W systemie publicznym opiera się na zabudżetowanych środkach, a tych w niektórych latach NFZ zostaje i to sporo. W sektorze prywatnym opiera się na popycie i podaży – wskazał prof. Andrzej Fal.

Jak zauważył w tym kontekście prezes Jankowski, taka sytuacja doprowadziła do tego, że obecnie 1/3 wydatków na zdrowie ponoszą sami pacjenci z własnej kieszeni.

- Z lekarskiej perspektywy to, kto jest właścicielem danej praktyki - czy to jest podmiot publiczny, czy prywatny - nie ma znaczenia. Dla nas liczy się to, w jakich warunkach pracujemy, ile czasu mamy dla pacjenta i jak możemy mu pomóc. W wielu przypadkach podmioty komercyjne wypadają pod tym kątem lepiej, ale nie jest to regułą – dodał.

Prof. Fal zwrócił uwagę, że ceny za usługi zdrowotne w sektorze prywatnym – już teraz wysokie – będą jeszcze w najbliższym czasie rosły z uwagi na inflację.

- Pieniądze na świadczenia w systemie publicznym powinny być wyższe, tak aby skrócić kolejki oczekujących i aby pacjenci nie musieli korzystać z sektora prywatnego. To by załatwiło ten problem – ocenił ekspert.

Limity nadal ograniczają dostępność do świadczeń

Choć wielu ekspertów nadal mówi o niedofinansowaniu systemu, Ministerstwo Zdrowia chętnie chwali się ciągłym wzrostem nakładów. Ostatnim przykładem takiego wzrostu ma być onkologia: na wczorajszej konferencji prasowej minister Niedzielski mówił, że w ostatnich latach wydatki na opiekę nad pacjentami onkologicznymi zostały podwojone.

- W systemie ochrony zdrowia doszliśmy do ściany. W poprzednim roku NFZ nie wydał ze swojego budżetu 10 mld zł. To ogromna kwota, a Fundusz tłumaczy się tym, że nie było komu tych świadczeń wykonywać. Jednym słowem brakuje lekarzy. Jest problem z kontraktowaniem świadczeń. Bardzo chętnie pracowalibyśmy w jednym miejscu w publicznej ochronie zdrowia, jeśli NFZ dobrze wyceni procedury – mówił prezes Jankowski.

Jak eksperci odpowiedzieli na zarzut, że lekarze nie przyjmują wszystkich pacjentów w systemie publicznym, ale nie mają tego rodzaju ograniczeń w prywatnych praktykach – na czym korzystają finansowo?

- To zupełnie tak nie wygląda. Często lekarz przyjmujący w systemie publicznym nie może dalej pracować, bo ma limit przyjęć i więcej pacjentów nie przyjmie. Po prostu poradnia więcej chorych nie zarejestruje, bo skończyły się pieniądze kontraktowe. Nie jest to jeszcze masowy problem dzięki jednej dobrej decyzji MZ, czyli zwiększeniu puli pieniędzy na AOS po pandemii COVID-19 – przypomniał prezes NRL.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Senatorowie: szpitalom już teraz brakuje pieniędzy. Czy część z nich zimą zostanie zamknięta?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.