Eksperci: potrzeba spójnej strategii szczepień ochronnych w cyklu całego życia

opublikowano: 14-12-2022, 07:45

Kalendarz szczepień obowiązkowych u dzieci do 2. roku życia jest w Polsce wypełniany już tylko w 85 proc., a jeszcze dekadę temu przekraczał 90 proc. Zbliżyliśmy się do granicy odporności populacyjnej. Jak odwrócić ten niepokojący trend? Jak przekonać rodziców niechętnych szczepieniom swych dzieci, że dorośli także potrzebują tej formy ochrony, bo choroby zakaźne nie przestają być groźne tylko dlatego, że skończyliśmy 18 lat?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Konferencja “Polityka lekowa”, 17 listopada 2022, uczestnicy debaty poświęconej szczepieniom ochronnym.
Konferencja “Polityka lekowa”, 17 listopada 2022, uczestnicy debaty poświęconej szczepieniom ochronnym.
Fot. Tomasz Pikuła

Debata na ważny dla zdrowia publicznego temat, jakim są szczepienia ochronne, odbyła się w ramach 14. edycji konferencji Polityka lekowa, zorganizowanej przez „Puls Medycyny”. Poniżej prezentujemy najważniejsze wnioski, jakie padły w trakcie dyskusji ekspertów.

Formą walki z ruchami antyszczepionkowymi jest presja społeczna
Prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak
przewodniczący Zespołu ds. Polityki Lekowej i Farmakoterapii Naczelnej Rady Lekarskiej
Formą walki z ruchami antyszczepionkowymi jest presja społeczna
Fot. Tomasz Pikuła

Zaufanie do szczepień skutecznie podważają ruchy antyszczepionkowe, które w naszym kraju są praktycznie bezkarne. A skoro rządzących nie stać na otwartą walkę z tak szkodliwymi postawami, to my, chociażby jako rodzice, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Powinniśmy domagać się od publicznych przedszkoli czy żłobków, by przyjmowały tylko dzieci zaszczepione.

Z kolei na pytanie, jak zaadresować potrzebę szczepień w populacji dorosłych Polaków, odpowiedź jest prosta: należy wykorzystać potencjał modeli opieki koordynowanej. Rządzący preferują takie rozwiązania — mamy przecież opiekę koordynowaną dla pacjentów po zawale serca, projektowana jest dla chorych z niewydolnością serca, lada chwila taka opieka będzie dedykowana w szerszym stopniu osobom z cukrzycą w ramach POZ. Konkretne szczepienia można by wdrożyć w naszym kraju bardzo szybko, właśnie oferując je bezpłatnie jako element modelu opieki koordynowanej.

Jak to zrobić? Choćby w przywołanym przykładzie opieki koordynowanej dla pacjentów z cukrzycą powinno się przynajmniej części chorych z takim rozpoznaniem i chorobami dodatkowymi umożliwić refundowane, coroczne szczepienie przeciwko grypie i jednorazowe przeciwko pneumokokom. Mam wrażenie, że w dyskursie publicznym często zapomina się o zagrożeniu, jakie stanowią te bakterie dla populacji seniorów. Tymczasem to istotny problem kliniczny, bo pneumokoki są częstą przyczyną pozaszpitalnych zapaleń płuc. W Japonii choroba ta stanowi już trzecią, po chorobach sercowo-naczyniowych i nowotworach, przyczynę zgonów.

Najnowsze wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące leczenia osób z niewydolnością serca wyraźnie mówią, że każdy pacjent z tą chorobą powinien otrzymać szczepienie przeciwko grypie, pneumokokom i COVID-19. W Polsce to grupa ponad 1,2 mln chorych. Kolejną grupą, co do której są twarde naukowe dowody dotyczące korzyści płynących ze szczepień, to chorzy z miażdżycą, po zawałach serca, rewaskularyzacji wieńcowej, by-passach itd.

Musimy działać, bo dane epidemiologiczne nie napawają optymizmem. W tym sezonie przeciwko grypie zaszczepiło się 7 proc. Polaków. To prawie dwa razy więcej niż w poprzednich latach, ale wciąż daleko do wielu krajów Europy Zachodniej, gdzie wszczepialność przeciwko grypie przekracza kilkadziesiąt proc. Najnowsze dane mówią też, że tylko 7 proc. osób przyjęło drugiego „boostera” przeciwko COVID-19. Celowo zestawiam te dane, bo z nich wyraźnie wynika, że Polacy postawili znak równości pomiędzy grypą i nowymi wariantami COVID-19. A to znaczy, że do zakażeń wywołanych SARS-CoV-2 coraz więcej osób podchodzi lekceważąco.

