E-recepty krytykują ci, którzy nie zinformatyzowali swoich gabinetów

Materiał partnera. Rozmawiała Katarzyna Nowosielska
opublikowano: 22-01-2019, 16:09

„Dla lekarzy i pacjentów elektroniczne recepty są ogromnym ułatwieniem. Lekarze w końcu nie muszą się martwić o zamawianie papierowych druczków, a programy komputerowe łatwo mogą scharakteryzować lek” — mówi dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. systemów medycznych Medicover Polska, członek zarządu Fundacji Telemedycznej Grupy Roboczej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Czy większość pacjentów CM Medicover otrzymuje receptę elektroniczną SMS-em lub mailem, czy też oczekuje jej wydruku?

Dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. systemów medycznych Medicover Polska, członek zarządu Fundacji Telemedycznej Grupy Roboczej
Zobacz więcej

Dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. systemów medycznych Medicover Polska, członek zarządu Fundacji Telemedycznej Grupy Roboczej Archiwum

Od początku 2019 roku zintegrowaliśmy systemy Medicover z systemami publicznymi e-recepty, ale potrzebujemy jeszcze trochę czasu, aby przetestować dobrze ten system i zaoferować go pacjentom. Do tej pory w samej Warszawie wystawiliśmy 700-800 e-recept. Najpierw chcemy zobaczyć, jak system działa.

Apteki teoretycznie mają obowiązek od początku stycznia realizować e-recepty, ale nie wszystkie są na to przygotowane. Z danych Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia wynika, że w Warszawie 95 proc. aptek obsługuje już e-recepty.

Dlatego nie chcemy jeszcze wszystkim pacjentom wystawiać e-recept. Choć osoby, którymi się opiekujemy, należą głównie do populacji 30+ i są otwarte na coraz większy kontakt online z lekarzem czy apteką. Cenią swój czas i oczekują coraz większego usprawnienia usług.

Czy faktycznie e-recepty oszczędzają czas lekarza i pacjenta oraz zmniejszają ryzyko błędów?

Z punktu widzenia pacjenta e-recepta jest dużą, pozytywną zmianą, choćby dlatego, iż nie musi się martwić o zaginięcie druczku. A nawet jeśli wydruk potwierdzenia e-recepty mu zginie, można go wydrukować drugi raz.

Na nas to ułatwienie nie spadło nagle, ponieważ w systemie Medicover elektronicznie wystawialiśmy recepty już od dawna. Mamy w programach dla lekarzy m.in. katalog leków. Natomiast dla lekarza, który dotychczas wystawiał receptę ręcznie, to rewolucja. Teraz już nie będzie martwić się o zamawianie druczków recept ani wkładać ich do drukarki.

Skoro to takie ułatwienie dla lekarzy, to dlaczego system e-recept jest też krytykowany?

Krytykują go ci, którzy chyba jeszcze nie spróbowali nowego systemu. Aby wprowadzać e-recepty, dana jednostka lub praktyka lekarska musi być zinformatyzowana. Czyli musi mieć system informacyjny, elektroniczną wersję historii choroby i potrafić podłączyć się do systemów publicznych.

Aby jednak e-recepty w pełni usprawniły pracę lekarza, nie może on działać tak jak dotąd, czyli cały dzień przyjmować pacjentów i wypisywać recepty. Rozsądna i efektywna praca lekarza powinna polegać na tym, że podzieli ją na partie. Na przykład cztery godziny będzie przyjmował pacjentów, dwie poświęci na wizyty domowe, a jedną na pracę elektroniczną, podczas której realizuje np. pacjenckie zapotrzebowania na recepty. Na to trzeba czasu, ponieważ bez spojrzenia w dokumentację medyczną, recepty nie da się wystawić.

Co było dla państwa największym wyzwaniem we wdrażaniu systemu e-recepty?

