Dzban z kamieniami

Hanna Samson
opublikowano: 25-09-2009, 00:00

Całe szczęście, że wakacje wreszcie się skończyły. Gdyby trwały dłużej, niejedna para nie wróciłaby z nich w całości. Wspólne spędzanie czasu to sztuka, którą trzeba doskonalić cały rok, aby w lecie uniknąć kontuzji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Nagle jesteśmy ze sobą na okrągło. Świetna okazja, żeby wyrównać rachunki, odebrać sobie, co nam się słusznie należy, wypowiedzieć wszystkie pretensje.

— Ty połóż dzieci, ja je kładę przez cały rok.

— No, pobaw się z nią, przez cały rok nie miałeś dla niej czasu.

— O, jaki śliczny zamek, prawda, mamusiu, że śliczny?

— Chociaż na wakacjach mogłabyś na nią zwrócić uwagę.

Śniadanie jemy w pośpiechu, żeby zająć dobre miejsce na plaży. Potem leżymy na słońcu, wypychając się nawzajem do zajmowania dziećmi. Potem obiad, trochę spacerowania po deptaku.

— No, czemu kupujesz jej loda, przecież zaraz będzie kolacja.

Brr! Rodzinne wakacje często wieją nudą i pretensjami. Zamiast wzmacniać to, co między nami, prowadzą do kryzysu. We wrześniu zwykle trafia do mnie kilka par właśnie dlatego, że były razem na wakacjach. Na szczęście, gdy zaczyna się praca, dzieci idą do szkoły lub przedszkola, wszystko wraca do normy. Wspólnego czasu wystarcza tylko na tyle, żeby ustalić rozkład jazdy na jutro — ty odbierasz Julcię, ja zawiozę Stasia na basen, i jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, kryzys zażegnany. Spółka rodzinna biegnie w szybkim tempie po znanych torach. Umęczeni, wkrótce zaczniemy marzyć o wakacjach. Żeby w końcu mieć czas na prawdziwe życie rodzinne. I to znów będzie szok.

Nawet najwspanialsze dzieci bywają męczące, a co dopiero mąż lub żona ze swoimi oczekiwaniami, ze swoim ociąganiem się, narzekaniem, brakiem entuzjazmu. W ciągu roku przyjmujemy to wszystko w dawkach homeopatycznych i jakoś leci, lecz dawka wakacyjna może okazać się zabójcza dla związku. O co tu chodzi? Przecież się kochamy. Sama miłość jednak nie wystarczy, zwłaszcza gdy ledwie dyszy pod warstwą rozdrażnienia, pośpiechu, pretensji. Rodzina jest najważniejsza — zgodnie deklarują Polacy. Ale na co dzień łatwo o tym zapominamy.

Już słyszę głosy oburzenia: Jak to? A po co pracujemy, zarabiamy, żeby dzieci miały wszystko, obsługujemy je przed pracą i po pracy, wszystko robimy z myślą o rodzinie. A jednak na to, co ważne, zwykle brakuje nam czasu, uwagi, ochoty. Tempo życia, konieczności, korki, praca, dobrze wiem, jak to jest, i nie zamierzam nikogo obwiniać.

Lepiej oddam głos staremu profesorowi, który miał przeprowadzić wykład dla menedżerów na temat planowania zajęć. Zamiast wykładu zaproponował doświadczenie. Wyjął spod biurka wielki szklany dzban i kilkanaście kamieni. Delikatnie wkładał je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi, zapytał swoich słuchaczy, czy jest pełny. Tak — odpowiedzieli zgodnym chórem. Na pewno? — zapytał profesor i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Ostrożnie wysypał żwir na kamienie i potrząsnął dzbanem. Żwir zajął miejsce między kamieniami. Stary profesor znów zapytał: Czy dzban jest pełen? Tym razem uczestnicy nie mieli już pewności, a jeden z nich powiedział: Chyba nie. Profesor wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Uważnie wsypał piasek do dzbana, aż ten zajął wolną przestrzeń między kamieniami i żwirem. Profesor jeszcze raz zapytał, czy dzban jest teraz pełny, a po chwili wyciągnął butelkę z wodą i wypełnił nią dzban po brzegi. Jaką wielką prawdę ukazuje nam to doświadczenie? — zapytał. Ktoś odpowiedział: To doświadczenie pokazuje, że jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, to jeśli naprawdę chcemy i pomyślimy, jak to zrobić, uda nam się dorzucić jeszcze więcej spotkań i spraw do załatwienia. Nie — odpowiedział profesor. — Wielka prawda jest inna. Jeśli nie włożymy do dzbana kamieni jako pierwszych, później nie będzie to możliwe. Jeśli jednym z naszych priorytetów jest rodzina, nie może być tak, że na kontakt z nią zostają nam tylko ziarenka piasku. To kwestia priorytetów, a nie czasu. Oraz zdolności przewidywania.

Jeśli nie rezerwujesz sobie czasu na budowanie dobrych kontaktów ze swoim partnerem i dziećmi, nie inwestujesz go w pogłębianie więzi, to wkrótce stracisz go o wiele więcej, próbując naprawić złe stosunki i uratować małżeństwo lub zyskać wpływ na dzieci, które już na ciebie nie liczą. Warto więc zacząć już teraz. A za rok wakacje nie będą szokiem, po którym człowiek chce się rozwieść. Wręcz przeciwnie. Będą okazją, by cieszyć się tym, ile was łączy. l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.