Możemy stracić odporność stadną, chroniącą przed chorobami zakaźnymi całą populację
Prof. dr hab. n. med. Andrzej M. Fal
prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego
Możemy stracić odporność stadną, chroniącą przed chorobami zakaźnymi całą populację
Fot. Tomasz Pikuła

Do tej pory, gdy my, eksperci, alarmowaliśmy o spadku wyszczepialności, to z drugiej strony padała odpowiedź, że problem jest marginalny, bo pokrycie populacyjne jest wystarczające. I dodawano nierzadko, że są przecież kraje, w których kalendarz szczepień jest bardziej łamany.

Jak jest dziś? Szacuje się, że do końca roku liczba uchyleń od szczepień przekroczy 70 tys. To niechlubny rekord, na który jednak zanosiło się od dawna. Ten rok może być przełomowy, bo w efekcie możemy stracić odporność stadną, chroniącą przed chorobami zakaźnymi całą populację. Bo pamiętajmy, że gdy szczepimy dzieci, to chronimy nie tylko je, ale także ich rodziców, dziadków, a także tych, u których z powodu różnych chorób układ odpornościowy jest słabszy.

Jak temu zaradzić? Jestem orędownikiem edukacji — musimy działać na tym polu, ale efekty tej pracy przyjdą za jedną-dwie dekady. Nie mamy aż tyle czasu, trzeba działać tu i teraz. Dotyczy to zarówno szczepień u dzieci, jak i u dorosłych, szczególnie w grupach ryzyka. Dziś w naszej dyskusji skupiamy się przede wszystkim na szczepieniach ochronnych dla dorosłych.

Uważam, że tutaj pozostaje niewykorzystany potencjał medycyny pracy. Sensownym rozwiązaniem jest np., by pracodawcy proponowali pracownikom, ale też wymagali corocznego szczepienia przeciwko grypie, a raz w życiu przeciwko pneumokokom. Z punktu zdrowia publicznego miałoby to kolosalne znaczenie. Jak jest dziś? Polska jest drugim od końca krajem w Europie pod względem wyszczepialności przeciwko grypie. Niestety, podobnie jest w przypadku dorosłych, którzy nie szczepią się przeciwko pneumokokom.

Wśród propozycji, jakie padają przy próbach nowych regulacji systemowych dotyczących szczepień w Polsce, często mówi się o współfinansowaniu przez pacjenta. To teoretycznie słuszna droga, ale jak od kogoś, kto jest niechętny tej formie profilaktyki i szczepionki nie przyjąłby nawet za darmo, oczekiwać, że do niej dopłaci? To nie znaczy jednak, że możemy opuścić gardę. Należy szukać skutecznych rozwiązań, bo szczepienia to korzyść nie tylko zdrowotna, ale też społeczna, istotna dla budżetu państwa. Im mniej chorób zakaźnych, tym mniejsze nie tylko koszty bezpośredniego leczenia, ale też koszty pośrednie, związane choćby z czasową lub trwałą niezdolnością do pracy.

Na koniec podzielę się pewną refleksją, która niedawno przyszła mi do głowy. W początkowej fazie pandemii niemal wszyscy mniej lub bardziej obawiali się COVID-19. Od czasu, gdy zaczął dominować wariant omikron, powodujący z reguły zakażenia o łagodniejszym przebiegu, to zagrożenie zaczęto bagatelizować. I dziś mam wrażenie ludzie bardziej obawiają się zespołu post- i long COVID, które mogą wystąpić także po łagodnej infekcji, niż samej infekcji. Może jest to element, który warto wykorzystać w promocji szczepień i w retoryce podkreślać, że chronią one nie tylko przed samym zakażeniem, ale także jego późniejszymi skutkami, powikłaniami. Bo rzeczywiście jest coś takiego jak post-grypa, czyli cały szereg potencjalnych powikłań, jakie może nieść ze sobą ta infekcja wirusowa.

Przekazujmy dzieciom wiedzę o zdrowiu, a nie o cyklu życiowym winniczka
Dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski
wirusolog, Warszawski Uniwersytet Medyczny
Przekazujmy dzieciom wiedzę o zdrowiu, a nie o cyklu życiowym winniczka
Fot. Tomasz Pikuła

Coraz powszechniejsze uchylanie się od szczepień grozi utratą odporności populacyjnej. W przypadku odry możemy o takiej ochronie mówić, gdy zaszczepionych jest 92-95 proc. populacji. Dla krztuśca ten próg to ponad 88 proc. Gdy zestawimy to z danymi, które pokazują narastający w Polsce trend antyszczepionkowy, czarno na białym widać, jak poważna jest sytuacja.

Uważam, że szczepienia stały się, niestety, ofiarą własnego sukcesu. Pokolenie obecnych rodziców, którzy decydują o tym, czy zaszczepić dziecko, czy nie, nie widziało nigdy osób, które zostały kalekami na skutek polio. To także pokolenie, które nie chorowało na krztusiec, nie bało się zapalenia wątroby typu B, nie widziało też osób długotrwale leczonych z powodu gruźlicy. Myślą, że tych chorób nie ma, bo się z nimi nie stykają. A to nie jest prawda. Ujarzmienie wielu chorób zakaźnych stało się możliwe właśnie dzięki szczepieniom. Gdy z nich rezygnujemy, otwieramy puszkę Pandory.