Na początku było kilka wyzwań, m.in. związanych z integracją z systemem publicznym. Musieliśmy się nauczyć współpracy z publicznym obszarem IT oraz pokonać też kilka barier i nie do końca zrozumiałych wytycznych. Udało się to, jak również współpraca z CSIOZ ułożyła się bardzo dobrze. Natomiast na pewno nie mieliśmy problemu z przekonaniem lekarzy do e-recept, gdyż od dawna wystawiają je u nas elektronicznie.

Czy e-zwolnienia są równie dużą rewolucją?

To też duży krok naprzód, ponieważ eliminuje obieg dokumentów papierowych. Jest to wygodne dla pracodawcy, który informację o tym, iż pracownik „idzie na chorobowe”, dostaje od razu. Jest to też wygodne dla lekarza, który dzięki jednemu kliknięciu zapisuje od kiedy do kiedy trwa zwolnienie, a system sam „zaciąga” dane pracodawcy. Informacja taka od razu też pojawia się w ZUS-ie. U nas to działa świetnie! Natomiast do osiągnięcia pełnej korzyści z e-zwolnienia niezbędne są zmiany prawne, dopuszczające jego wystawienie poza wizytą, np. w czasie porady telemedycznej.

Co, według pana, powinno być następnym krokiem w rozwoju tych rozwiązań?

Przede wszystkim zachęcenie wszystkich poruszających się w obszarze ochrony zdrowia, w tym pacjentów, do korzystania z komputera. Po drugie — interoperacyjność, czyli możliwość wymiany informacji pomiędzy świadczeniodawcami. Na przykład karta informacyjna pacjenta opuszczającego szpital powinna być później dostępna dla każdego lekarza, który się nim zajmuje. To samo dotyczy konsultacji pacjenta ze specjalistami, do których wyników powinien mieć dostęp jego lekarz rodzinny.

W jakim kierunku będzie podążała telemedycyna w Polsce?

Pacjenci, zwłaszcza chorzy przewlekle, będą w coraz większym stopniu leczeni zdalnie. Tu korzyść z e-recepty będzie największa, ponieważ gros osób bierze leki nieprzerwanie. Możemy łatwo sprawdzić, czy stan ich zdrowia się zmienił. Jeśli chory na cukrzycę prowadzi dzienniczek, lekarz będzie w stanie sprawdzić online jego wyniki badań. Tak samo jak u pacjenta z nadciśnieniem czy hipercholesterolemią, który zrobił sobie badanie stężenia lipidów. Lekarz widząc wyniki, może ponownie przepisać lek, nie zapraszając pacjenta na wizytę. Ten ostatni zaś nie będzie musiał się po nią zgłaszać, bo dostanie ją elektronicznie. To duża zmiana.

Czyli polska telemedycyna rozwija się modelowo? Wcześniej jednak było sporo potknięć w tej dziedzinie.

Fakt, przez wiele lat w informatyzacji służby zdrowia niewiele się działo. Co nie jest ewenementem w skali europejską, ponieważ podobnie to przebiegało w innych krajach UE, znacznie bardziej rozwiniętych od nas cyfrowo. Teraz wreszcie ta rewolucja ruszyła. Mamy dobre podstawy cyfrowe ku temu, jesteśmy przygotowani. Nawet lepiej, że zaczynamy wszystko od zera. Obecnie wdrażamy dobre rozwiązania, ale niestety wycinkowo. Zaczynamy od e-zwolnień, bo zależy na tym ZUS-owi. Wprowadzamy e-receptę, gdyż NFZ oczekuje uszczelnienia rynku farmaceutycznego. Następnym krokiem będzie e-skierowanie. Oficjalnie ma to poprawić los pacjenta, a w rzeczywistości usprawnić kontrolę nad kolejkami. Niestety, wprowadzamy pojedyncze rozwiązania, a nie mamy całościowej koncepcji e-zdrowia. Dobrze jednak, że zaczęliśmy w końcu działać i jesteśmy na właściwej drodze do cyfryzacji systemu ochrony zdrowia.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Materiał partnera. Rozmawiała Katarzyna Nowosielska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.