Rozmawiając ze studentami medycyny, mówię, że w zdrowiu publicznym zasady demokracji sprawdzają się w umiarkowany sposób. Bo tutaj najlepiej funkcjonuje — żartobliwie rzecz ujmując — oświecona tyrania. W związku z tym powinniśmy, jako osoby mające wiedzę, kształtować i wpływać na pewne postawy społeczne. Po pierwsze, należy wprowadzić do szkół jak najwcześniej elementy wiedzy o zdrowiu czy też — ogólnie rzecz ujmując — medycyny stylu życia. Gdy nauczymy tego dzieci, będą wiedziały jak postępować prozdrowotnie. Idealnie byłoby, gdy tzw. wiedza o zdrowiu stanowiła odrębny przedmiot w szkole. Zamiast uczyć dzieci o przysłowiowym cyklu życiowym ślimaka winniczka, co nikomu później nie jest potrzebne, lepiej im mówić o roli właściwego odżywiania się, aktywności fizycznej czy też znaczeniu szczepień.

Edukacja taka musi być jednak wielostopniowa. Przeciwnicy szczepień argumentują często, że wiele szczepionek nie ma 100 proc. skuteczności. Owszem, ona jest różna, ale może warto uświadamiać, że lepiej skorzystać z dobrodziejstw preparatu, który daje np. 40-50 proc. zabezpieczenia, niż ryzykować grypę i jej powikłania.

Zakończę przytoczeniem informacji z ostatnich dni, że nas, ludzi, jest już 8 mld na Ziemi. Zapytam retorycznie przeciwników szczepień: jak te dane mają się do rzekomej depopulacji ludzkości za pomocą szczepionek?

Narodowa strategia szczepień nie może być kolejnym nierealizowanym dokumentem
Igor Grzesiak
wiceprezes zarządu Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej
Narodowa strategia szczepień nie może być kolejnym nierealizowanym dokumentem
Fot. Tomasz Pikuła

Niechęć do szczepień uwidoczniła się jeszcze przed pandemią, która tym bardziej pogłębiła kryzys zaufania do tej formy profilaktyki. Dlaczego? Bo dezinformacja na temat szczepieni wylewała się z każdej strony. Gdyby zaufanie do szczepień budowano latami, antyszczepionkowcom zabrakłoby pola do działania. Paradoksalnie, pandemia powinna nam umożliwić pewne zdecydowane działania, jak np. bezwzględne przestrzeganie programu szczepień ochronnych u dzieci i młodzieży do 18 roku życia. Nie możemy sobie jako państwo pozwolić, by rodzic, który często nie jest medycznie wyedukowany, decydował o tym, jak będzie wyglądało nasze zdrowie publiczne.

W przypadku dorosłych uważam, że konieczne jest bardziej miękkie podejście. Zacznijmy od rzetelnych informacji o tym, że zakażenia pneumokokowe, krztusiec czy grypa dotykają całych populacji, a są szczególnie groźne dla pacjentów z grup ryzyka — chorych kardiologicznie, pacjentów z chorobami płuc, nowotworami czy cukrzycą. Musimy przygotować pewne depopulacji ludzkości za pomocą szczepionek?

Należy systematycznie poszerzać programy szczepień, które powinny być realizowane i dostępne lokalnie poprzez działania w samorządach, a także zwiększyć dostępność do szczepień w aptekach. Niestety, bez edukacji nawet pełna refundacja szczepień dla dorosłych nie przyniesie spodziewanych efektów. Widać to na przykładzie chociażby innych krajów europejskich. Posłużę się przykładem z raportu przygotowanego przez Active Citizenship Network, organizację, która m.in. zajmuje się programami edukacyjnymi na temat szczepień w Europie. We Włoszech, gdzie dorośli mogli szczepić się przeciwko pneumokokom, aż 63 proc. uprawnionych nie zdecydowało się tylko dlatego, że nie zostało im to zaoferowane. A 18 proc. w ogóle nie wiedziało o takich szczepieniach.

Od czego zacząć? Może warto byłoby nadać szczepieniom priorytet zdrowotny. Tak jak całej ochronie zdrowia. Konieczne jest opracowanie dobrej, spójnej strategii szczepień w cyklu całego życia człowieka, która będzie sięgała szerzej, nie koncentrując się tylko na rozwiązaniach doraźnych. W przestrzeni publicznej skupiamy się głównie na dyskusjach o populacji pediatrycznej, ale jest wielka potrzeba szczepień także dorosłych z grup ryzyka. Przy czym musimy być ostrożni, by taka narodowa strategia szczepień nie stała się kolejnym papierowym dokumentem, którego się nie realizuje. Pomysły, nawet najlepsze, to za mało, bo potrzebna jest konsekwencja w ich wdrażaniu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Szczepienia a myślenie spiskowe. Dlaczego Polacy nie chcą się szczepić?

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.